Radio Merkury, poniedziałek 24 kwietnia 2017

Mili Państwo,
Dziś Dzień Międzynarodowej Zgody, ale to w państwie Niger, Afryka Zachodnia, Sahara, a więc w sumie daleko od nas. Pod każdym względem.

24 kwietnia to także światowy Dzień Świadomości Korozyjnej ustanowiony przez World Corrosion Organisation. Koroduje – jak wiadomo – wszystko: statki, przęsła, karoserie. My sami też, choć w sensie metaforycznym. „Istnieje ogromna potrzeba wzrostu świadomości korozyjnej” – przypominają działacze polskiego środowiska korozjonistycznego. Tak więc gdyby państwo spotkali dziś na ulicy jakiegoś korozjonistę – mam nadzieję: jeszcze nie całkiem przeżartego – proszę go uprzejmie pozdrowić w dniu jego święta.

Cioteczka Wikipedia notuje, iż 24 kwietnia wypada okrągła 740 rocznica zwycięskiej bitwy sił jaworsko-legnickich z rycerstwem wrocławskim, co odbyło się w roku 1277 . I przeszło do historii jako bitwa pod Stolcem. No, nareszcie Stolec, a nie w kółko Grunwald i Racławice, Racławice i Grunwald.

24 kwietnia 1982 roku Marek Niedźwiedzki wypuścił w eter pierwsze notowanie Listy przebojów Programu III”. I wcisnął się między młot i kowadło. Bo patrioci zarzucali mu, że zabawia naród, a ten powinien po wprowadzeniu stanu wojennego jęczeć w kajdanach. A z drugiej strony – jak zespół Manaam odmówił występów w ramach Zlotu Komunistycznej Młodzieży Polski i ZSRR w Pałacu Kultury i dostał szlaban na radio, to Marek Niedźwiedzki puszczał samą perkusję.

W roku 2005 – Telewizja Polska uruchomiła pierwszy kanał tematyczny – TVP Kultura. Kolosalny sukces. Po 12 latach emisji widzowie kanału nie mieszczą się już podobno w jednej windzie, co do tej pory było normą.

W roku 2015 – Sejm przesunął dzień Zwycięstwa z dziewiątego na ósmy maja i nazwał go Narodowym Dniem Zwycięstwa. Niby tylko jeden dzień, a jaka różnica.

No i żałobna karta. Oto 24 kwietnia 1998 roku Nikodem Skotarczak pseudonim Nikoś oddał w trakcie negocjacji biznesowych swoje młode życie w agencji towarzyskiej o nazwie Las Vegas mieszczącej się w Gdyni. Cóż, jak się komuś myli Gdynia z Las Vegas, to takie bywają skutki.

Wielkopolska Kryminalna, trop filmowy. Portal wielkopolskiej policji chwali się, iż policjanci ze Środy Wielkopolskiej zatrzymali tamtejszego włamywacza już następnego dnia, w dodatku, cytuję: w samo południe. Szeryf Gary Cooper ze słynnego westernu może spać spokojnie. Pamiętają go. A czemu wpadł ten biedny włamywacz ze Środy? Podejrzewam, że powtarzał sobie to, co z ekranu mówił w filmie „W samo południe” szeryf Will Kane: „Jeżeli teraz zacznę uciekać, będę uciekał przez całe życie”. Włamywacz ze Środy nie uciekał, kajdanki zatrzasnęły mu się na przegubach w samo południe. Parę lat w cieniu i zacznie nowe życie. Tak po prostu, ze Środy na czwartek.

Bo nowe życie z poniedziałku na wtorek zamierza zacząć –
Wiesław Kot

Ponury żniwiarz cd.

Pan Witold Pyrkosz. R.I.P.:

Pana Pyrkosza żegnaliśmy, jak tylko nadeszła wiadomość.:

Było tym smutniej, iż jednocześnie dowiedzieliśmy się, iż odszedł także krewny Doroty, z którym tydzień temu siedzieliśmy za wielkanocnym stołem…

A my mieliśmy umówione wcześniej obowiązki medialne na Whisky Show. Więc Dorota pierwsze dwie szklaneczki wychyliła na drogich zmarłych…:

Znowu zobaczyłem w druku teksty, które znam tylko z klepania w klawiaturę.:

Potem odbyła się Whisky Night Fight – pojedynek między najlepszymi gatunkami. Ale nie czekaliśmy na wynik.:

Najpiękniejszej…

Sprawa uznania przez czytelniczki magazynu People Julii Roberts za najpiękniejszą kobietę świata nie przestaje zajmować naszych mediów. No tak, skoro w polityce od dawna nie dzieje się nic ciekawego… TVPInfo.:

Poza tym gościliśmy na Poznań Whisky Show na terenie Targów (i to jako VIP-y!). Szklaneczkę trzymam w ręku tylko dlatego, że Dorota robiła zdjęcie i ktoś jej musiał potrzymać szkło, niestety…:

A posmakować byłoby gdzie i co, gdyby nie nagrania w radiu i samochód.:

A ta dekoracja to chyba została po festiwalu barów mlecznych.:

I tu wreszcie spotkałem się ze swoim tekstami w dwumiesięczniku Whisky, które znałem tylko z klepania w klawiaturę.:

A potem jak zwykle.:

Radio Merkury. ABC prezentera dyskoteki

Drodzy Państwo,
Audycja Radio Yesterday oddycha dyskoteką – z jej najlepszych lat. A „Raport o stanie dyskotek w Polsce z połowy roku 1981 podawał, że z końcem dekady lat 70 mieliśmy w kraju ok. trzech tysięcy dyskotek. Jedna taką odwiedzało dziennie przeciętnie 50 osób, a jak się to przemnożyło, to rocznie w dyskotekach bywało u nas 46 milionów rodaków. Czyli o trzy miliony więcej niż we wszystkich teatrach, operach, operetkach, filharmoniach, na występach orkiestr symfonicznych i kameralnych, zespołów pieśni i tańca, w cyrkach, w kabaretach na występach estradowych, z festiwalami włącznie. Taki mieliśmy pęd do zabawy. Nic więc dziwnego, że w tym czasie wyszło spod pras drukarskich dzieło zbiorowe pod tytułem „ABC prezentera dyskoteki”, stron 354.

Nie zostawiliśmy tej pracy osamotnionej na półce. Czytamy, podziwiamy, dzielimy się. Podręcznik radzi, co grać, zwłaszcza gdy prezenter nie zna publiczności. W roku 1979 obowiązywała więc lista uniwersalnych kawałków awaryjnych, którą cytuję jak leci. Wczesny rockandroll:
Bill Halley – Rock Around The Clock
Chubby Checker – Let’s Twist Again
Ray Charles – Hit The Road Jack
Mango Jerry – In The Summertime
Kołysanki
Dean Martin – Everybody Loves Somebody
Frank Sinatra – Strangers In The Night
Doris Day – Que sera, sera
Ostry rock:
The Rolling Stones – Satisfaction
The Beatles – A Hard day’s Night
Carlos Santana – Samba pa ti
Wreszcie usypiacze;
Roberta Flack – Killing Me Sofly
Jambalaya w dowolnym wykonaniu
I zupełnie nie wiem dlaczego – tango La cumparsita.

Na początku zabawy prezenter powinien jednak puścić kawałek, który zawierałby: gwizd lokomotywy, strzelaninę albo start rakiety. Jeżeli prezenter nie zna angielskiego, niech nie kaleczy języka Szekspira, niech podaje tytuły po polsku, a z nazwiskami muzyków, niech sobie radzi, jak umie.

Podręcznik na zkończenie wieczoru – czyli może nad ranem – zaleca zagrać coś z rodzimych płyt, na przykład ze składanki Polskich nagrań Słynne tanga, słynne walce. A już na absolutne zakończenie radzi – nie bujam, proszę sprawdzić – puścić Polonez as-Dur Fryderyka Chopina. Tak, to powinno obudzić nawet bardzo zmęczonego bywalca.

Narzędziem pracy prezentera dyskoteki była płyta, rzecz mocno nietrwała. Więc nieocenione „ABC…” tłumaczyło, że jeśli płyta pogięła się skutkiem przegrania na słońcu, to jeszcze nie jest stracona. Wystarczy ją tylko zanurzyć w gorącej wodzie, a jak winyl zmięknie, wygładzić ją palcami i położyć pod dwiema encyklopediami, żeby się rozprostowała na stałe. Jak nie pomaga wrzątek i paluchy, umieszczamy pofałdowaną płytę między dwiema szybami i umieszczamy na parapecie w słoneczny dzień – jak przygrzeje, powinna się rozfałdować. Niekiedy udaje się ocalić tylko jedną stronę płyty – wtedy gdy z drugiej strony, niejako od spodu przylepimy do pogiętej płyty zwykłym butaprenem jakąś starą i zużytą płytę. Ta stara powinna usztywnić tę nową. Gorzej, gdy igła skacze po rowkach i słyszymy tak zwaną zaciętą płytę. Nie szkodzi: rowki udrażnia się powoli i cierpliwie używając szkła powiększającego, igły i żyletki. Albo na rympał: to znaczy – dociska się paluchami igłę na wyczucie, aż wyżłobi ona w płycie taki rowek, że piosenka będzie leciała w miarę płynnie. Płyta się też elektryzuje, więc nie pozostaje nic innego jak przecierać ją specjalną ściereczką elektrostatyczną, którą wprawdzie można kupić bez problemów, ale tylko w Warszawie i tylko w ośrodku kultury NRD. Jednak, gdy komuś łatwiej kupić tygodnik „Radio i Telewizja”, to znajdzie tam domowy przepis na płyn do nawilżania swojskiej flaneli. Trzeba w tym celu zmieszać: chlorek cynawy, glicerynę, wodę destylowaną i alkohol etylowy. Ten chlorek cynawy, tę glicerynę jeszcze by się jakoś skombinowało, ale skąd wziąć alkohol etylowy?

To płyty. Ale dobry prezenter na nich nie poprzestaje. W robocie powinny też być gwizdki i gongi, a nawt korkowce. Podręcznik „ABC…” zaleca też używanie na przykład syreny i udawanie a to nadjeżdżającej straży pożarnej, a to statku we mgle, a to policji, a to alarmu bombowego. Bombowy wieczór gwarantowany.

No i światła zgrane z muzyką, czyli iluminofonia. Co tu mamy? Ano, na przykład węże świetlne, w swej amerykańskiej ojczyźnie zwane ropelight. To rodzaj przezroczystej liny, wewnątrz której pulsują kolorowe światełka, zupełnie jak na choince. Czasem dają efekt robaczków świętojańskich. Dalej – mamy stroboskopy, które działają jak lampa błyskowa. Błysk ciemność, błysk ciemność i tancerze na parkiecie wyglądają jakby wstepowali w zwolnionym filmie. Wzięcie miała też lampa ultrafioletowa, ponieważ w jej świetle nawet największy bladawiec wyglądał jakby przez miesiąc opalał się na Saharze. Skromniejsze lokale używały świateł sygnałowych, niemal identycznych z tymi, jakie kręciły się na dachach tak zwanych pojazdów uprzywilejowanych. Nie przypadkiem, jak milicja nadjeżdżała na sygnale, mawiało się: O, dyskoteka jedzie! I wreszcie korona świetlnych atrakcji – śniegowa kula oblepiona lustereczkami obracająca się pod sufitem. Jak się na nią puściło reflektor, migała jak wściekła.

Sondowano i inne atrakcje. Na przykład „bubble machine”, czyli maszynę do rozsiewania setek mydlanych baniek w najrozmaitszych kolorach. Zawierały na tyle mało wody, że nie rozmazywały paniom makijażu, nie zostawiały plam na ubraniu, a w dodatku odświeżały przyciężkie zazwyczaj powietrze. Rzadko bo rzadko, ale w robocie bywała też fogg machine do wytwarzania sztucznej mgły albo zawiesiny przypominającej pajęczynę. Po pięciu minutach bywaliśmy oplątani od stóp do głów. Tak to dyskoteka chwytała nas w pajęczą się i trzymała do rana. A skąd wiedzieliśmy, że jest rano? Ano stąd, że prezenter puszczał Polonez as-Dur fryderyka Chopina.

Julia z przedłużonym terminem przydatności

Jak by nie przyjechali państwo z TVN-u z pytaniem, dlaczego Julia Roberts została po raz piąty uznana za najpiękniejszą kobietę świata przez magazyn People, to bym nie wyszedł z domu.:

Cały dzień oglądanie i ocenianie filmów krótkometrażowych w konkursie jednej ze stacji telewizyjnych, która zaprosiła mnie do jury. Rzeczy, jak bywa w takich przypadkach, ogromnie nierówne, nieprzystające do siebie, a przecież interesujące.

A jak by nie zadzwoniło Radio Zet z pytaniem o filmy klasy „C”, które jednak wstydliwie oglądam, to nawet udałaby się popołudniowa drzemka. Bo po dziesięciu godzinach silnej koncentracji człowiek musi się lekko zresetować.

Resztki. Chałupa pod Krakowem, rzeźba w Nowym Targu i Hasior.: