Archiwa kategorii: DKF Kościan

„Święta, święta i po świętach” – 17 września 2021

„Święta, święta i po świętach”

Drodzy Państwo

przed nami dziś obyczaj z dalekiej Brazylii – ostatecznie o niczym tak nie marzymy, jak o poszerzaniu horyzontów po linii geograficznej, kulturowej i filmowej. Film u nas figuruje pod jakże swojskim tytułem „Święta, święta i po świętach”, a jego brazylijska reżyserka pieczętuje się jeszcze bardziej swojskim nazwiskiem – Sandra Kogut. Sytuację ramową rysujemy bez zbędnej zwłoki, ale i bez obawy, że – jak mawia młodzież – zaspojlujemy treść, czyli ujawnimy niespodzianki fabuły. Bo od niespodzianek mających na celu zaspokojenie ciekawości typu: co też wydarzy się za chwilę wyżej cenimy to, co w filmie kryje się pod powierzchnią wydarzeń.

Czytaj dalej…

W co grają ludzie – 10 września 2021

„W co grają ludzie” (2020), reż. Jenni Toivoniemi

Szanowni Państwo,
przed nami dziś film fiński „W co grają ludzie” z roku 2020 w reżyserii Jenni Toivoniemi. Film pochodzący z kinematografii i ze świata, co tu dużo mówić, mało przez Polaków uczęszczanego. Dlaczego sięgamy właśnie tam? Ano dlatego, żeby pokazać, iż świat, także filmowy, jest nieskończenie rozmaity, różnorodny, zniuansowany, piękny, a jego zalotna uroda rozsiana jest w najrozmaitszych zakątkach, choćby naszej starej, ale ciągle mało poznanej Europy.

Film „W co grają ludzie” wybraliśmy też szukając wstępnych rekomendacji tego czy innego dzieła, bo nieustannie zaglądamy w różne europejskie filmowe zakamarki, żeby sprawdzić, czy kto tam nie nakręcił czegoś ciekawego. Tu rekomendacja była taka, iż w ramach Fińskiej Fundacji Filmowej o nazwie Jussi – to takie ichnie Oscary – film zdobył nominacje aż w ośmiu kategoriach i nie premiowano go wprawdzie żadną nagrodą, ale może z czasem Finowie zmądrzeją. Film jest z roku 2020, w Polsce premierę miał 2 lipca.

Czytaj dalej…

Koniec – 3 września 2021

Film „Koniec” (2018), reż. Victor Danell

Drodzy Państwo,

dzisiaj szczególniejszej uwadze Łaskawych Państwa polecamy szwedzki film pod tytułem „Koniec” z 2018 roku w reżyserii Victora Danella, nagrodzony trzema Złotymi Żukami przez Szwedzki Instytut Filmowy.

Recz jest o końcu świata – jak najbardziej narodowym, może nawet europejskim, a nawet światowym – a jednocześnie o końcu świata jak najbardziej osobistym. Więc apokalipsa wpisana w dramat rodzinny. Opowieść rozwija się – chciałoby się rzec – po szwedzku: od sygnału do sygnału, od sceny do sceny, od jednego zarysu sytuacji do następnego. Rozwija się jakby ciągnęło ja volvo, najszybszy traktor świata. Sytuacja się tutaj skrada, sytuacja rozwija się niespiesznie, sytuacja długo się zapowiada, rysuje. Tutaj umiera się po kawałku. Ale tak właśnie ma być, bo tak właśnie następuje koniec świata. I tak – przykładowo – wyobrażał go sobie noblista Miłosz w wierszu, który z czasem stał się lekturą szkolną.

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
”Piosenka o końcu świata”/

Czytaj dalej…

Odkupienie – 27 sierpnia 2021

Odkupienie, reż. Frederikke Aspöck

Szanowni Państwo,
wybraliśmy na dzisiejszy wieczór skromną, kameralną, tanią, niezbyt długą psychodramę duńską pod tytułem „Odkupienie” z roku 2019, u nas premierę miała tego lata. Na kilkuset metrach kwadratowych w półtorej godziny rozegra się spektakl manipulacji, z którego możemy wywieść całkiem sporo bystrych obserwacji, bo one z tej fabułki pączkują i mogą się przełożyć na nasze życie.

Sytuacja wstępna rysuje się od razu i bez komplikacji. Oto Markus, biznesmen, który zdefraudował miliony duńskich koron i sporo ludzi doprowadził do bankructwa, trafia za kratki. Na razie tymczasowo, na czas śledztwa, ma więc Markus nadzieję, że to tylko epizod, że zaraz wstanie, otrzepie się i pomaszeruje dziarsko dalej. Ostatecznie do tego jest stworzony. Z tym, że – nie od razu, miły, nie od razu… Zwłaszcza, że z miejsca wdaje się procedura więzienna. Cóż to takiego? Ano pozbawienie wszelkich atrybutów pozycji społecznej, władzy, należnego szacunku. Do spodu, do zera, że tak powiem, do gaci. Ale ta degradacja nie odbywa się od razu, od jednego zdeponowania rzeczy na wejściu do aresztu. To raczej szereg drobnych schodków prowadzących w dół.

Czytaj dalej…

Włoskie wakacje – 13 sierpnia 2021

Szanowni Państwo,

zarówno tak zwana mądrość wieków jak i nasze własne, potoczne doświadczenie podpowiadają, że naprawa tego, co się popsuło w relacjach między ludźmi, wymaga, aby tę trudną sytuację wyjąć z ramek i ustawić w innym, nowym, nieoczekiwanym miejscu. Niby to są ciągle ci sami ludzie, ale teraz do gry włącza się nowy czynnik, mianowicie Jej Wysokość Sytuacja. I to ona – niespodziewanie dla wszystkich zainteresowanych – przejmuje kontrolę i popycha ludzi, w kierunek, w jakim sami by pewnie nigdy nie podążyli.

Co mamy wyłożone obszernie i w detalu w filmie „Włoskie wakacje” w reżyserii Jamesa D’Arcy’ego z zeszłego roku. Jest to dość płynna i lekka opowieść – wybraliśmy ją, bo ostatecznie naszemu DKF-owi też należy się lżejszy, wakacyjny tytuł – z serii: jedźcie do Włoch, pozwólcie się prowadzić tamtejszym sennym miasteczkom, wzgórzom, kościółkom i winnicom, a wasze życie zmieni się nie do poznania. „Zapiski z Toskanii”, „Jedz, módl się, kochaj”, „Wesele w Sorrento” – by nie wracać już do absolutnie klasycznych „Rzymskich wakacji” z Audrey Hepburn. Wszystkie te filmy i setka, których nie wymieniłem powtarzają przekonanie, że włoska prowincja posiada daną od samego Pana Boga – osobiście, za darmo i na zawsze – moc ozdrowieńczą.

Czytaj dalej…

Gniazdo – 6 sierpnia 2021

Szanowni Państwo,

„Pieniądz nigdy nie śpi” – powtarzał słynny Gordon Gekko, mistrz kapitału spekulacyjnego, efekciarz i bankrut ustami Michaela Douglasa w filmie „Wall Street” Olivera Stone’a z roku 1987. A film, który dziś obejrzymy uzupełnia, iż ludzie, którym sen z powiek spędza miraż wielkich pieniędzy też sypiają rzadko, w dodatku snem płytki, neurotycznym, pełnym koszmarów, z których największy to ten, w którym budzą się nie tyle jako ludzie biedni, co jako, którzy maja tyle samo, ile mieli zanim położyli się spać.

Za film odpowiada amerykański reżyser Sean Durkin, artysta w średnim wieku, 39 lat. Może najlepiej znany z filmu „Janis” sprzed dwóch lat, w którym pokusił się o zarejestrowanie słynnej Janis Joplin w szczycie jej kariery, choć próba dotarcia do fenomenu tej antygwiazdy wyszła mu najwyżej na trójkę z plusem. Ale cóż, stara się, nieustannie się stara.
Czytaj dalej…

Niepamięć – 30 lipca 2021

Szanowni Państwo,
Musimy zacząć tracić pamięć, nawet tylko stopniowo i nieznacznie, by zdać sobie sprawę, że pamięć stanowi nasze życie. Życie bez pamięci jest niczym (…). Pamięć jest naszym spoiwem, powodem istnienia, wrażliwością, nawet naszym działaniem. Bez niej jesteśmy niczym – pisał w pamiętnikach wybitny człowiek kina, hiszpański reżyser Luis Bunuel.
A my tę płomienna tezę mamy dziś wyłożoną w więcej niż skromnym filmie składkowym, na który – niewielkie zresztą – pieniądze sypnęła Grecja, Słowenia i Polska. Film pod zajętym już od dawna tytułem „Niepamięć” koordynował reżyser Christos Nikou, który dopiero wypływa na szersze, światowe wody, poza wyspy Peloponezu. Pewnie marzy mu się kariera rodaka Yórgosa Lánthimosa, autora „Lobstera”, u którego grywają już gwiazdy tej miary co Colin Farrell.

Nie będzie to całkiem łatwe – choć w następnym filmie Nikou zameldowała się już amerykańska aktorka Carey Mulligan – bo też Nikou nie robi filmy na tematy proste i nie kręci rzeczy efektownych. Przypomina raczej tych wybitnych amerykańskich jazzmanów w typie Charliego Parkera czy Milesa Davisa, którzy nie czekali na bigband – wchodzili na estradkę, grali, co mieli do zagrania i schodzili. Nie absorbowali widowni nawet minutę dłużej niż to było ich zdaniem konieczne.
Tak tez działa Nikou. Jego film to nie fresk, z jakim mieliśmy do czynienia w przypadku filmu „Berlin Alexanderplatz”, to w żadnym razie traktat, nawet nie esej czy rozprawka. To raczej interwencja. Na temat pamięci i tożsamości. Jest więc nie tyle – krótko i na temat. Co – krótko sygnalizujemy temat. I schodzimy z estradki.

Czytaj dalej…

Berlin Alexanderplatz – 23 lipca 2021

Dzień dobry Państwu,

otwieramy powieść Alfreda Doblina „Berlin Aleksanderplatz” z roku 1929 i na pierwszej stronie czytamy:

„Książka ta jest opowieścią o Franciszku Biberkopfie, byłym robotniku przemysłu cementowego i transportu w Berlinie. Właśnie zwolniono go z więzienia, gdzie siedział z powodu dawniejszych wydarzeń, i oto znowu stoi na berlińskim bruku i chce być porządny. Z początku mu się to nawet udaje. Potem jednak, mimo że materialnie wiedzie mu się nie najgorzej, wikła się w prawdziwą walkę z czymś, co przychodzi z zewnątrz, z czymś nieobliczalnym, z czymś, co ma wszelkie pozory ślepego losu. pokonany. W końcu „coś” torpeduje go z potworną, ostateczną brutalnością. Tym samym poczciwiec nasz, który trzymał się dzielnie do końca, leży na obu łopatkach. Uważa rundę za przegraną, nie wie, co dalej począć, i jest już właściwie załatwiony”.

Z początkiem lat dwudziestych Alfred Doblin, niemiecki Żyd, który urodził się w Szczecinie, także lekarz, staje się gwiazdą niemieckiej literatury proletariackiej. Jego powieść „Berlin Alexanderplatz” szokuje publiczność drastycznymi opisami okolic tytułowego placu, nowoczesnej Sodomy i Gomory, siedliska łajdaków i prostytutek. To, co miał do powiedzenia o ówczesnych Niemczech, wydawało się mu się o wiele bardziej istotne niż długie i zawiłe wywody Tomasza Manna, ówczesnego bożyszcza literatury niemieckojęzycznej. Gdy w 1925 Alfred Doblin, a więc na cztery lata przed ukazaniem się powieści „Berlin Alexanderplatz”, udzielał wywiadu warszawskim „Wiadomościom Literackim”, „Czarodziejską górę” Tomasza Manna podsumował krótko i sarkastycznie: „Rozgrywa się w Davos, wiele dyskusji, dużo ogólnego światopoglądu, filozofii i pedagogiki”.
Czytaj dalej…

Obraz pożądania – 9 lipca 2021

Zapraszam dziś Państwa na film o ludziach, dla których pewna warstwa pigmentu nałożona na zagruntowane płótno naciągnięte na blejtram, jest bardzo ważna, potrafi być istotą ich życia. Tak jak układ nut, zarys melodii, faktura dźwięku potrafi być istotą życia dla muzyka albo jedna scena filmowa staje się istotą życia dla ludzi tworzących i kochających film. Tworząc i oglądając takie rzeczy miewają wrażenie, że dotknęli czegoś, co ich przekracza, co jest większe i ku czemu w ostatecznym rozrachunku zmierzają.

Film amerykański pod tytułem „Obraz pożądania”, „The Burnt Orange Heresy” z roku 2019 w reżyserii Giuseppe Capodontiego gromadzi ludzi, dla których dzieło sztuki jest okazem fundamentalnym, ale też takich, dla których płótno pokryte farbą może się w pewnych określonych warunkach stać trampoliną do sukcesu życiowego, do nadmuchania własnego ego, do połatania reputacji, do wspięcie się o jeden szczebel wyżej na drabinie zawodowej, czy wreszcie do powiększenia fortuny do dodatkowe miliony.

Czytaj dalej…