Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Loosing Andy…

Las i kukurydza. Bez emocji.:

Jeszcze Słowacja. Poprad. Wcześniej Tatry minęliśmy bokiem, o czym wiedzieliśmy z mapy, bo i tak ich nie było widać, choć z Popradu zawsze rysowały się wspaniale. Idole muzyczni zmieniają się tu rzadko. Miałem wziąć coś z book crossingu. Nie znam czeskiego, ale „tak poczytać zawsze można”…:

Pojechalismy do miasteczka Medzilaborce, skąd wywodzili się rodzice Andy’ego Warhola i gdzie jest jego muzeum. Jednak po drodze było tyle objazdów związanych z remontami dróg, że zdążyliśmy „na gaszenie świec”. „Trzeba będzie powtórzyć… taką mam koncepcję”. Za to w krakowskim MOCAK-u jest cały pawilon o Andym autorstwa Krystiana Lupy, który nieco wynagradza.:

A jednak się kręci…

Miniona niedziela. Uporządkujmy wrażenia. Kraków. Śniadanie tradycyjnie na skarpie nad Wisłą.:

Tradycyjnie też Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK) przy Lipowej. Tu różne rzeczy, ale ja jadę, by obejrzeć dzieło Mirosława Bałki „7 + 1”, w którym jestem zakochany od lat. Bardzo mnie uspokaja fakt, iż w moim życiu zachodzi tyle zmian, a to ostatnie koło kręci się, jak gdyby nigdy nic…:

Muzeum Narodowe. Tu retrospektywa Wajdy. Sala poświęcona „Popiołowi i diamentowi”.:

Tyniec. Opactwo z zewnątrz.:

I od środka.:

Pustelnia karmelicka w Czernej.:

Ogrodzieniec ze słynnym zamkiem. Samego zamku nie ma sensu zwiedzać, ponieważ największe atrakcje i tak rozstawiono po drodze.:

No i oczywiście na grobie słynnego Cadyka z Lelowa, bo jakże by inaczej.:

Wreszcie wieczorna Łódź. Niestety nasz stały lokal przy Piotrkowskiej w remoncie (… skończyła się pewna epoka.) Kolacja więc tuż obok, w Sphinksie, ale co to za kolacja bez deseru „Tuwim”..?:

Nie gęsi..?

O świcie kolejni podopieczni bronią magisterek.:

Włoszczowa.Na rynku pomnik świętego Floriana, choć nie z tym świętym miasto najbardziej się kojarzy.:

Nagłowice. Dworek Mikołaja Reja (naturalnie umowny).:

Jędrzejów. Opactwo cysterskie. Ale z tymi napisami na murach to ojcowie nie są konsekwentni. Proszę spojrzeć pod okap.:

W Krakowie teatry pozamykane. Zasadniczo. Ale działa scena Praska 52, gdzie dawali brawurową komedię dell’arte „Oberża pod złamanym groszem”. Aktorzy osobiście żegnali widzów w foyer. Wszystko w przedwojennym budynku na Dębnikach. Tak, przed wojną wiedzieli, czego ludziom potrzeba…:

On TV

Dziś było nagrywane metodą tylnej projekcji, to znaczy nadawałem na tle lasów. Poruszające doświadczenie, bo zawsze mam za plecami las autentyczny. A tu pytają: Jaki pan sobie życzy? Iglasty? Liściasty? A może dżungla?:

Z miejskiego muru. Gdybym tylko miał pod ręką spray, zaraz bym domalował: „Też tak uważam”.:

Getting around

Pokręciliśmy się trochę. Sierakowski Park Krajobrazowy. Kwilcz, dawny pałac, ostatnio podupadłszy.:

Ogólnie ładne widoki, choć Gubałówka to to nie jest…:

Sieraków, w nim przykościelna Golgota miejscowych deportowanych i poległych. Choć w miejscowym muzeum widzę i inną listę patriotów poległych w obronie tej ziemi.

Muzeum. Zamek Opalińskich. Może nie jest to drugi Wawel, ale… A Opalińscy mają to gdzieś. Spoczywają w krypcie. I uwidocznieni są na obrazach, które nie wyglądają na XVI wiek, a nawet jakby przeciwnie…:

Na obrazie historyczny pejzaż okolic Sierakowa. Niewiele się zmienił.:

Sala poświęcona policji z krzesłem do robienia zdjęć aresztowanym. Jest i mundru kapitana Żbika.:

Ale generalnie życie przebiega wesoło.:

Odsłuchane po lasach. Najnowszy John Grisham.:

Rzecz rozgrywa się wśród pisarzy, księgarzy, wydawców i kolekcjonerów rzadkich książek. Wszyscy ciągle mówią o pieniądzach. Im dłużej o niej myślę, tym płytsza mi się wydaje.

Na rozdrożach

Dziś – po kolejnym dniu stukania – kolejne rozstaje.:

Piątek. Jezioro Góreckie od jeszcze innej strony. Dawno tu nie byłem. Ostatnim razem – pamiętam – słuchałem w tym miejscu „2001. Odysei kosmicznej”:

To samo Góreckie kawałek dalej.:

Po południu Czarnków. Kościół z odpustowym barokiem, Janko z Czarnkowa (ileż można wytrzymać przy jednej beczce?!).:

Zamek w wiosce Goraj w Szwajcarii Czarkowskiej. Obecnie szkoła kształcąca w specjalności: technik leśnik. Może to jest jakiś sposób na życie? Przecież i tak tyle chodzę po lasach?:

Lubasz (koło Czarnkowa). Dawno nie nawiedzaliśmy.:

Magic

Magiczne 10 km po lesie w kierunku jeziora Kociołek, które dawno mnie nie widziało (z wzajemnością). Pogoda jak drut. W uszach ciągle najnowszy Grisham (mieszane uczucia). Więc najpierw droga polna.:

Potem rzeczone jezioro z dwóch stron.:

I miejsce, gdzie dowiedziełm się (z telefonu Doroty), że nie żyje Jan Kulczyk. Niby nie takie to ważne, ale za każdym razem się przypomina.:

TV nagrana wczoraj obejrzana dziś. Nawet bez specjalnego zażenowania…: