Imbir!

Rankiem las. Wilgotny, parny, deszczowy.:

Sobota. Ta sarenka, która wpadła na pobliskie pole na lanczyk, to oczywiście Zośka. Poznałem z daleka.:

I już gazem na Uczelnię. Była natura, jest kultura. Konkretnie – „Kultura XX wieku. Wybrane problemy”.:

Po zajęciach z rzeczonej kultury dostałem od pani studentki podkowę na szczęście, ponieważ nie tak dawno słodko odpuściłem pani udział w moich zajęciach na wieść, że nieznany mi osobiście koń imieniem Imbir cierpi na kolkę w stadninie odległej o 100 kilometrów i trzeba go ratować.:

A niedziela to już Pierwsza Komunia u zaprzyjaźnionej rodziny.:

Cały w skowronkach

Grajzerówką (taka droga z płyt betonowych, którą namiestnik Wartegau Arthur Greiser kazał wyłożyć drogę do swojej podmiejskiej rezydencji nad jeziorem Rosnowieckim), żeby się zorientować pobieżnie w przyrodzie.:

I filmik z pól. Chodzi w nim o śpiew skowronków, który w realu był tryumfalny, choć tu słychać go bardzo słabo. Skręcone moim aparatem, który – proszę mi wierzyć – przez ostatnie lata przeżył bardzo wiele (co widać). Cóż, będziemy się żegnać…:

Poza tym – zieleń w natarciu (choć we mgle).:

Głos Wągrowiecki: