Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Zlasowany

W Szreniawie: jeżyna, orka i ozimina. Las pachnie wszelkim możliwym aromatem.:

+ 32. Chłodniej tylko w Muzeum, np. Sztuk Użytkowych w Zamku Przemysła w Poznaniu. Tu Audrey Hepburn jako Barbie (czy odwrotnie) i współczesne projekty. Z tego szkła to by się jednak pewnie nie napił, a i tym korkociągiem pewnie wiele by nie otworzył…:

Z wyjazdu – Koło. Papież miejscowe obywatelstwo cenił sobie zapewne jako jeden z kluczowych honorów we własnej biografii.:

Kłodawa. Cygańskie rezydencje i polskie pomniki.:

Odsłuchane w samochodzie.:

Powieść kryminalna z roku 1965. Generalnie – nieznośne potoki ględzenia, ale jest o „uczuciach, relacjach”, Dorota uwielbia, więc słuchamy… Prowincjonalne miasteczko z nową klubokawiarnią. W niej w niedzielne przedpołudnie spotkanie z poetą na kanwie jego tomiku „Dywagacje wzdłuż”. Sam miewałem takie dywagacje w niedzielny ranek, gdy sobotni wieczór się przedłużył. W każdym razie w tym jednym fakcie zawiera się pełnia zarozumienia autorki dla niedzielnego poranka w Polsce Ludowej.

Okutne kutenko

Znowu za kółkiem, bo tam najchłodniej. Warta obok Koła, przy ruinach zamku. Najrozsądniejsze są krowy, które w tym upale pławią się w rzece.:

W Kutnie od deseru malinowego odrywa mnie prośba pani z TVN-u o skomentowanie polskiej delegacji do Oscara. Na ulicy się nie da, bo wiatr dmucha w słuchawkę, w sieni też nie, bo echo, dopiero w bocznej uliczce, a i to przekrzykuję panów, którzy tam wyrażają głośny podziw dla niedrogiego wina owocowego.:

W Płocku poeta Władysław nosił maseczkę jak wszyscy. Ale ponieważ w maseczce trudno się pije, więc zsunął…:

Ta mała Piła dziś…

+ 34 i nieruchome powietrze. Więc jak obiad na mieście, to tylko w Pile, w znanym nam doskonale barze „Miś”. Wprawdzie rzecz dzieje się przy ocienionych stolikach na zewnątrz, ale i tak trudno przebrnąć nawet przez zupę.
A Piła – jak zwykle. Miejscowy „Reichstag”, pomnik wszystkich cierpiących, tradycje chórów polskich (wspominali o nich nawet w „Czterech pancernych”).:

Z dalekich wypraw

+ 32, więc lasy odpadają, bo gad kąsa straszliwie, niech tylko poczuje odrobinę potu. Nic francy nie odstraszy.

Jak w tytule piosenki Budki – jeszcze Lublin. Pomnik poety, którego się pamięta, sklep z miasteczka, w którym pizzę jedliśmy chwilę wcześniej, kawiarenka w bramie. I takie tam…:

Poetry

W poznańskim parku nagrywamy wejście do porannego programu TV o Kalinie Jędrusik.:

Na poznańskim Łazarzu spaceruję czekając na wejście do fryzjera, patrzę, a tu lokalna poezja wyłazi na ściany.:

Z wyjazdu. Horyniec. Cafe Sanacja, jak żywa.:

Leje

Pochmurno i leje. W kinie „Pałacowe” nagrywamy rekomendacje filmowe dla seniorów. Przed pałacem zalążek muzeum deszyfrantów Enigmy. Mam nadzieję, że budowa muzeum potrwa krócej niż praca nad samym szyfrem.:

Mam wreszcie na ścianie zakupiony u manszarda w Resku (dzięki!) bezcenny okaz malarstwa pejzażowego.:

Jeszcze z wyjazdu. Piwniczna Zdrój.:

W Starym Sączu niewielkie muzeum regionalne. A tam same tuzy: mistyczka Maria Wnęk (podobno również obłąkana) i jej wizje zaświatów przeniesione na płótno. Pióro ofiarowane przez samego prezydenta, sala Ady Sari i odtworzony pokoik ks. Tischnera (dzieci tej ziemi)… No i święta Kinga, również miejscowa.:

Działkowanie

Niedziela na działce w Resku (Zachodniopomorskie). I horrror powrotu tymi samymi drogami (niestety, nie da się przecisnąć na południe żadnymi podrzędnimi, wszystkie zatłoczone), którymi naród wraca po weekendzie znad morza.:

Jeszcze z wyjazdu. Jezioro Rożnowskie.:

Nowy Sącz.:

Skansen „Miasteczko galicyjskie” między Sączem Nowym i Starym.:

Święty spokój

Wieczorem Czerniejewo, miasteczko pod Gnieznem. Pałac, park, kirkut. Spokój.:

Jeszcze ostatni wyjazd. Luslawice pod Tarnowem. Centrum Pendereckiego i jego dworek.:

Odsłuchane w samochodzie:

Niby powieść kryminalna o zakroju sądowym, ale w grucie rzeczy potoki nieprawdopodobnego ględzenia na oderwane tematy. Ja by autorka dawała do zrozumienia – mam powołanie do piania traktatów filozoficznych, ale chwilowo muszę się zająć taką konfekcją…