Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Imbir!

Rankiem las. Wilgotny, parny, deszczowy.:

Sobota. Ta sarenka, która wpadła na pobliskie pole na lanczyk, to oczywiście Zośka. Poznałem z daleka.:

I już gazem na Uczelnię. Była natura, jest kultura. Konkretnie – „Kultura XX wieku. Wybrane problemy”.:

Po zajęciach z rzeczonej kultury dostałem od pani studentki podkowę na szczęście, ponieważ nie tak dawno słodko odpuściłem pani udział w moich zajęciach na wieść, że nieznany mi osobiście koń imieniem Imbir cierpi na kolkę w stadninie odległej o 100 kilometrów i trzeba go ratować.:

A niedziela to już Pierwsza Komunia u zaprzyjaźnionej rodziny.:

Cały w skowronkach

Grajzerówką (taka droga z płyt betonowych, którą namiestnik Wartegau Arthur Greiser kazał wyłożyć drogę do swojej podmiejskiej rezydencji nad jeziorem Rosnowieckim), żeby się zorientować pobieżnie w przyrodzie.:

I filmik z pól. Chodzi w nim o śpiew skowronków, który w realu był tryumfalny, choć tu słychać go bardzo słabo. Skręcone moim aparatem, który – proszę mi wierzyć – przez ostatnie lata przeżył bardzo wiele (co widać). Cóż, będziemy się żegnać…:

Poza tym – zieleń w natarciu (choć we mgle).:

Głos Wągrowiecki:

Angelus Custos

Miniony tydzień upłynął dość chybotliwie, nawet jak na nasz tryb życia, więc Dorota wygrzebała w starych papierach obrazek, który kupiliśmy na jakimś odpuście. Z interpretacją, że to mianowicie ona swoją osobą jest moim Aniołem Stróżem w trakcie przechadzki ścieżką na niepewnej kładce. Którą jest bezdyskusyjnie moje życie. Natomiast kim jest ta dziewczynka obok mnie i naprawdę dzieli niebezpieczeństwo, to jeszcze wypłynie.:

Nostalgie trzebawskie

Nagrania w TV. Z mojego punktu widzenia program wygląda tak:

Przejazd aleją kwitnących kasztanów w Trzebawiu. Oczywiście bezsensownie szybki, bo nawet tam od razu znajdzie się ktoś, kto ci z przyjemnością wsiądzie na kufer. To tak zwana Trzebaw fever.

Centre Pompidou. Jedno z dzieł sztuki polegało na tym, iż wchodziło się do pomieszczenia wypełnionego od podłogi po sufit pojemnikami z suchymi liśćmi. „Czy więcej złotych liści było, czy twych pieszczot nie pamiętam miły już…” No, to tutaj pieszczot było po sufit!

Przemiał

Poniedziałkowy wieczór w klubie Blue Note. Młodzież dawała covery. Miało być patriotycznie, bardzo na to liczyłem. Ale jak zamiast z ojczyzną wyjechali z Anną Jantar, to wyprzągłem.:

Na mojej Alma Mater przemiał sztuki jest wręcz alarmujący. Rotacja straszna! Wiele dzieł jest w związku z tym zagrożonych. Doprawdy, szkoda by było…:

Jezioro Góreckie once again.:

Centre Pompidou. Nasi: Łempicka, Malewicz, Rosenstein…: