Evergreen

Szreniawa pozostaje zielona o każdej porze roku.:

Jeszcze sobotnie Muzeum. Miło zobaczyć starych znajomych. To znaczy: wielką pociechą w tym porąbanym zyciu jest to, iż skręcę do następnej sali, a tam za rogiem będzie wisiał znajomy obraz. Ten sam co zawsze. A ja siedzę na szczycie drabiny, też ten sam.:

Trouble in paradise

Las nad Jeziorem Rosnowieckim. Byłem tam ledwie wczoraj, a w sumie to setki razy. Zawsze ustronnie, cicho, bezludnie. Tym razem z daleka widzę pogotowie, straż, policję. A na miejscu właśnie ewakuuje kogoś śmigłowiec ratowniczy. Co tak strasznego mogło się wydarzyć na tym bezludziu? Ano, panowie bujali się łódką po jeziorze i chlup. Może woda z jeziora to nie był jedyny płyn, który zawinił w całej sytuacji. Wracam po godzinie, znowu – jak zawsze – pusto. Tylko drogą pod lasem sunie samochód TVN-u. Minął mnie, ale zawraca. Znajomy pan kamerzysta mówi: „Pomyśłem sobie, że chyba mnie wzrok myli. Bo co by ten Kot od filmu robił na takim wygwizdowie?!” A tymczasem mnie na wygwizdowie upływa pół życia i jest to ta lepsza połowa.:

A samo jezioro nie zwróciło na incydent większej uwagi.:

W poznańskim Muzeum Święta na całego.

Jest trochę nowości, w tym historyczne plakaty.:

No, i zaszedłem rzucić okiem na „Plażę w Pourville”, bo w realu to gapiłem się na nią miesiąc z kawałkiem. Na obrazku wypadła zdecydowanie lepiej.:

Na Placu Wolności już zaczął się Christmas Time.:

My place

Słońce zaszło nad jeziorem Rosnowieckim.:

Wcześniej, na antresoli mojej Alma Mater wykład dla służby więziennej na temat współpracy z mediami. Temat – rzeka.:

Jeszcze wcześniej – telewizornia.

Wczoraj też sobie pogadałem. Najpierw w poznańskiej.:

A potem w Dwójce.:

I aż żal, że tego „wczoraj” nie mogłem w całości spędzić nad brzegami jeziora Góreckiego, gdzie moje miejsce…:

Zielono mi

Ten odcień zieleni znawcy określają podobno jako „zieleń Veronese”, bo mistrz odkrywczo dorobił sie jej na swoich płótnach. A u nas nie trzeba mistrza. Wystarczy prosta ozimina pod lasem. „Wolę polskie gówno w polu, / Niż fijołki w Neapolu” (Tetmajer ?).: