Jak zwykle

Zaszłości. Huśtawka pogodowa, normalna tego lata. W upalny dzień (+35) pijemy kawę na ulubionej stacji benzynowej pod Żarnowem (środek Polski), a tu jak nie lunie! I biedne wycieczki szkolne mają przechlapane…:

yt

Sandomierz, kościół Św. Michała. Pod amboną jakiś święty mąż spoczywa z wyciągniętą dłonią. Dorota twierdzi, iż wyraźnie domaga się piwa.:

Piotrków Trybunalski przyjazny kotom (miejscami).:

Łódź, Piotrkowska, jak zwykle.:

Michel Houellebecq „Serotonina”

Michel Houellebecq „Serotonina”:

Kryzys pewnego francuskiego czterdziestolatka, kryzys zmęczonej Europy.
Cytaty:
… to Bóg zawsze mną rozporządzał, a ja nie byłem, nigdy nie byłem niczym innym jak pozbawioną charakteru szmatą, miałem już czterdzieści sześć lat, nigdy nie potrafiłem kontrolować własnego życia i w skrócie wyglądało na to, że druga połowa mojej egzystencji będzie na wzór i podobieństwo pierwszej bolesną i rozwlekłą zapaścią. Pierwsze znane antydepresanty (seroplex, prozac) podwyższały poziom serotoniny we krwi, hamując jej reabsorpcję przez neurony 5-HT1. Na początku dwa tysiące siedemnastego roku odkryto capton D-L, co otworzyło drogę dla nowej generacji leków przeciwdepresyjnych o prostszym mechanizmie działania, sprzyjającym uwalnianiu serotoniny wytworzonej przez błonę śluzową przewodu pokarmowego w procesie egzocytozy. Pod koniec roku capton D-L znalazł się w sprzedaży pod nazwą handlową Captorix. Błyskawicznie okazał się lekiem niesłychanie skutecznym, umożliwiającym pacjentom powrót do podstawowych rytuałów normalnego życia w rozwiniętym społeczeństwie (higiena osobista, życie społeczne ograniczone do stosunków dobrosąsiedzkich, proste czynności administracyjne) z nową energią, bez wzmacniania tendencji do samobójstwa lub samookaleczeń…

Ktoś mógłby mi zarzucić, że zbyt dużą wagę przywiązuję do seksu, jednak nie sądzę. Nawet mając świadomość, że z czasem, w normalnie przebiegającym życiu inne radości stopniowo zajmują jego miejsce, seks pozostaje jedyną aktywnością…

Poprzedniego wieczoru spakowałem walizkę, więc przed wyjściem nie miałem już nic do roboty. Ze smutkiem stwierdziłem, że nie mam do zabrania żadnych osobistych pamiątek: żadnych listów, fotografii ani nawet książek, wszystko trzymałem na swoim macbooku, cienkim prostopadłościanie ze szczotkowanego aluminium, moja przeszłość ważyła tysiąc sto gramów.

… mój projekt dobrowolnego zniknięcia w pełni się udał, no i teraz dotarłem tutaj, zachodni mężczyzna w kwiecie wieku, bez większych trosk finansowych przez najbliższych kilka lat, bez bliskich czy przyjaciół, pozbawiony zarówno osobistych planów, jak i rzeczywistych zainteresowań, głęboko rozczarowany dotychczasowym życiem zawodowym, mający za sobą sporo różnych doświadczeń na polu uczuciowym, których jedynym punktem wspólnym był fakt, że się skończyły – w sumie pozbawiony jakiejkolwiek racji życia i racji śmierci. Mogłem z tego skorzystać i zacząć wszystko od nowa, „odbić się od dna”, jak to mówią w głupawych programach telewizyjnych i piszą w równie głupawych artykułach o psychologii publikowanych w popularnych czasopismach…

Istnieje lek przeciwdepresyjny nowej generacji (po raz pierwszy usłyszałem wówczas nazwę Captorix, w moim dalszym życiu lek ten miał odegrać jakże istotną rolę), który w moim przypadku mógł się okazać skuteczny, pierwsze efekty powinny się pojawić za tydzień lub dwa, tyle że jest to lek podawany pod ścisłym nadzorem lekarza, muszę więc koniecznie pojawić się u niego za miesiąc…

W przedostatniej scenie, którą reżyser najwyraźniej uważał za kluczową, Claire podciągała kieckę i z szeroko rozłożonymi nogami masturbowała się obrócona twarzą do publiczności, podczas gdy inna aktorka czytała długi tekst Georges’a Bataille’a, w którym, o ile dobrze zrozumiałem, była głównie mowa o odbycie. Na krytyku z „Le Monde” właśnie ta scena zrobiła szczególne wrażenie, wychwalał hieratyzm, jakim Claire wykazała się w swojej interpretacji. Słowo „hieratyzm” wydawało mi się nieco zbyt mocne, ale powiedzmy, że była spokojna i zupełnie nie wyglądała na podnieconą – faktycznie zresztą nie była, jak mi wyznała wieczorem po premierze. I tak zaczęła się jej kariera…

… lata studenckie to jedyny szczęśliwy okres w życiu, kiedy przyszłość stoi otworem i wszystko zdaje się możliwe, natomiast życie dorosłe, praca zawodowa to powolne i stopniowe zapadanie się; zresztą pewnie właśnie dlatego młodzieńcze przyjaźnie nawiązywane podczas studiów, jedyne prawdziwe przyjaźnie, rozpadają się po wejściu w życie dorosłe: unikamy spotkań z przyjaciółmi z dawnych lat, gdyż nie chcemy być konfrontowani ze świadkami naszych straconych nadziei, z oczywistością naszego upadku.

… straszne i zadziwiające jest myśleć o tych wszystkich mężczyznach i kobietach, którzy i które nie mają nic do powiedzenia, nie widzą dla siebie innego losu jak rozpuścić się w mglistym continuum biologiczno-technicznym (popioły są bowiem zjawiskiem technicznym: nawet jeśli mają posłużyć tylko jako nawóz, trzeba ocenić, jaką mają zawartość potasu i azotu), których życie potoczyło się bez żadnych zewnętrznych incydentów, którzy i które opuszczają je, nie poświęciwszy mu jednej myśli, jak się opuszcza miejsce, gdzie człowiek spędził niezbyt ciekawe wakacje, nawet nie wiedząc, dokąd się dalej udaje, tylko z niejasną intuicją, że może lepiej by było nigdy się nie narodzić; prawdę powiedziawszy, mówię o przeważającej większości mężczyzn i kobiet.

Bóg obdarzył mnie naturą prostą, moim zdaniem wręcz niezwykle prostą, to raczej świat wokół mnie stał się złożony, osiągnąłem stan nadmiernej złożoności świata, po prostu nie umiałem ogarnąć złożoności świata, w którym ugrzęzłem, dlatego też moje zachowanie, którego nie próbuję usprawiedliwić, stało się niezrozumiałe, szokujące i niekonsekwentne.

Tęczowo

TVN pyta o rok 1989. Neuroza!:

Z drogi. Lesko. Tu „tęczowa zaraza” ma się dobrze od czasów PRL-u (podobnie jak na moście w Rzeszowie). Poza tym jest patriotycznie i książkowo. W synagodze galeria malarstwa prezentująca obficie od lat tzw. szkołę bieszczadzką. Sam kupuję tu regularnie. Tym razem naniesiony na deskę pejzaż, który pasuje do każdej okolicy. No i nieustająco aktualna wywieszka w sprawie pana, który pobiera opłaty za wstęp na pobliski kirkut (kiedyś daliśmy mu w łapę, a on z miejsca do „Żabki”).:

Stara bida

Sandomierz.:

Góry Świętokrzyskie. W planach był spacer na Święty Krzyż, ale ponieważ było + 35, więc tylko Święta Katarzyna z Domkiem Żeromskiego…:

Piotrków Trybunalski.:

W Łodzi naszą stałą kawiarnię nieodwołalnie zamykają, ale filia rezyduje tuż obok w Pasażu Schillera. Więc filmowanie ulicy, deser Tuwim itd.:

Resovia and co.

Kółeczko po Podkarpaciu. Stara Wieś. Słynna bazylika jezuicka.:

Medzilaborce (Słowacja). Miesiąc temu nie zdążyliśmy do Muzeum Andy’ego Warhola, więc tym razem…:

Po drodze cerkiewki.:

Lesko.:

Arłamów.:

Kalwaria Pacławska – świeżo po dorocznym odpuście. W pobliskich Huwnikach też pusto, lądowisko śmigłowców pewnie już teraz zarośnie perzem… :

Przemyśl.:

I wytchnienie w wieczornym Rzeszowie. To miasto wynagradza wszystko.: