Zapach wieczności

Wróciło się po kilkudniowej hulance. Znowu trzeba przysiąść fałdów. I rozpamiętywać zaszłości. Jest sobie niedzielny poranek w Drohiczynie. Malownicze jak zwykle zakole Bugu.:

Ale wcześniej, omyłkowo, zajechaliśmy na targowisko miejskie. Pan leży na poboczu. Poszedłem sprawdzić, czy nie potrzebuje pomocy. Chrapanie słychać było jednak z daleka. Wyjeżdżając z miasta sprawdziliśmy, czy mu się nie pogorszyło. Nie. Przewrócił się tylko na plecy.:

Cóż, czas w Drohiczynie płynie w nieco innym rytmie.:

A na Świętej Górze Grabarce to już w ogóle nieustająca wieczność.:

W kościele w Węgrowie malowniczy obraz piekła. Całkiem interesujące towarzystwo się nam szykuje.:

W Lublinie z kolei wszyscy żyją kilka centymetrów nad ziemią.:

Odsłuchane w drodze.:

W ślad za tym obejrzeliśmy film z 1963.:

Radio Poznań, 28 czerwca 2017

Mili państwo,
Dziś – Pawła. Imię popularne, obchodziłby je – powiedzmy – Pablo Picasso, świętuje je dziarski staruszek Paul MacCartney, a w świecie anglosaskim Paweł ma też żeńską odmianę, więc ja z życzeniami – przepisanymi z Internetu – zwracam się do piosenkarki Pauli Abdul:
Z okazji imienin Paulu miła
Składam ci zyczenia z serca płynące
Zawsze i wszędzie bądź szczęśliwa
Buziaki łączę jak słońce gorące.

28 czerwca to w Wielkopolsce i w Polsce wiadoma rocznica.

Ale przypomnijmy też, że właśnie 28 czerwca 1974 roku – odbył się pierwszy koncert w oddanej do użytku hali widowiskowo-sportowej „Arena” w Poznaniu. Zachwytom nie było końca: Hala ma powierzchnię 13,5 tys. metrów kwadratowych i mieści przeszło 7 tys. widzów. W czerwcu tego samego roku w Poznaniu oddano do użytku hotel „Polonez”. Hotel mieścił blisko 600 miejsc noclegowych. Był to pierwszy w Polsce hotel wzniesiony w technologii „wielkiej płyty”. Cóż, działo się to w dekadzie, kiedy wszystko u nas było wielkie, tylko z czasem okazało się, że nie tak bardzo, jak się nam wydawało.

A reszta świata pamięta też inne rocznice. Na przykład, iż właśnie 28 czerwca 1914 roku austriacki następca tronu, arcyksiążę Ferdynand, wjechał uroczyście do Sarajewa. Jak Państwo pamiętają, przebywał tam krócej niż planował, ponieważ zginął zastrzelony przez serbskiego zamachowca. Ale nie tylko on, bo ten przyjazd kosztował Europę około 10 milionów poległych.

Wakacje, wakacje, wraca więc kwestia zmęczenia i wypoczynku. Podszedłem do zagadnienia naukowo i sięgnąłem po pracę nieocenionej Ireny Gumowskiej pod tytułem „My i nasz dom”, konkretnie do bibliofilskiego wydania z roku 1956. Pani Irena drogą żmudnych badań ustaliła, że człowiek w pozycji leżącej zużywa w przybliżeniu zero energii. Ale już kiedy siedzi, zużywa o 30 procent więcej energii niż gdyby leżał. A jak chodzi, to jego organizm narażony jest na utratę aż dwustu dziewięćdziesięciu procent energii więcej niż gdyby leżał.

Niekiedy ten rabunek organizmu przybiera zastraszające formy. Pół biedy, gdy kto pisze ręcznie, bo w godzinę traci tylko 20 kalorii, jak na maszynie – 30 kalorii. Ale już szewc potrafi stracić w godzinę 90 kalorii. A to i tak betka przy pracowniku kamieniołomów, który w godzinę może stracić nawet 300 kalorii. Boże, jak sobie pomyślę, że pracownik kamieniołomów pracuje dziesięć raz ciężej niż ja stukający w klawiaturę, czerwienię się ze wstydu jak piwonia, że taki ze mnie niskokaloryczny nierób.

I jeszcze jedno. Pani Irena Gumowska przypomina, że jak znamy cel pracy, to osiągamy znacznie lepsze wyniki. Uczeni radzieccy zbadali, że zespół pracowników, którzy nie bardzo wiedzą, co robią, popełnia średnio 440 błędów w trakcie wykonywania zadania. A zespół, który wie, co robi, tylko 85 błędów. Ze mną podobnie. Zacząłem stukać w klawiaturę i zabijcie mnie, nie umiałem sobie przypomnieć, po co to. Patrzę, a tu – faktycznie 440 błędów. Ale w końcu przypomniałem sobie, że to do radia, na ósmą czterdzieści. Uff, udało mi się zmniejszyć liczbę błędów do osiemdziesięciu pięciu. I z tym do państwa przychodzę –  Wiesław Kot

Radio Poznań, 27 czerwca 2017

Mili Państwo,
Dziś z kwiatami do Marii i Maryli. Co czasem na jedno wychodzi. Bo najsłynniejsza w Polsce Maryla, wcale nie jest z domu Maryla, lecz jak najbardziej Maria Rodowicz. Mało tego, ona jest z domu Maria Antonina Rodowicz. No, ale piosenkarka w porę zrozumiała, że gdyby o szalonym zielonym bzie na Saskiej Kępie śpiewała jakaś tam zwykła Maria, byłoby to po prostu grubo niestosowne. Więc tej i innym Marylom życzymy, by bez nie przekwitał im przez cały rok.

Historia. Tylko rocznice najbardziej doniosłe. 27 czerwca 1315 roku – książe Władysław Łokietek zawarł w Krakowie – sojusz z: władcami Danii, Szwecji, Norwegii, Meklemburgii, książętami z Rugii i Pomorza Zachodniego skierowany przeciw margrabiemu Brandenburgii Waldemarowi Wielkiemu, który był sojusznikiem króla Czech Jana Luksemburskiego, wroga Łokietka roszczącego sobie pretensje do korony polskiej. Nie pogubili się Państwo? Bo Łokietek był mały, ale miał łeb. Że miał łeb, to przed chwilą słyszeliśmy, a że był mały, można się przekonać w jego macierzystym Brześciu Kujawskim. Tam na środku rynku, na cokole stoi w zbroi, król Łokietek. Wyprostowany jak struna. I tylko dzięki temu liczy sobie tak na oko najwyżej metr pięćdziesiąt. W koronie!

27 czerwca 1805 roku przyszedł na świat Jan Paweł Woronicz. Miał wiele wspólnego z Kościołem, był jezuitą, kaznodzieją, biskupem, nawet prymasem. Miał wiele wspólnego z literaturą: był wybitnym mówca i poetą. Miał wiele wspólnego z polityką: była radca stanu Księstwa Warszawskiego. Z jednym tylko nie miał Jan Paweł Woronicz nic, ale to nic wspólnego: z telewizją. No to teraz już ma.

27 czerwca roku 1952 przyszedł na świat Bogusław Linda. Gdyby komuś z tej okazji przyszedł do głowy żart typu: Boguś, co ty wiesz o urodzinach, to trafił jak kulą w płot. Dlaczego? Bo zdania: Co ty wiesz o zabijaniu? – najsłynniejszego jakie podobno wyszło z ust Lindy, aktor nigdy nie powiedział. Choc miliony rodaków przysięgają, że je słyszały. Amerykanie nazywają takie coś misquote, czyli – powiedzmy – fałszywa odzywka. I wskazują, że z ekranu nigdy nie padły dokładnie takie sformułowania jak: Let the Force be with you, czy: Houston, we have a problem. Choć miliony amerykanów itd. Z kolei przeciętny Polak przysięga, że pierwsze zdanie, jakie przeczytał, brzmiało: Ala ma kota, podczas, gdy tak naprawdę przeczytał dwa zdania: Ala ma Asa. As to kot Ali. I już.

27 czerwca 1978 roku rakietą Sojuz 30 udał się w kosmos Mirosław Hermaszewski. Kiedy w tym samym roku na papieża wybrano Karola Wojtyłę, PRL-owskie media lansowały hasło: „Polak w kosmosie – Polak w Watykanie”.

Media odleciały, odlatuję i ja –
Wiesław Kot

Liw me alone!

Przeuroczy weekend na Podlasiu. W Sokołowie Podlaskim Dyskusyjny Klub Filmowy „Zbyszek” zawiązał się na rok przed tragiczną śmiercią aktora (1967). Wypadła więc rocznica podwójna 50-ta rocznica. Oglądaliśmy filmy, dyskutowaliśmy…:

A w pobliskiej miejscowości Liw, obok zamkowej baszty, Festiwal Smaków. Zaparkowaliśmy przed zabytkową architekturą.:

Che cosa?

W kinie w Lublinie – wprawdzie nie byliśmy, ale w Teatrze (Osterwy) jak najbardziej. Klasyk: „Marat/Sade”, wiadomo.:

W roli dyrektora domu wariatów Jerzy Rogalski. Jak dla mnie ciągle porucznik Jaszczuk z wiadomego serialu. No, może jeszcze z „Wesela”.:

W Lublinie zapowiadają się i inne gwiazdy. Na Drupiego chętnie bym przyjechał.:

Po drodze strasznie burzowo.:

Rawa Mazowiecka, gdzie w samym centrum upamiętniono zapewne poległego kibica.:

Lublin. Che cosa?:

Nocleg wypadł w Świdniku. Świdnik: widok ogólny.:

Pół godziny dla Mosiny

Dla otrzeźwienia od laptopa pół godzinki w Mosinie. Mosiński „elegant” na posterunku.:

Czas płynie tu jak w Drohobyczu Schulza: nagle zwalnia i przyspiesza. Wędkarze na tablicy na rynku już chwalą się sukcesem z lipca. Ale zeszłego roku.:

A plakat poznańskiego Whisky Show, na którym bawiliśmy tak – wydawałoby się – niedawno już przykryty przez świeższe wydarzenia.:

W witrynie sklepu alkoholowego nie ma już skrzynki z „radziecką amunicją”, jest za to „apteczka leśna”. Jakże na czasie!:

Obok „żabka”.:

Jakieś zaległe migawki z podróży. Podcienia.: