Archiwum miesiąca: luty 2015

Uśmiech kota

Wychodzę o świcie, a tu szron. I nie chce być inaczej.:

c1

Na szczęście kruszeją już nawet cieniste, leśne jeziora.:

c2

Lokalne media uparcie powtarzają wiadomość o stadzie świń wietnamskich, które buszują po Wielkopolskim Parku. Widziałem je wprawdzie z daleka, ale od razu rozpoznałem, że są wietnamskie /fot. Głos Wielkopolski/. Po skośnych oczach.:

c5

W nawiązaniu. W lesie co dzień widuję sarny, jelonki, zające, lisy, nawet bobry. W tym towarzystwie jako jedyny kot czuję się bardzo osamotniony. Mam jedynie nadzieję, że kiedy już zejdę ze ścieżek, zwierzaki mówią do siebie za „Alicją w krainie czarów”: „Kot wprawdzie odszedł, ale jego uśmiech pozostał…”

TVN pyta o udział artystów w polityce. Można by o tym godzinami. U nas: oni wystawili Kmicica, to my ich załatwimy Faraonem!

Dziennikarz z radiowej Jedynki rozmawiał z Komorowskim i wyraził się: „– My, czyli ci którzy popierają pana osobę…” I o to awantura. Jasne, że dziennikarz „popiera”. Pytanie, dlaczego to deklaruje na antenie. Powiedzieć, że głupi, to nie to. Bo jak słucham radia, przyłapuję się na tym, że oni zasadniczo pieprzą jak potłuczeni. Potok bełkotu, stacja za stacją. Żadnej dyscypliny słowa, żadnej selekcji, żadnej ekonomii wypowiedzi, żadnego szacunku dla czasu słuchacza, żadnej ostrożności. Ogólne wrażenie: debil bełkocze dla debili. O tym, co i tak każdy widzi przez okno.

Niezależna.pl. Czytelnik o „Idzie”: „Ten Oscar to zamierzone działania określonych kół, które zaczęły wywierać duży wpływ na politykę Polską już czasach rozbicia dzielnicowego czego pierwszym wyrazem był Statut Kaliski z 1264”.

Czarny charakter zawsze najlepiej napędzał narrację. Tę korzystną tendencję sukcesywnie obserwuję na Fronda.pl. Tytuły pierwsze z brzegu:
Nie pozwólmy, by w Polsce rozszalał się diabeł.
Diabeł nienawidzi mszy trydenckiej.
Jacy są mieszkańcy piekła.
Jak pokonać diabła.
Moja walka z szatanem.
Nie tylko wykształciła się osobna grupa publicystów, wyspecjalizowanych w tym temacie. Część z nich zyskała szerszą sławę. Pojawiło się nawet w odniesieniu do nich osobne określenie: satocelebryta.

Joe Pass – Offering Time

Joe Pass – a pamiętam go nie wiem już od kiedy – przyzwyczajał raczej do bardzo kameralnych składów, jeżeli nie do grania solo. Tu występuje z rozszerzonymi składami, nawet z wibrafonem. Muzyka dość lekka, często wyraźne metrum samby. Gitara pojawia się jako pełnoprawny choć nienarzucający się uczestnik. A jednak wolę, gdy Pass gra sam i nikt mu nie wchodzi w paradę.:

c3

Migration

Antonio Sanchez “Migration” (2007). Sanchez jest prominentnym perkusistą amerykańskim pochodzenia meksykańskiego. Grywał w licznych zespołach gwiazd, a na tej płycie po raz pierwszy lideruje grupie. Problem w tym, że on na perkusji, a poza nim każdy – pewnie na godziny – gra co chce i jak chce. Nie bardzo się to sumuje i składa w całość. Najwięcej free jazzu i przypadku. Niewiele z tego pozostaje w głowie – poza wrażeniem bezładu.:

c4

Teoria wszystkiego / Theory Of Everyting

 

Pozostałości Oscarowe.

Stephen Hawking w Cambridge, 1963.
Poznać jedno równanie, które wyjaśni wszystko we wszechświecie.
Ludzkie problemy geniusza. Dziewczyna.
Zaczyna się od kwestii Boga. Wyjaśnienie fizyczne czy metafizyczne.
Bohaterem jest konwencja, ograniczenie, przyzwyczajenie myślowe, horyzont myślowy współczesnych.
Narasta genialność, narasta choroba.
Temat – związek nienormalności, choroby i ponadnormatywnego umysłu.
Choroba mózgu prowadząca do zaniku mięśni. Lekarz daje mu dwa lata. Mózg sprawny, ale co z tego, skoro jego działań nie można wyrazić.
Nie chce sobą nikogo obarczać, zwłaszcza dziewczyny.
Za sukcesem mężczyzny stoi zawsze jakaś kobieta.
Ślub mimo wszystko. Dziecko. Drugie. Trzecie.
Duch ochoczy, ale ciało mdłe.
Równaniem udowodnić, że czas też miał swój początek.
Filmowane w zwolnieniu, w przymgleniu – jego dystans do świata.
Z jego teorii widz rozumie niewiele, ale też nie ma na to nacisku.
Próba objaśnienia jego teorii przy pomocy obiadowego menu.

Teoria wszystkiego / Theory Of Everyting, reż. James Marsh 2014 filmweb

Zostanie po nas złom żelazny…

Ot, lutowy zachód słońca. Pastele i seledyny:

s1

Drogi polne bywają kamieniste. Kiedyś wesoło turkotały po nich furmanki. Dziś starsze panie stukają kijkami do nordic walking. :

s2

Danielowi Olbrychskiemu stuknęła siedemdziesiątka, co uczciliśmy tekstem w tygodniku Przegląd:

s3

Wysuniętym nawet na okładkę:

s4

Koniec odsłuchiwania powieści Johna Le Carre „Single & Single”.:

s5

Ojciec i syn, londyńscy finansiści, którzy próbują zdobyć bajeczne pieniądze robiąc interesy z postradziecką mafią. A ta próbuje wydrenować Rosję ze złomu, krwi (bez metafor) i ropy. Z czasem przerzuca się na heroinę z Afganistanu. Szalenie zyskowne, szalenie ryzykowne.
Ale Le Carre raczej nie o tym. Subtelne relacje ojca z synem, który sprzedał sekrety firmy policji podatkowej. Strasznie gęsta, pogmatwana narracja, czasem trudno się połapać w tych inwersjach, przeskokach czasowych. Ale tez słucha się z przyjemnością, jak byle głupi obrazek, rozmowa, pejzaż jest tu ze strony autora doinwestowany szczegółami, konkretami sprawy i miejsca.

A z okazji Wielkiego Postu widoczek z poznańskiej nekropolii, z Junikowa. Teraz grób nie zabiera już kilku metrów kwadratowych. Często kurczy się do rozmiarów tabliczki wielkości wizytówki na drzwiach, przytwierdzonej do głazu. Głaz za miniony rok:

s6

I głaz za rok, który się nie tak dawno rozpoczął:

s7

Serwis Radia M.: „Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wyraził swoje wsparcie dla kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy”. Kto by się spodziewał… No, ale przynajmniej Radio ma newsa, którego mu wszyscy zazdroszczą.

Strony ojczyste: „60 metrów siatki ogrodzeniowej, grzejniki żeliwne, rower i inne przedmioty skradł złodziej w Jarosławiu. Te rzeczy policjanci odnaleźli na złomowisku”. Przypomina  mi to podobną aferę sprzed bodaj roku. Skradziono metalowe drzwiczki od pieca. Sprawa pozornie beznadziejna. Ale nie na policji jarosławskiej! Połączyli prostą kreską na mapie miejsce dokonania kradzieży oraz najbliższą składnicę złomu. I udali się. Sprawcy spoczywali w przydrożnym rowie, obok drzwiczki. Nie byli w stanie donieść. W wydychanym powietrzu…

Indicum

Bobo Stenson Trio „Indicum” (2012). Ktoś na tym blogu napisał, że Stenson gra nieśmiało. Tak, to chyba dobre określenie. Mnie przychodzi do głowy, że jest to muzyka w stanie zanikania, że łatwo obraca się w ciszę, że zdaje się przepraszać, iż brzmi. A przecież tematy biegną tu z lewa i prawa: od norweskiej pieśni religijnej po kanoniczne motywy jazzowe. W pewnym momencie wydawało mi się, że słyszę im aprowizację wokół „Girl” Beatlesów, ale chyba się przesłyszałem.:

s8