Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Che cosa?

W kinie w Lublinie – wprawdzie nie byliśmy, ale w Teatrze (Osterwy) jak najbardziej. Klasyk: „Marat/Sade”, wiadomo.:

W roli dyrektora domu wariatów Jerzy Rogalski. Jak dla mnie ciągle porucznik Jaszczuk z wiadomego serialu. No, może jeszcze z „Wesela”.:

W Lublinie zapowiadają się i inne gwiazdy. Na Drupiego chętnie bym przyjechał.:

Po drodze strasznie burzowo.:

Rawa Mazowiecka, gdzie w samym centrum upamiętniono zapewne poległego kibica.:

Lublin. Che cosa?:

Nocleg wypadł w Świdniku. Świdnik: widok ogólny.:

Pół godziny dla Mosiny

Dla otrzeźwienia od laptopa pół godzinki w Mosinie. Mosiński „elegant” na posterunku.:

Czas płynie tu jak w Drohobyczu Schulza: nagle zwalnia i przyspiesza. Wędkarze na tablicy na rynku już chwalą się sukcesem z lipca. Ale zeszłego roku.:

A plakat poznańskiego Whisky Show, na którym bawiliśmy tak – wydawałoby się – niedawno już przykryty przez świeższe wydarzenia.:

W witrynie sklepu alkoholowego nie ma już skrzynki z „radziecką amunicją”, jest za to „apteczka leśna”. Jakże na czasie!:

Obok „żabka”.:

Jakieś zaległe migawki z podróży. Podcienia.:

Ty zakwitniesz różą…

Zmierzch – o 21.00 – pod Rosnówkiem. Rzadki okaz.:

Zaległości. Kujawy. Niespodziewane muzeum, jeszcze bardziej niespodziewany monument.:

Zamek Ujazdowski, cd.:

Golub-Dobrzyń. Zdjęcie zrobione ukradkiem, bo jakoś nie wypadało. Pani bileterka (w pewnym już wieku) przebrana za uczennicę Hogwartu. Każdego, kto znałby przyczynę, prosi się o kontakt.:

Łany o zmierzchu

Wieczorem krótki wypad do lasu, bo od siedzenia przed kompem mózg się mąci.:

Przesilenie letnie i Kupała – tuż. Myślałem, że zakwitnie, ale …:

Zaparkowałem pod chińskim sklepem po sąsiedzku i dostrzegłem swoją życiową szansę. Tylko czy by mnie przyjęli. Klasyk powiada: W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.:

Wspomnienia. Ciechocinek.

W Ślesinie ścisk jak cholera, bo pod miastem zalew. Gdy perspektywa uzyskania pizzy przedłużyła się do godziny, poszliśmy złożyć hołd panu sprzedawcy gęsi.:

Brodnica. Dorota lokalna.:

I – czy tylko mnie to śmieszy?:

Zło i jaśmin

Polsat pyta o „Wonder Woman”, której nie chcą w Libanie i dlaczego.

Wieczorny spacer nad jezioro.:

Jaśmin, który pachnie odurzająco.:

I wreszcie odsłuchana do końca Christie „Zło czai się wszędzie”. Pamiętam, w jakich okolicznościach czytałem to w roku 1985, ale zapomniałem kto i dlaczego zabił. Choć zapisało mi się, że pusta butelka wyrzucona z okna ma duże znaczenie dla śledztwa.:

Balkon w Golubiu

Dziś ostatnie zajęcia ze studentami zaocznymi. Głównie „mundurówka”. Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z tyloma policjantami i strażnikami więziennymi naraz. Ale – wszystko przede mną!

W Warszawie wystawa projektów pomników Stanisława Szukalskiego, o którego istnieniu dotąd w ogóle nie wiedziałem. Był krzewicielem religii słowiańskiej i przybrał imię Stach z Warty. Pod koniec życia zajął się badaniem słowiańskiego prajęzyka – jak go nazwał – macimowy. Jego projektu pomnik Kraka z przeznaczeniem na dziedziniec wawelski.:

Płaskorzeźba „Górnik”. Prawdziwego górnika chyba w życiu nie oglądał…:

Projekt pomnika polskiego legionisty.:

Pamięci Unii Polsko-Litewskiej.:

No i marszałek Piłsudski w jego wersji.:

Jan Paweł II. Takiego pomnika jeszcze nie widziałem.:

Golub-Dobrzyń. Hipsterski balkon.:

Brześć Kujawski. Łokietek – najniższy król Polski.:

W tym sklepie z serii: „Wszystko po 5 złotych” kupiłem przed laty niezapomniany portret Elvisa. Teraz są tu zabawki, które Dorota kupuje swojemu siostrzeńcowi.:

A „noce kabaretowe” w tym sezonie tylko na plakatach.:

Uzdrowisko Wieniec-Zdrój brzmi jak Sanatorium pod Klepsydrą.:

Odleżyny

Zaległości. Licheń, malarstwo. Po jednej stronie ołtarza lud, a po drugiej dygnitarstwo. Żadnego bratania się stanów – każdy na swoim miejscu. Mogliby to namalować z 200 lat temu.:

Płock. Portret huculskiej narzeczonej. Moim zdaniem – gender!:

Ciechocinek. Tu muszę się zapisać!:

Uzdrowisko się europeizuje.:

Znowu – który to już raz?! – rozmijamy się z Don Vasylem…:

A fontanna ciurka…:

Warszawa, Zamek Ujazdowska wystawa o „późnej polskości”.

Częstochowska w sukience z polskich grzechów.:

Jaśmin pachnie wszędzie!:

Art deco

Trawimy ostatnią wycieczkę. Warszawa, Zamek Ujazdowski, dokumentacja akcji artystycznej „Koziołek” Pawła Althamera.:

Płock. Jeszcze jedna „obywatelka miasta”: Mira Zimińska-Sygietyńska. Ciągle mam ją przed oczami w „Manewrach miłosnych”.:

I ta wspaniała secesja w Muzeum.:

Nic smutniejszego niż pusty amfiteatr w parku zdrojowym w Ciechocinku.:

Odsłuchane w samochodzie: Agatha Christie „Pajęczyna”. Przerobiona na powieść sztuka teatralna. Wszystko w dwie godziny w jednym pokoju. Pomysł: kobieta, która bez przerwy kłamie i kiedy w końcu mówi prawdę (straszną!), nikt nie chce w to uwierzyć.:

Bajecznie

Spotkanie z procesją Bożego Ciała było dziś oczywiste i nieuchronne. Nie wiedzieliśmy tylko, że nastąpi w Brodnicy.:

W dodatku w porze znanej z westernu.:

Po przejściu procesji Dorota chciała ułamać tradycyjną gałązkę z wystroju ołtarza, by umaić mieszkanie. Przechodzący pan „z dobrego serca” i z powodu, iż był wyraźnie pod wpływem, ułamał jej gałąź, którą z najwyższym trudem wcisnęliśmy do bagażnika.:

Z zamku w Golubiu-Dobrzyniu uciekliśmy mimo opłaconego zwiedzania z przewodnikiem. Już na dziedzińcu, na straganach zmęczył nas widok toporów, mieczy i szyszaków. Poza tym dzisiaj to raczej obiekt na kursokonferencje i imprezy firmowe. Sam przeżyłem tu przed laty jedną taką, na szczęście niewiele pamiętam…:

Mnie za to ogromnie zainteresował „zakład produkcyjny”, który jest akurat naprzeciw zamku.:

A w samym Golubiu zwabiła nas kawiarnia hotelowa.:

No i Kujawy.:

Pola ciągle czeka w oknie na amanta.:

Bo czas płynie tu tak powoli…:

A w ogóle – dzień był jak z bajki. Zrozumieliśmy to, gdy skręciliśmy na chwilę z głównej drogi.:

Tam, gdzie park zdrojowy…

Rankiem wyszliśmy wreszcie z cienia Pałacu. Jak on wytrzyma natłok tych wszystkich wycieczek szkolnych?!:

Wczoraj w trakcie spaceru telefon z Rzepy w sprawie 30. rocznicy śmierci pana Barei.:

Bardzo miły wieczór w hoteliku gdzieś między Toruniem i Olsztynem.:

Płock. Synagoga.:

W Muzeum wspaniała ekspozycja secesji i art deco. Jesteśmy pod wrażeniem. Dorota kupuje secesyjne witrażyki na okna.:

Ciągle najbardziej znany płocczanin, Władysław. A tak niedawno byliśmy we Wrocławiu, w teatrze na jego alkoholowych monologach…:

 

I legendarnie rozlana Wisła.:

A Ciechocinek? Ciechocinek jak Ciechocinek.: