A to Polska…

Supraśl (na wschód od Białegostoku). Nareszcie czynna cerkiew (wiele razy odchodziłem z kwitkiem). Poza tym – wszystko tu jest „slow”. Miejscowi mają atrakcję, bo na głównej ulicy kręcą serial „Blondynka”. Wieczorem Teatr Wierszalin. Przedstawienie o tym jak Wyspiański przeżarty syfilisem próbuje wystawić „Sędziów” u Solskiego, który wcale nie ma na to ochoty (plus liczne alegorie i metafory). Po drodze dzwonią z Radia Poznań, żebym się natychmiast wypowiedział, bo zmarł Adam Słodowy. Zjeżdzam na stację, opowiadam jakieś stare anegdoty. Po pół godzinie dzwonią, że pan Słodowy (95 lat) jednak nie umarł. „A to Polska właśnie…”:

Odsłuchane w samochodzie. Ponieważ Nesbo to Norweg, jego najnowszą powieść (świetnie i nie po raz pierwszy czytał Mariusz Bonaszewski) zaczęliśmy odsłuchiwać w Oslo. Potem w Szwecj, Danii, w Niemczech, na Słowacji, a skończyliśmy pod Białymstokiem.:

 

Adwokat diabła

Spotkanie znajomych przy grobie śp. Piotra na poznańskim Junikowie. Razem napisaliśmy dwie książki, zrobiliśmy mnóstwo audycji. O ilości wspólnie obalonych butelek zamilczę. 10 lat temu z wdową zasadziliśmy tę brzozę przy jego grobie.:

Kevin Spacey ciągle ma kłopoty…:

TV – jak zwykle.:

Wydawnictwo In Rock przysłało „Adwokata diabła” z moim posłowiem. Dzięki!:

Głos Wągrowiecki.:

Jeszcze Kraków. MOCAK i wystawa na temat natury w sztuce. Na ścianie wylepili nawet Fałata. U mnie też wisi.:

Tamtejsze Muzeum Narodowe, ekspozycja Wajdy. „Lotna”.:

Damski kryminał…

Przejażdżka po okolicy. Miasteczko Stęszew. Życie wygląda tu na stabilne. Ale po to właśnie Stęszew został zrobiony…:

Chludowo, w nim uroczy drewniany kościółek. I napis, z którego wynika, że jeżeli w okolicy zarżnięto lub rozstrzelano stosunkowo wiele osób, to reszta, która przeżyła, powinna się z tego cieszyć.:

Z ostaniej jazdy – jeszcze słowacki Presov. Byłem wiele razy, nic się nie zmienił.:

Odsluchane po lasach. Kimberly Belle „Idealne małżeństwo”.

Damski kryminał. Mąż zginął w katastrofie samolotowej, a żona odkrywa, że wiódł podwójne życie. Było sto razy, mogłoby być po raz sto pierwszy. Ale ilość „zatrzymań serca”, „lodu w żołądku”, wywracania się jelit na lewą stronę z wrażenia pozwoliłaby się bohaterce utrzymać przy życiu najwyżej do 50. strony. A to tak do końca. Że też mnie podkusiło na babski kryminał…

Szaniawski, „Profesor Tutka”

Szaniawski, „Profesor Tutka”, staroć, ale miła…


Cytaty:

„Po chwili wszedł konduktor z latarką i zbliżywszy się do bufetu, powiedział: «Musi mi pani dać kieliszek wódki». Powołała się na świeżo wydane rozporządzenie, że funkcjonariuszom kolejowym podczas służby nie wolno sprzedawać napojów wyskokowych. «Napojów wyskokowych» — tak się wyraziła. Konduktor odpowiedział, że rozporządzenie jest rozporządzeniem, ale dziś trzeba”.
„Jestem urzędnikiem w magistracie. — Pięknie. Pracuje pan dla ogółu mieszkańców. Nie weźmie nikt panu za złe, że chce pan parę chwil poświęcić szczęściu czysto osobistemu. Ale czy tym szczęściem ma być jedynie kobieta? Znam wielu, którzy po zawodowej pracy nie spędzają czasu tylko przy kobiecie. Na przykład biorą do rąk mandolinę. — Nie lubię mandoliny! — To tylko przykład… Są tacy, co wyszukują błędy drukarskie i gafy w gazetach i bardzo ich to cieszy. Znałem znów człowieka nieszczęśliwego w małżeństwie, który mimo starszego wieku postanowił kształcić się dalej. A jednego znałem, gdy go porzuciła żona, zaczął hodować lewkonie. Doszedł do pięknych rezultatów. Czy nie interesują pana lewkonie?”

„Rejent opowiedział o swej babce, że kiedy miała dziewięćdziesiąt siedem lat i była najzupełniej zdrowa, powiedziała do otoczenia, że wkrótce umrze. Żyła jeszcze dwa lata, ale umarła. Rodzina wtedy zaczęła przypominać, co babka sobie przepowiedziała”.