Archiwa kategorii: Co niesie dzień

… a to echo grało.

Na uczelni obrony prac magisterskich. Na dworze – 13. W budynku trochę mniej. Proszę więc panów magistrantów, by mówili tylko to, co naprawdę konieczne.

Z trasy. Echo Konina. Wersja podniosła.:

Na fali odsłuchiwania powieści Simenona. „Maigret w kabarecie” z Rowanem Atkinsonem. Tak rzadko można obejrzeć coś, co nie ma związku z pracą…:

8 i 1/2

W południe temperatura jak w tytule filmu Felliniego. A potem było sporo niżej. Ale słonecznie i ludzie wszędzie pełno. Najpierw nad jeziorem Rosnowieckim.:

A potem na Lednicy. A pod „Rybą” urządzili sobie regularny tor saneczkowy. Na ten widok Drzymala podgrandził naczepę swego słynnego wozu i w nogi.:

Z trasy. Chełmno nad Nerem. Zanim uruchomiono Treblinkę…:

Odsłuchane w trasie. „Maigret i wyższe sfery” G. Simenona. Komisarz prowadzi śledztwo w paryskich sferach dyplomatycznych, w których czuje się obco, jak jedna z postaci „arystokratycznego romansu” sprzed stu lat. Ale to opis zwyczajów tych sfer jest znacznie ciekawszy niż sama intryga.:

U studni

Po własnych śladach (teraz lepiej widocznych na śniegu), bo dalszy zasięg, niestety, niemożliwy. Więc – Konin.:

Koło. Kultowy zamek pod miastem. Ostatnio, jak tu byliśmy w sierpniu, krowy gromadnie chłodziły się w rzece. Teraz by nie musiały… :

Co do Dąbia, to już latem nastąpiło domniemanie, że studni świętego Bogumiła nie odwiedzimy już w życiu (bo jest tyle ciekawszych obiektów). A tu życie nam wyprostowało azymut.:

Łęczyca (budynek więzienia ciągle na sprzedaż). Nawet słynne miejscowe diabły się pochowały.:

Nas troje

Idea była taka, żeby pojechać do Popowa pod Gorzowem, do „polskiego Las Vegas”, gdzie miał być – ktoś słyszał w TV – popis świątecznych światełek. I był, ale miesiąc temu. Teraz zastaliśmy tylko to, na co zasłużyliśmy, czyli smutnego bałwana w ciemnościach. Więc razem było nas troje…:

Po drodze na chwilę na kirkut w Skwierzynie.:

No i Pojezierze Sierakowskie (Chrzypsko Wielkie), wielkopolska Riviera, na razie na stand by.:

Ale wszystko wynagradza wyhaczona przypadkiem wioseczka o nazwie Białokoszyce. Też chciałaby mieć – wzorem nieodległego Świebodzina – ogromny posąg. Ale jest mała, więc środków wystarczyło tylko na to…:

Na całej połaci…

Zrobiło się wybitnie antywyjazdowo. Śnieg, deszcz, nieprzyjemnie. Więc zanadto losu nie kusimy.:

Z trasy. Ostrów Wielkopolski. Norma.:

Odsłuchane w samochodzie (ostatnie zdania wybrzmiały dosłownie, gdy parkowałem maszynę pod kamienicą, taka osobliwość). A. Christie „Tajemnica siedmiu zegarów”. Oczywiście już było, ale kilka lat wcześniej. Powieść wczesna, szpiegowsko-harcerska.:

Leśmian

Nareszcie ładna, prawie dziesięciokilometrowa trasa po lesie (i po wykładzie online). Na ścieżkach, gdzie zazwyczaj jest kompletnie pusto i cicho, w niedzielne południe tłoczno i gwarno jak na grillu.:

Z trasy. Pleszew. Rynek. Reszta podobna.:

Odsłuchane w samochodzie. Erle Stanley Gardner „Sprawa świetlistych śladów”.:

Pouczające, jak sądowa wersja wypadków może się różnić od potocznej. Jak z głupiej odzywki przed sądem sprytny adwokat może ukręcić bicz na świadka czy oskarżonego. I jak rozprawa może się stać spektaklem, w trakcie którego wszyscy manipulują wszystkimi. Oczywiście w sądzie amerykańskim…