Miesięczne archiwum: Luty 2015

Ręce precz od Johna L.!

Pogoda i tak przegniła, więc było chodzone po bagnach.:

s1

I jeziorach schowanych w lesie. Trudno orzec, co mocniej dołuje.:

s2

Tym chętniej folguję pogodnym wspomnieniom. Historia malarstwa zna motyw wędrowny o nazwie „Et in Arcadia ego…” (I ja byłem w Arkadii). Chodzi w nim o przesłanie, iż śmierć dopada nawet mieszkańców sielankowej krainy. Oto na płótnie siedemnastowiecznego malarza Nicolasa Poussina pasterze ze zdumieniem pochylają się nad grobem niegdysiejszego mieszkańca ich szczęśliwej okolicy:

s3

A teraz ja, nieopodal Nieborowa. „Et in Arkadia ego…”:

s4

Detale. Płońsk. Reklama kawiarni z lepszych czasów:

s5

Ciechanów. Brama koszar artylerii. Też z lepszych czasów:

s6

Prasa szeroko donosi o tym, iż z notatek byłej gosposi Lennona wynika, że swoją żonę Cynthię zdradzał z Yoko Ono, pił, ćpał i dawał synkowi klapsy. Jako zaprzysięgły fan Beatlesów jestem do głębi oburzony takimi oszczerstwami. Zwłaszcza, że od tragicznej śmierci w 1980., Lennon cieszył się nieposzlakowaną opinią.

Fronda.pl jak zwykle podejmuje tematy, z których wynika wprost pożyteczna nauka moralna. Oto pewien prezenter telewizji rosyjskiej udał się z przygodnie poznaną panią do sauny. Do piwa dosypała mu narkotyk. Kiedy się ocknął, miał obcięte (fachowo) jądra. Publicysta portalu wyciąga stąd umoralniający wniosek, iż przekraczanie VI przykazania nieuchronnie wiąże się z karą. Głos forumowiczki podpisującej się Oriana 2014: „I bardzo dobrze, za zdrade po jajcach :)”.

Zawiązał się akademicki komitet poparcia Andrzeja Dudy w wyborach. Inicjatywa wyszła z Poznania. Komitet chwali się w mediach, że zebrał już podpisy 300 naukowców. Głos internauty: „I tak dla ciekawskich to w Polsce mamy: 18296 profesorów, 16027 doktorów habilitowanych i 101798 doktorów”.

Just A Little Bit

Cindy Bradley „Just A Little Bit” (2007). Smooth jazz. Amerykańska trębaczka. A na płycie jak zwykle – miło, przyjemnie, relaksująco. Solówki jej, gitarzysty, troszkę klawiszy i bardzo równa perkusja. Taka muzyczka na „po godzinach”, do samochodu, jak się pisze coś, co nie wymaga całej uwagi. W sam raz.:

s7

Someday You’ll Me To Want You

Nancy Wilson „Someday You’ll Me To Want You” (kompilacja 2015). Sporo tu odkurzonego śpiewania klubowego w stylu wielkiej Elli, może Diany Washington. Ta sama maniera, podobne aranżacje. Nancy często skręcała z wokalistyki jazzowej w stronę piosenki pop, R&B, co słychać. Może dlatego mamy tu formy krótkie, estradowe, telewizyjne (często występowała), łatwe w przyswojeniu. Niemęczące.:

s8

Roots

Lasy o poranku bywają świetliste. I otwarte na przestrzał.:

p1

Właśnie z tego powodu niepokoję się o leśne zwierzęta. Oto wyznanie, jakie przeczytałem dziś rano:

p2

Leśne obrzeża. Szreniawa. Clubbing.:

p3

Miejscowość Wiry. Tablica na zrujnowanym magazynie. Kiedyś to musiał tu być porządek…:

p4

Wiry. Ziemia się odsunęła i odsłoniła, co drzewa mają poniżej. Cóż, lubię wracać do korzeni…:

p5

Rozstanie z kolejną parą butów (okupione szlochem i łzami). Uwielbiam szmaciaki. Noga oddycha, szybko się moczą, szybko schną. W tych przeszedłem co najmniej jak z Poznania do Gdańska.:

p6

W ogóle takie chodzenie to jest strasznie wyczerpująca sprawa. Skąd o tym wiem? Od Doroty. Wczoraj w galerii handlowej Malta szykowałem się na oglądanie dwugodzinnego filmu (plus pół następnego), bo ona poszła na zakupy. Niespodziewanie wróciła po godzinie oświadczając, że ze zmęczenia nóg nie czuje. Tłumaczę jej jak dziecku, że nie powinna tyle od siebie wymagać…

Wczoraj zadzwonił pan redaktor z portalu NaTemat z pytaniem, czy to prawda, że państwo daje dotacje tylko na filmy antypolskie. Chwilę pogadaliśmy.:

„Historia w służbie polityki
Wiesław Kot zwraca uwagę na jeszcze jeden wątek. Chodzi o pojęcie „polityki historycznej” w filmie, które według niego zawsze oznacza realizację tylko jednej linii: konserwatywnej bądź liberalnej. – Uważam to pojęcie za niebezpieczny dziwoląg. Polega to na tym, by lansować jedną obowiązującą wykładnię historii podporządkowaną bieżącej ideologii. Jeśli u władzy znajdzie się partia konserwatywna czy o charakterze narodowym, to będą dotacje tylko po linii myślenia kardynała Wyszyńskiego. Jeśli to będą liberałowie, to dotację będą w kierunku gombrowiczowskim – zaznacza.
Dlatego jeśli ktoś wzywa do uprawiania polityki historycznej w sztuce, bardzo często równa się to „wbijaniu jednej wizji do głowy na zasadzie pałki belferskiej”. – Jedni chcieliby tylko tłuc do głów, że Inka to bohaterka, a „Łupaszka” [słynny partyzant] był świetny. Może to i prawda, ale nie cała. Tak jak druga strona nie prezentuje całej prawdy mówiąc wyłącznie o szmalcownikach, wydawaniu Żydów czy Żołnierzach Wyklętych jako bandytach – dodaje Kot.
– To zupełnie naturalne, że te dwa modele myślenia ze sobą konkurują. Pod warunkiem, że jednostronne myślenie nie przekłada się na publiczne instytucje, takie jak PISF. Ci, którzy chcą, by tak było, uważają obywateli za stado baranów i niedouków, którym trzeba w sposób wykładniczy.”

Lifted Land

David Binney „Lifted Land” (2013). Saksofonista. Grywał z wszystkimi świętymi. Saksofon prowadzi w sposób drażniący, wibracyjny. Na krawędzi przesterowania i fałszu. To przykuwa uwagę, bo musi. Ale jest raczej dla zaprzysięgłych zwolenników. Takich, którzy lubią w muzyce więcej piły mechanicznej. I jego miły zwyczaj, o którym piszą biografowie: “He performs regularly at the 55 Bar in New York City, a gig he has held for a decade”.:

p7

Unscripted

Cindy Bradley ‎‎ “Unscripted” (2011). Trębaczka. Smooth jazz. Gra na tej trąbce i rożku ‎ ‎‎tylko  z jednym jeszcze kolegą (keyboards, midi bass, programming). I wygląda to tak, że ona dmucha, a on pilnuje, żeby podkład był stabilny. Perkusja z puszki. I tak sobie to biegnie pogodnie od jednego kawałka do następnego. One się, naturalnie, nie bardzo różnią. I o to chodzi. Do samochodu, do porannej kawy, do pisania na laptopie – idealne!:

p8

Uśmiech kota

Wychodzę o świcie, a tu szron. I nie chce być inaczej.:

c1

Na szczęście kruszeją już nawet cieniste, leśne jeziora.:

c2

Lokalne media uparcie powtarzają wiadomość o stadzie świń wietnamskich, które buszują po Wielkopolskim Parku. Widziałem je wprawdzie z daleka, ale od razu rozpoznałem, że są wietnamskie /fot. Głos Wielkopolski/. Po skośnych oczach.:

c5

W nawiązaniu. W lesie co dzień widuję sarny, jelonki, zające, lisy, nawet bobry. W tym towarzystwie jako jedyny kot czuję się bardzo osamotniony. Mam jedynie nadzieję, że kiedy już zejdę ze ścieżek, zwierzaki mówią do siebie za „Alicją w krainie czarów”: „Kot wprawdzie odszedł, ale jego uśmiech pozostał…”

TVN pyta o udział artystów w polityce. Można by o tym godzinami. U nas: oni wystawili Kmicica, to my ich załatwimy Faraonem!

Dziennikarz z radiowej Jedynki rozmawiał z Komorowskim i wyraził się: „– My, czyli ci którzy popierają pana osobę…” I o to awantura. Jasne, że dziennikarz „popiera”. Pytanie, dlaczego to deklaruje na antenie. Powiedzieć, że głupi, to nie to. Bo jak słucham radia, przyłapuję się na tym, że oni zasadniczo pieprzą jak potłuczeni. Potok bełkotu, stacja za stacją. Żadnej dyscypliny słowa, żadnej selekcji, żadnej ekonomii wypowiedzi, żadnego szacunku dla czasu słuchacza, żadnej ostrożności. Ogólne wrażenie: debil bełkocze dla debili. O tym, co i tak każdy widzi przez okno.

Niezależna.pl. Czytelnik o „Idzie”: „Ten Oscar to zamierzone działania określonych kół, które zaczęły wywierać duży wpływ na politykę Polską już czasach rozbicia dzielnicowego czego pierwszym wyrazem był Statut Kaliski z 1264”.

Czarny charakter zawsze najlepiej napędzał narrację. Tę korzystną tendencję sukcesywnie obserwuję na Fronda.pl. Tytuły pierwsze z brzegu:
Nie pozwólmy, by w Polsce rozszalał się diabeł.
Diabeł nienawidzi mszy trydenckiej.
Jacy są mieszkańcy piekła.
Jak pokonać diabła.
Moja walka z szatanem.
Nie tylko wykształciła się osobna grupa publicystów, wyspecjalizowanych w tym temacie. Część z nich zyskała szerszą sławę. Pojawiło się nawet w odniesieniu do nich osobne określenie: satocelebryta.

Joe Pass – Offering Time

Joe Pass – a pamiętam go nie wiem już od kiedy – przyzwyczajał raczej do bardzo kameralnych składów, jeżeli nie do grania solo. Tu występuje z rozszerzonymi składami, nawet z wibrafonem. Muzyka dość lekka, często wyraźne metrum samby. Gitara pojawia się jako pełnoprawny choć nienarzucający się uczestnik. A jednak wolę, gdy Pass gra sam i nikt mu nie wchodzi w paradę.:

c3

Migration

Antonio Sanchez “Migration” (2007). Sanchez jest prominentnym perkusistą amerykańskim pochodzenia meksykańskiego. Grywał w licznych zespołach gwiazd, a na tej płycie po raz pierwszy lideruje grupie. Problem w tym, że on na perkusji, a poza nim każdy – pewnie na godziny – gra co chce i jak chce. Nie bardzo się to sumuje i składa w całość. Najwięcej free jazzu i przypadku. Niewiele z tego pozostaje w głowie – poza wrażeniem bezładu.:

c4

Teoria wszystkiego / Theory Of Everyting

 

Pozostałości Oscarowe.

Stephen Hawking w Cambridge, 1963.
Poznać jedno równanie, które wyjaśni wszystko we wszechświecie.
Ludzkie problemy geniusza. Dziewczyna.
Zaczyna się od kwestii Boga. Wyjaśnienie fizyczne czy metafizyczne.
Bohaterem jest konwencja, ograniczenie, przyzwyczajenie myślowe, horyzont myślowy współczesnych.
Narasta genialność, narasta choroba.
Temat – związek nienormalności, choroby i ponadnormatywnego umysłu.
Choroba mózgu prowadząca do zaniku mięśni. Lekarz daje mu dwa lata. Mózg sprawny, ale co z tego, skoro jego działań nie można wyrazić.
Nie chce sobą nikogo obarczać, zwłaszcza dziewczyny.
Za sukcesem mężczyzny stoi zawsze jakaś kobieta.
Ślub mimo wszystko. Dziecko. Drugie. Trzecie.
Duch ochoczy, ale ciało mdłe.
Równaniem udowodnić, że czas też miał swój początek.
Filmowane w zwolnieniu, w przymgleniu – jego dystans do świata.
Z jego teorii widz rozumie niewiele, ale też nie ma na to nacisku.
Próba objaśnienia jego teorii przy pomocy obiadowego menu.

Teoria wszystkiego / Theory Of Everyting, reż. James Marsh 2014 filmweb