Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Gaudeamus!

Rankiem w TV obchodzimy 83. urodziny Sophii Loren.:

Później też telewizja, ale już na Uczelni. Rozpoczęcie roku akademickiego tym razem będzie w wersji wirtualnej, więc ceremonia odbyła się przed kamerami. Sam zostałem zaproszony do wygłoszenia wykładu inauguracyjnego, ale wykład nagrałem już w sobotę w studiu. Prosiłem, żeby mnie studenci pstryknęli w tej todze, bo przecież nie chodzę tak na co dzień.:

Wieczorem deser w Gnieźnie. Na jednym ze zdjęć słynne drzwi gnieźnieńskie.:

Z trasy. Znad morza wracaliśmy całkiem bezmyślnie w niedzielę wieczorem S3 od strony Szczecina. A tamtędy nie dość, że z weekendu nad morzem wracało pół Polski, to jeszcze remont za remontem. Ale polskie morze wynagradza wszystko. Sarbinowo (między Koszalinem i Kołobrzegiem).:

Z serii: Sztuka, która przywraca wiarę w człowieka. Muzeum w Koszalinie, Elżbieta Wróblewska „Dyskusja 2” 1975.:

Lecą z drzewa, jak dawniej…

Rankiem w poznańskiej TV o rocznicy urodzin Ireny Kwiatkowskiej.:

Później egzaminy. Pięcioro z moich magistrantów pomyślnie obroniło prace. W tym pani Karolina, która przedstawiła obszerną dysertację o wizerunku seryjnego mordercy w kulturze. Było to tak dogłębne, że zakazałem pani magister zajmować się tym więcej.

Wieczór w Pniewach (na zachód od Poznania). Kasztany spadają, ale trudno taki utrafić, bo dzieciaki plądrują całą okolicę. Poza tym z oferty w witrynch wynika, że karnawał w Pniewach tuż tuż.:

Z trasy. Wadowice. Emil Zegadłowicz, pisarz przed wojną wyklinany za twórczość nieobyczajną („Motory”) ciągle na cokole. A tuż obok ławeczka z młodym Wojtyłą. Na rynku, przed głównym kościołem zjazd food trucków. Cóż, miasto kontrastów…:

Bielsko-Biała. Sztuka i miasto.:

Odsłuchane w samochodzie (10 godzin).:

Zaczęliśmy wyjeżdżając do Krakowa, a ostatnie zdania Roch Siemianowski przeczytał dziś, gdy nieopodal Pniew wjeżdżaliśmy na Rondo Lecha Wałęsy. Wcześniej zaczynaliśmy odsłuch kilku polskich kryminałów współczesnych, alerezygnowaliśmy po kwadransie. A ta powieść ma prawie tyle co ja i zupełnie się nie zestarzała.

W TV regionalnej ciągle nadajemy o filmie.:

Dzień, wspomnienie lata

+28, więc las wieczorem jeszcze dyszy od gorąca. A kamienne chodniki jeszcze po zmierzchu oddają gorąc dnia.:

Z trasy. Nowy Targ. Na rynku góralka, która czyta gazetę. Musi to być fakt doniosły, skoro doczekał się odlewu. I wspomnienia Goralenvolku.:

Kościłek w Dębnie od środka.:

Zalew między Czorsztynem i Nidzicą.:

Na wstecznym

Po kilku dniach normalnego życia – nadrabianie zaległości. Wyskoczyć można do Rosnówka wieczorem i na chwilę.:

Z trasy. Kraków, MOCAK, cd. Niezapomniany Edward Dwurnik i jest wieloptyk pod jakże mocnym tytułem „Krakusy, pokażta, co mata!”:

Poza tym rozmaite okazy, które trudno zapomnieć. Na ścianie wiersz Baczyńskiego, który natychmiast nasuwa na pamięć Ewę Demarczyk, bo wszystko się zapętla.:

Impresje

W TV nawijamy od rana:

Wieczorem dla kontrastu – jezioro Rosnowieckie.:

Z trasy. Wieliczka. Znany jeszcze z dzieciństwa (bywałem w delegacji jako ministrant) klasztor O.O. Reformatów w Wieliczce. Z grobem sługi bożego, brata Alojzego Kosiby (w filmie grał go Artur Barciś).:

W Centrum Sztuki MOCAK w Krakowie wystawa o II wojnie. Plakaty antysemickie (polskie i niemieckie). Jak się czyta posty pod byle artykułem w sieci, to zaraz zjawi się (qusi)cytat z któregoś.:

Mix

Kraków. Cmentarz Rakowicki. Grób Ewy Demarczyk. Musieliśmy tam wstąpić. Równo w miesiąc po „wypadzie na dzień do Tomaszowa”…:

Kraków. Muzeum Narodowe. Akcesoria i biżuteria żałobna z XIX w. z czasów nieudanych powstań narodowych. Niedługo będzie jak znalazł.:

Kraków. Kawa na „penthouse” domu handlowego „Jubilat”.:

Katowice. Muzeum Śląskie. Tu można z kolei poczuć się uwięzionym w cyfrach.:

I centrum Katowic ze szczytu szybu górniczego + lampka zasłużonego (przez Dorotę) górniczego piwa.:

Kentucky

O poranku nie było dyskusji: pielgrzymka do Kalwarii Zebrzydowskiej.:

A potem było jeszcze gruntowniej: Wadowice. W menu to, co się narzuca.:

Kęty, czyli polskie Kentucky. Szukaliśmy naszego ulubionego klasztoru o.o. Reformatów, ale tym razem nie znaleźliśmy. To znak!:

Bielsko-Biała, Muzeum. Ten obraz Pawła Warchoła (mój równolatek) nosi tytuł „Fioletowy odpał I” (2001). W tamtym czasie – tak los zrządził – że też miałem niezłe odpały, ale do fioletu nigdy nie doszedłem. Zawsze wolałem białe niż kolorowe. Martwię się, że umrę i nigdy nie zobaczę „Fioletowego odpału II”…:

Obiad na rynku w B.B.:

Istebna po dożynkach.:

Koniaków. Przełęcz.:

Żywiec, ostatnia kawa.: