Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Warto

Dziś umysł oczyszczałem (do zera) w zakolach Warty pod Puszczykowem. Warta płynie, ja sobie idę, nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Słowem panuje wzorowy porządek. Jak to w Wielkopolsce.:

A tu jeszcze organizują łąkę… Znaczy – jutro zaczyna się tu sezon.:

Hektopascale

Zapowiadają jakieś rekordowo wysokie ciśnienie. Ludzie mają być rozdrażnieni i niespokojni. I mnie się udzieliło, więc pojechałem oczywiście do Rogalina.:

W Rogalinie – galeria malarska. Więc dęby tym razem ze sztalugi.:

Poza tym drugorzędne malarstwo francuskie i polskie, ale takiemu koneserowi jak ja to nie przeszkadza, a przeciwnie. Bo jest na przykład Fałat, u którego śnieg wypada zawsze na niebiesko, jest monumentalny Matejko. Ciągle przypomina mi się, jak kilka dziesiątków lat temu stoje przed tym obrazem oprowadzając pisarza Williama Whartona. On pyta, dlaczego ta Joanna d’Arc w takim szalonym tłumie. A ja na to, że ta kotłowanina oddaje ducha naszego narodu. Do dziś nic się nie zmieniło (znaczy w kwestii narodu).:

Frekwencja w galerii nie była oszałamiająca. Prócz mnie dwie osoby. Może gdyby na płótnach wiecej było nimf, faunów, fontann i łabędzi zainteresowanie byloby większe. Zawsze to oko ma prz czym odpocząć…:

Recycling prasowy. Przyuważyłem, że mój tekst o „Psach” z „Przeglądu” opublikował Onet.:

Psy 3. Szok sterowany

Foto: Rafał Guz / PAP Premiera filmu „Psy 3. W imię zasad”

Jak pierwsza część waliła na odlew w bogoojczyźnianą gębę ówczesnej Solidarności, tak obecne „Psy” dokładać będą PiS i jego suwerenowi. Z tym że nie na pewno – pisze w tygodniu „Przegląd” Wiesław Kot.

  • „Psy” miały być warszawską historyjką policyjną, ale Machulski scenariusz odrzucił. Że niby szkoda pieniędzy na szaradę, która toczy się wszędzie i nigdzie. „A co się rozgrywa tu i teraz?”, zapytał Pasikowski. Szybko mu donieśli: byli ubecy palą akta konfidentów
  • Nakręcono całą historię raz-dwa. Awantura wybuchła dopiero wtedy, gdy publiczność to sobie spokojnie obejrzała. O kogo było najwięcej zamieszania? O Franza Maurera, ubeka usuniętego ze służby
  • Franz Maurer to kawałek polskiego życiorysu, ale i biografia samego Lindy, bez którego by go nie było. To też niezły kawałek historii

„Często zadają mi ludzie w barze pytanie: Kiedy trzecie »Psy«? – mówił Władysław Pasikowski w 1995 r. – Odpowiadam, że nigdy. A kiedy je nakręcę i schwycicie mnie na niekonsekwencji, to powiem, że kłamałem”.

A „Głos Wlkp.” mówioną recenzje z „Bożego ciała”.:

Marek Zaradniak

Oscary 2020: „Boże ciało” Jana Komasy walczy o prestiżową nagrodę. Jakie ma szanse?

Początek tygodnia przyniósł radosną wiadomość – nominację do Oscara w kategorii „Najlepszy film nieanglojęzyczny” otrzymał film związanego z Poznaniem Jana Komasy „Boże ciało”.

O tym, czy „Boże ciało” otrzyma Oscara, dowiemy się 10 lutego. Doktor Wiesław Kot, krytyk filmowy tak ocenia szanse obrazu Jana Komasy na statuetkę Oscara: – Jest jedna szansa na dziesięć, bo 10 tytułów zostało nominowanych na tej liście, ale wydaje się, że szanse te możemy powiększyć do 4 na 10. Na niekorzyść działa to, że film ma świetną konkurencję bo twórca filmu „Parasite” z Korei Południowej Joon-ho Bong jest artystą już znanym, a jeszcze bardziej Pedro Almodovar z „Bólem i blaskiem”. To już twórcy utytułowani, a Komasa zrobił dopiero trzeci film. Tamte filmy są nakręcone lekko, zalotnie, kokieteryjnie, bardzo sympatycznie. Nasz film jest ciężki, mroczny, smutny.

Z kolei na plus działa to, że jest to historia szalenie uniwersalna, bo niezależnie od szerokości geograficznej i niezależnie od wyznania wszędzie ścierają się kostyczna, rytualna cześć obrzędu, religii czy czegokolwiek, co istnieje dzięki przyzwyczajeniu starszej części wyznawców z częścią młodą, ze świeżym oddechem, żywym płomieniem idei. To jest zrozumiałe w obrębie każdej ideologii czy religii, a poza tym wszyscy pamiętają co mówi Ewangelia, że „duch wieje, kędy chce”, czyli ten żywy płomień wyznania może się odrodzić w różnych miejscach i osobach. A tutaj mamy z taką osobą do czynienia. To osoba z zaszłościami nieuprawniona w żaden sposób do tego, aby odnowić oblicze Ziemi. A jednak udaje mu się tchnąć nowego ducha w tę skostniałą wspólnotę gdzieś w jakiejś mazurskiej wiosce w Polsce. Ten schemat byłby czytelny na świecie – uważa.

– A poza tym rzecz jest po prostu dobrze napisana w tym sensie, że scenarzysta nie marnował papieru. Pisał tylko rzeczy konieczne. Niezbędne z punktu poprowadzenia intrygi. Rzecz jest napisana sekwencyjnie. Wydarzenie prowadzi do wydarzenia, a jeśli chodzi o reżyserię, to również jest oszczędna i zachowuje w filmie tylko to, co jest niezbędne dla potoczystości akcji. Bielenia jako odtwórca głównej roli jest naturalistyczny. Te dialogi są raz mruczane pod nosem, to znów krzyczane. Posiada sporo elementów takiego aktorstwa trochę amatorskiego, ale przez to właśnie jest wiarygodny, ponieważ gra również amatora, który wdarł się do życia wspólnoty będąc nieuprawniony – dodaje Wiesław Kot.

Tempus fugit…

Zmarł Lech Raczak, twórca Teatru Ósmego Dnia, przemiły człowiek. Jeszcze jako student bywałem na kolejnych premierach „Ósemek”, jako młody dziennikarz robiłem z panem Lechem wywiady, rozmawialiśmy. Requiescat!:

Wczoraj w kinie „Psy”, a dzisiaj wykłady dla policjantów o zasadach kontaktów z mediami. Chodzi głównie o to, by panowie policjanci nie posługiwali się językiem Franza Maurera.:

Po wykładach jezioro Rosnowieckie. Już pachnie. Wiosna, znaczy, za chwilę.:

A u Doroty w bibliotece na Uniwerku czas płynie jakby wolniej…:

Lekcja pokory

Dziś okolice zera, szyby samochodowe trzeba skrobać, ale niedogodności nie dotyczą przecież jeziora Góreckiego…:

Ścieżka edukacyjna. Proszę, jakiej skromności można się nauczyć od zwierzaków. Co mówi o sobie puchacz? Mówi: „Jestem tylko zwyczajnym puchaczem”. A wiewiorka? „Jestem tylko pospolitą wiewiórką”. A ludzie?!:

Wieczorem w kinie. Po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy. Choć filmy oglądam w każdej wolnej chwili. „Psy 3”. Pamiętam wieczór na pierwszym w Polsce pokazie „Psów” i seans, kiedy pierwszy raz obejrzałem drugie „Psy”. Trzecie widziałem w kawałkach w sieci. Nie oczekiwałem cudu, ale nie spodziewałem się też, że będzie aż tak źle. Muszę się napić…:

Wieszanie

Na termometrze +10, więc i ja 10 km po alejach w okolicy Rogalina. Trzeba tu będzie wrocić, jak te kasztany zakwitną.:

Udębowienie na okolicznych polach też imponujące.:

Poza tym – jak u Kolberga: wieś tańczy i śpiewa.:

W markecie Leroy Merlin zaszedłem do działu dekoracji, żeby zerknąć na najnowsze tendencje w sztuce. I – proszę – znalazłem coś dla siebie. Pani, która pomagała nam przy automatycznej kasie, spytała, co ten obraz przedstawia. Sam nie byłem zdecydowany, bo nie byłem pewien, czy nie podaję go czasem do góry nogami. Ale w trakcie debaty doszliśmy do wspólnego wniosku, że musi to być piękna kobieta. Zaczeliśmy nawet dostrzegać oczy i zarys ust. Dawno już nie uczestniczyłem w tak porywającej dyskusji na temat sztuki współczesnej.:

Dla równowagi na ostatnim kawałku wolnej ściany powiesiłem Halę Mirowską, jak ją widział Józef Pankiewicz 150 lat temu. W głębi Jan Himilsbach (z żoną).:

W TV napierw o Bogusławie.:

A potem o Florence.:

Rooster in trouble

Czarny wtorek. Stanisław Kogut, mój ulubiony senator, w kajdanach…:

Rocznica śmierci Humphreya Bogarta. W poznańskiej TV przypominam, że jego ostatnie słowa brzmiały: „Największym błędem mojego życia było, że zamieniłem whisky na martini”.:

Wieczorem ta sama TV, ale już o „Bożym ciele”:

Tygodnik „Przegląd” (dawno nie pisałem, strasznie mało czasu) wziął mój tekst o „Psach” na okładkę. Miłe.:

Przy okazji zobaczyłem na stronie pisma reklamę książek o PRL-u, z którymi się pewnie nie spotkam. Agdzieś tam powinien być mój artykuł o kinie doby PRL-u.:

Wobec

Padało, ale co tam! Puszczykowo nie może czekać. 10 kilemetrów po pustych uliczkach.:

Poznańska galeria Arsenał. W niej wystawa Ewy Harabasz „Czerwień i fiolet” – „gesty ciała w odpowiedzi na traumatyczne sytuacje”. Faktycznie.:

I sztuka wobec nieuleczalnej choroby, np. AIDS.:

W Narodowym – jak zwykle. Holendrzy, który niedwno ogladaliśmy na żywo. Nieskończenie smutna pani, którą spotykam zawsze za tym samym załomem. I portret pędzla artysty Jacka Sienickiego z roku 1977. Miałem wtedy jeszcze rok do matury i przez mysl mi nie przeszło, że gdzieś tam żyje i tworzy Jacek Sienicki.: