Archiwa kategorii: Z czytnika

Aarne Puu – Proszę posłuchaj Kuula Falun

Poeta estoński (trzeba będzie znowu pojechać…). Przyniesione z półki bookcrossingu. Nadspodziewanie interesujące:

„Tam daleko
a właściwie bardzo blisko
piętrzyły się Alpy
w dolinie zapadał zmierzch
w przezroczystej ciszy
nadchodzacego wieczoru
rozlegał się śpiew cykad
a czasem dało się słyszeć
stukot staromodnej
maszyny do pisania
nie jestem pewny
ale myślę że
to był
Graham
Green”

Kiedyś się zaczytywałem w Greenie…

Charles Bukowski – Z szynką raz!

Cytacik:
Słyszałem, że policja szuka Johna – powiedział ojciec. Wcale tak znów bardzo nie narozrabiał. A co zrobił? Natłukł fałszywych dziesięciocentówek. Dziesięciocentówek? Rany Boga, to ma być ambicja? John właściwie nie chce być złym człowiekiem. Wygląda mi na to, że w ogóle nikim nie chce być. Byłby, gdyby mógł. No. Jakby żaba miała skrzydła, toby nie wlokła dupą po ziemi!

Mariusz Szczygieł „Nie ma”

Mariusz Szczygieł „Nie ma”:

Wątkiem przechodnim reportaży jest znacząca nieobecność, brak. Cytaty:

Relacje świadków są często ze sobą sprzeczne, bo pamięć nie jest pasywną rejestracją – nie zapisuje wszystkiego demokratycznie, jest tylko zapisem aktywnym – dopasowuje fakty do naszego założenia. Zmieniamy przeszłość tak, by wspomnienia pasowały do całego zapamiętanego obrazu. (Myśl ta jest elementem wykładu z neurologii, a nie wrażeniologii reporterskiej).

Mickiewicz, kiedy wykładał w Paryżu, ogłosił, że inteligent czeski jest pracowity nawet, ale nie potrafi odróżnić celu istotnego od celu błahego. Istotny to byłby, gdyby chciał się prać. A kiedy polscy podróżnicy jechali w XIX wieku przez Czechy, to donosili o moralnym upadku narodu, gdyż nie wznieca on powstań.

Literaturą, pisał Parandowski, rządzi inny czas niż ten, który reguluje życie potoczne, a nawet ten, co przesuwa wskazówki na zegarze historii. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość nie są w literaturze rozgraniczone prostą kolejnością, nie mają w ogóle własnych granic, płyną wspólnym i jednolitym strumieniem. Dlatego kiedy kobieta w średnim wieku pyta o książki z czasu, gdy była panienką, przychodzi mi też na myśl, że chciałaby do nich wskoczyć i wyskoczyć po tamtej stronie. W młodość, która trwa nadal.

A kiedy nie żyłeś tam i spałeś w domu na Sadybie, to ta postać sama żyła? – Nie, jak wyłączałem komputer, to ta osoba była w tym stanie, w jakim ją zostawiłem, czyli też spała. Ona wchodziła w relacje, miała nawet seks, to się nazywało bara-bara i było bardzo ładnie pokazane, bo ukryte pod kołdrą, a tylko takie serduszka pulsujące się pokazywały. Teraz ma wyjść nowa wersja tej gry…

Żołnierze z komputerami. Grają. W co grają? W Counter-Strike, na przykład, w terrorystów i antyterrorystów. W World of Tanks na komórkach jeździ się czołgami. Jak to? Na wojnie gracie w wojnę? Front, objaśnia, to trochę walki i długie godziny nudy.

Na froncie jest taki problem, że wciąż telefony były, zmora normalnie. Tak, dzwonią na front komórki. Na przykład żona, z Iwano-Frankowska. Trwał niebezpieczny ostrzał, a ona: nie ma widelców do serów. Co?! Gdzie są widelce do serów? Nie mogę rozmawiać, tu do nas strzelają! Zresztą żona jest na sali, może sama opowiedzieć. Przyznaję, dzwoniłam, tydzień po tym, jak wyjechał na front. Bo przyszła koleżanka, zrobiłyśmy fondue, a przecież nie używa się do tego normalnych widelców. Nigdzie nie mogłam znaleźć tych specjalnych do fondue. Mąż się rozłączył, zaczęłam szukać, ale nie znalazłam. Po piętnastu minutach zadzwoniłam znowu, bo przecież musiał wiedzieć, gdzie są. Mówił, że nie wie. Sala pyta, czy w końcu znalazła widelce sama? Tak. Były w szufladzie.

Kubota – słynne w Polsce klapki z Chin. Polscy mężczyźni mają dwie fascynacje estetyczne: kolor ubrań bury i klapki Kubota. Jeśli widzicie faceta, który spieszy do monopolowego, a na stopach ma białe przybrudzone skarpetki i klapki, stopa zaś z tych klapek wysuwa mu się do przodu, na sto procent są to klapki Kubota. Za osiem złotych para – odbiorą seksapil każdemu.

Jeśli większość naszych wspomnień jest zmyślona, to jak długo rzeczywiście pamiętamy, a kiedy zaczynamy zmyślać? I które wspomnienia są prawdziwe?

Niestety, połowa ludzi pamięta zdarzenia, które nigdy im się nie przytrafiły. Specjaliści od sztucznej inteligencji z Uniwersytetu Harvarda piszą, że nie chcieliby mieć w swoich systemach informatycznych tak wadliwego mechanizmu jak ludzka pamięć.

Młodzi ludzie często myślą, że w związku ważne są namiętności, a na końcu się okazuje, że najważniejsza ze wszystkiego jest herbata. I że potem brak jej najbardziej.

Antoni Słonimski „Artykuły pierwszej potrzeby”

Antoni Słonimski „Artykuły pierwszej potrzeby”:

Wybór publicystyki. Cytaty:
Dowiadujemy się również prawdy niezwykłej o Tuwimie. Otóż okazuje się, że…”pierwsze tomiki poetyckie Juliana Tuwima… stanowią wczesny okres twórczości poety”. Widocznie u innych poetów pierwsze tomiki stanowią późniejszy okres ich twórczości”.

Dopiero jednak po przeczytaniu uwagi na stronie czwartej popadłem w głębszą zadumę. Oto jej brzmienie: „Przy oczekiwaniu na sygnał zgłoszenia się stacji należy słuchawkę trzymać przy uchu, a nie odkładać na bok, gdyż absorbuje to nadmiernie organa połączeniowe, utrudniając otrzymanie sygnału przez innych abonentów.”

„Należy czekać na sygnał zgłoszenia się centrali i dopiero potem wykręcać potrzebny numer, nie śpiesząc się, cyfra po cyfrze w tym porządku, w jakim jest wydrukowany w spisie telefonów.” Słusznie! Zmiana porządku cyfr może przecież dać zupełnie inny, najzupełniej niepożądany numer. W dalszych instrukcjach umieszczonych w spisie telefonów czytamy: „Przy nakręcaniu numeru palec powinien dochodzić do języczka oporowego, po czym palec wyjmuje się.” Chyba, żeby kto zapomniał języczka oporowego w gębie albo wsadził palec i nie wyjął.

Według malarzy kobiety w roku 1950 ubierały się w długie powłóczyste suknie. Rzeźbiarze przedstawiali kobiety tego okresu nago, konno i z rozpuszczonymi włosami (Lady Godiva). Musiałby badacz tych obrazów dojść do przekonania, że w Anglii 1950 roku nie znano pary, elektryczności ani motorów spalinowych. Wśród tysiąca zebranych obrazów ani jeden nie przedstawia parowozu, samolotu czy samochodu.

Czytałem parę fragmentów poetyckich sztuki Maliszewskiego o Kochanowskim. W sztuce tej Kochanowski mówi wierszem Maliszewskiego. Wolałbym, żeby było odwrotnie. Jeszcze pół biedy, jeśli chodzi o parę Maliszewski – Kochanowski, ale gorzej będzie, gdy Brandstaetter napisze sztukę o Mickiewiczu i Mickiewicz będzie mówił ze sceny wiersze Brandstaettera.

Gdy Prus opisywał sklep Minclów, pamiętał ten sklep z dzieciństwa, mógł sprawdzić każdy niemal szczegół, skorygować swoje wspomnienie niejako wizją lokalną. Dziś, gdyby chciał sobie przypomnieć, jak ten sklep wygląda, nic by prawdopodobnie nie zobaczył, bo w sklepie byłby remanent.

Charles Bukowski „Fragmenty winem poplamionego notatnika”

Charles Bukowski „Fragmenty winem poplamionego notatnika”:

Fragmenty:
Odkryłem, że są chwile, gdy po wcześniejszych jałowych i suchych odsłuchaniach utwór nagle… odkryłem, że nadchodzi taka chwila, kiedy utwór się w pełni otwiera dla umysłu…

Gdy jakieś pismo publikujące tak zwaną wartościową poezję przyjmuje mój wiersz, zadaję sobie pytanie, gdzie skrewiłem.

Śmierć, w końcu, jest nudziarą – niczym więcej niż opuszczeniem rolety. Na ogół nie umieramy od razu, tylko kawałek po kawałku, krok po kroku.

To świat mnie ukształtował, a ja ukształtowałem to, co się dało. Niosłem na ramionach krwawiące 1 wołu, co żył jeszcze minutę wcześniej, i przez chrząstkę nadziałem toto na tępy hak u sufitu ciężarówki; gdy wy spaliście, wlazłem z mopem do damskiego kibla; rolowałem i byłem rolowany; modliłem się do tablicy z wynikami gonitw; oberwałem pałą za przystawianie się do dziwy jednego gangstera; ożeniłem się z kobietą mającą milion dolarów i ją porzuciłem; czołgałem się pijany w zaułkach od morza do morza; nalewałem benzynę, pracowałem w fabryce psiej karmy, sprzedawałem choinki bożonarodzeniowe, zostałem nawet brygadzistą; jeździłem ciężarówką, byłem wykidajłą, szukałem butów w teksaskiej kurwiarni; rok przemieszkałem na jachcie, ucząc się włączać zapasowy silnik i kochając się z kobietą bogatego szaleńca, który nie miał jednej ręki i uważał, że genialnie gra na organach, i musiałem pisać libretta do jego cholernych oper, i przez większość czasu byłem zalany, on też był zalany przez większość czasu i wszystko się dobrze układało, póki nie umarł, ale po co opowiadać resztę? Tematem jest przecież poezja.

Powiedziałbym, że poeta musi ostrożnie robić użytek ze swojego zajęcia, swojego kutasa i ego, jeśli chce przetrwać dłużej niż chwilę.

Jesteśmy motylami w zimne lato.

Publiczność Artystyczna zawsze jest nieprzyzwoita. Bardziej podziwia człowieka za to, jak żyje, a nie za to, co tworzy. Szczególnie lubi szaleńców, morderców, nałogowców, samobójstwa, przypadki głodu… a jednak publiczność Artystyczna, która później otacza szacunkiem jednego z takich, to TA SAMA publiczność, która wpędziła go w wódę, obłęd, narkotyki, bo nie potrafił znieść widoku ich ryjów albo postępowania.