Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Jeszcze tylko ten las…

Najpierw las, żeby się duchowo przygotować. A potem gadanie do laptopa w ramach zajęć zdalnych z historii mediów. Ale jak tu w tym trybie przekonać, że lektura obowiązkowa na dziś – Teatrzyk Eterek, wieczór Starszych Panów i film „Rejs” – nie muszą być nudne..?:

Odsłuchane, kiedy sen nie przychodzi, albo kiedy nie chce się jeszcze wstawać. Pierwsza powieść późniejszego mistrza. Tłumaczył Leonid Teliga. Na razie tylko kombatanctwo (konwój do Murmańska) i batalistyka. Zawiłe intrygi zjawią się później.:

Go ahead, make my day!

W Gazecie Wyborczej przeczytałem tytuł doniesienia z Katowic: „Górnik, który miał bić penisem po twarzy kolegę z pracy, został zwolniony”. Nie czytałem dalej. To jedno zdanie ustawiło mi dzień.

Poza tym w lesie – dla odmiany – zamiast zwracać uwagę na widoczki, patrzyłem na faktury (drzew).:

Maska

Warszawska TV pyta o aktorów komputerowo ożywianych na ekranie. Ostatnio mówiłem dla nich o „Rejsie” nad Wartą, na zupełnym pustkowiu, ale wymagali, żebym był w maseczce. Dziś upewnili się telefonem do centrali, że wprawdzie nagrywamy w budynku, ale maseczka jest zbędna. To najlepszy dowód, że pandemia jest w odwrocie.:

Dzień Buraka

Najpierw dydaktyka po drutach.:

Sporo później hasanie po polach. Tam obchodziłem Dzień Buraka, o którym przypomniałem sobie obchodząc buraczaną pryzmę. I refren – szynobus do Wolsztyna.:

Noc do tyłu, bo nie mogłem się oprzeć by nie dosłuchać do końca audiobooka K. Folletta (na użytek niewidomych czyta Mirosław Utta). Słuchałem wiele lat temu, pamiętałem korzystne wrażenie, zapomniałem szczegóły. Tymczasem jest to świetnie napisany page turner i nie umiem się w takich razach oprzeć. Skończyłem o 4.00.: