Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Dodzwoniła się!

Poznańska galeria handlowa „Malta”. Dorota włóczy się po sklepach – że też jej się to nie znudzi! – ja w kawiarni, przy komputerze. Co chwilę jacyś przyjezdni przystają i robią sobie pamiątkowe zdjęcie na tle amfilady sklepów. Jak na tle Giewontu lub na molo w Sopocie. Gdyby mogli, wryliby pewnie napis: „Tu byłem”.

Sytuacja na polskiej prawicy szalenie się komplikuje. Oto tytuł jednej z analiz politycznych: „Skompromitowany ziobrysta rozbijał Solidarną Polskę, by Jarosław Kaczyński mógł utrzeć nosa o. Tadeuszowi Rydzykowi.” Nie rozumiem w ząb.

Za to w Radiu M. – falstart. Otóż, aby modlić się na antenie, czyli przed całą Polską (Pan Jezus zalecał raczej, by nikt nas na modlitwie nie widział), dzwonią tam różne panie, rzadziej panowie. I słychać, że bardzo pragną się dodzwonić. Niektóre uczyniły z tego nawet rodzaj sportu, o czym ojcowie prowadzący wielokrotnie mówili. Otóż taka gorliwa dama, gdy nie może się przebić ze swoim głosem na antenę, naciska raz za razem przycisk „redial” w telefonie. W końcu za którymś razem się udaje. Tylko jakoś mi się nie chce wierzyć, że taka pani w trakcie uporczywych prób nawiązania połączenia rozważa jeszcze tajemnice różańca…
Dzisiejszy falstart polegał na tym, że trwała audycja z rozmaitymi ogłoszeniami: a to marsz, a to podpisywanie protestu, a to msza, a to pielgrzymka. I nagle telefonuje słuchaczka i mówi, że ona się zgłasza „do modlitwy”. Ojciec wyjaśnia, że modlitwa będzie dopiero za kwadrans. Ale ten ton żalu w jej głosie, gdy się żegnała… Kto wie, kiedy się znowu dodzwoni…

Dorota, jak się nudzi w bibliotece, to czyta blogi. Na jednym z jej ulubionych pojawiła się informacja, że autorce pękła deska klozetowa. I to w dwóch miejscach naraz. Teraz znajomy, „złota rączka”, próbuje ją posklejać. Ludzie czytają, doradzają, komentują. „- Widzisz – mówi – tak się pisze bloga. A nie te twoje nudziarstwa.”

Ukłony od inwalidy

Wiosenny tatar w restauracji „Pod dębami” w Rogalinie. I jakieś wizualizacje.

Rejestrujemy pierwsze, nieśmiałe jeszcze, wiosenne pąki.

Oraz ogłoszenie miejscowego dilera.

A także rzeczonego tatara, tuż przed spożyciem. Pytanie za pięć złotych. Dlaczego w PRL-owskiej gastronomii tatar nazywany był uparcie „inwalidą”?

To działa!

Gender w polskim filmie, cd. Widziałem to sto razy, ale oglądam, bo mi potrzebne do książki. „Przepraszam, czy tu biją” Piwowskiego. Jest tam scena, w której Belus próbuje się urwać tajniakowi, co go śledzi. I zwraca się do patrolu milicyjnego wskazując na tajniaka: „- Przepraszam panów, ale jakiś facet mnie napastuje. – Jak to napastuje? – Daje pięćset złotych, kwiaty, ciągnie do taksówki … – Który to jest? Ten z kwiatami właśnie.” I już milicjanci dobierają się do gendera.

Internet o potępianym wczoraj księdzu Natanku (w sieci jest doskonale znany): „Nie wiem, co on bierze, ale to działa.”

W portalu Lisa NaTemat. Na temat filmów o papieżu: „O samym Wojtyle filmów było mnóstwo, ale właściwie każdy spotykał się z podobnymi zarzutami. Jak mówi w rozmowie z naTemat krytyk filmowy Wiesław Kot, ostatnia produkcja tylko potwierdza, że na papieżu Polaku kino „poległo”. – Ja nie mam wątpliwości, że to próba wyłudzenia pieniędzy przed kanonizacją. Książki się nie sprzedają, pielgrzymki do Rzymu też słabo, więc jest taki film. I znów, tak jak przy poprzednich obrazach, palimy papieżowi kadzidła, bezrefleksyjnie budujemy mu filmowy pomnik – komentuje. Od „Z dalekiego kraju” Krzysztofa Zanussiego z 1981 roku, przez amerykański „Papież Jan Paweł II” z 1984 roku, po „Jan Paweł II” z Jonem Voight’em i „Karol. Człowiek, który został papieżem” z Piotrem Adamczykiem – zdaniem Kota wszystkie te filmy można wrzucić do jednego worka. Tak jak w przypadku „Karola, który został świętym” pada porównanie do kramu z dewocjonaliami. – Pod Jasną Górą na bazarach sprzedaje się oleodruki z wizerunkiem papieża. Filmy pełnią podobną rolę. Padamy przed papieżem na kolana, a czasem wręcz na twarz. Nie umiemy wykorzystać tego, co dla Polski zrobił, bo podskórnie się go boimy. Wolimy się do niego modlić, niż z nim rozmawiać. Dlatego też tego typu kino rzadko ocenia się pod kątem artystycznym – zauważa krytyk.”

TVN się zapytuje, co to jest z tymi filmami, których tytuły poznaniacy tłumaczą na gwarę. Mówię, że każdy chce być skądś. Nie z anonimowego osiedla i witryny internetowej. Chcą być z Łazarza, Jeżyc, Widy, Górczyna, gdzie kręcimy. Więc nawet młodzi uczą się gwary, bo na co dzień gwarą w Poznaniu nikt  nie mówi. A potem: „Psy” = „Kejtry”; „Chłopaki nie płaczą” = „Szczuny nie duczom”. Itd.

Odpowiedź Frondy Pl na warszawskie „Dni ateizmu”: „Różańce w dłoń, ateistę goń, goń, goń”.

I ostrzeżenie przed grupą metalową Kiss. Bo „Kiss jest grupą, która łączy w swojej twórczości demoniczność, hedonizm, makabrę i seksoholizm, oparte do tego na gruncie obiektywizmu filozoficznego.” Jak by muzycy zespołu Kiss dowiedzieli się, że są oparci „na gruncie obiektywizmu filozoficznego”, to by im dopiero kopary poopadały.

Po poznańskich ulicach porusza się samochód z nadrukowanymi literami „Apokalipsa!!!”. Na dachu obraz M.B. Częstochowskiej i głośniki, z których leci jakieś niejasne przesłanie. Kliknąłem w Internet. Okazało się, że pewien gorliwy wyznawca naszej religii dostał od Ducha Świętego poufną, ale za to pewną wiadomość, że koniec świata wyznaczony został na rok 2017. Czyli za chwilę. I on musi powiadomić o tym ludzkość. Więc w miarę swoich możliwości powiadamia…

Niewykluczone

Po drugiej stronie ulicy – ale przed moimi oknami – zawisł kolorowy baner, który zaprasza na zajęcia z „kultury tropikalnej”. Jeden z przedmiotów: „edukacja dżunglowa”. Może się zapisać? Ostatecznie żyje się w „asfaltowej dżungli”. I to bez elementarnej edukacji.

Właśnie! Z tym nazewnictwem same problemy. Nikt już nie napisze na szyldzie „zakład kosmetyczny”. Teraz pisze się: „Plantacja urody”, „Fabryka wdzięku”, „Farma piękna”. Panie nie powiedzą już, że idą, by być wałkowane, szczypane i okładane błotem. Idą „na farmę”.

Znowu czepiają się biednego księdza Natanka. A on ma takie jazdy! Tak dawał czadu z tej swojej kazalnicy! YouTube notował rekordy odsłon z jego kazaniami. Inni kaznodzieje nie notują nawet ułamka tego zainteresowania. Ale katolicy bywają ludźmi bez poczucia humoru. Czytam w sieci: „To banał, ale widać nie dla wszystkich: I tysiąc Palikotów nie zrobi tyle dla laicyzacji Polski co Natanek, Rydzyk, Michalik et consortes…” Ale też – bądźmy sprawiedliwi – nikt nie zrobi więcej niż oni, by nasze życie było bardziej pogodne, wesołe, optymistyczne.

Wspominałem tu kiedyś o nożowniku, który wtargnął do zboru Świadków Jehowy i pochlastał jedną panią. Okazuje się, że to mógł być tzw. wykluczony. Czyli świadek były, taki, którego wspólnota już nie chce. I że podobno to ta pani go wykluczyła. No, to teraz ma nauczkę.

Z frontu gender. O tym, jak silne jest lobby genderowe, najlepiej świadczy to, iż do tej pory jeszcze setki, a nawet tysiące gmin i powiatów w Polsce nie wydało uchwały potępiającej tę ideologię. Ostatnio uczyniła to Rada Powiatu Wodzisławskiego na Śląsku. Ale i tak można takie uchwały policzyć na palcach obu rąk. Należy więc domniemywać, że tam, gdzie stosownych uchwał nie było, działa silny gender. Czyli w całej Polsce. I co? Rację ma Radio M., że genderyzm nas zalewa!

Niepodpisani

W Buku cmentarz i kościółek. Uroczy, choć nieczynny. I osobliwości. Najpierw ładnie utrzymany grób, porośnięty rasową trawą, zadbany. Ale bez krzyżyka i tabliczki. Grób nieznanego żołnierza? A całkiem obok coś zupełnie odwrotnego. Stoi sobie grobowiec. Z rejestrem pochowanych, a jakże. Ale na szczycie ma dodatkowo napis, że to grobowiec. Po prostu. Żeby ktoś nie pomylił – aż boję się pomyśleć, z czym!

Na czym polegały różnice (odnośnie żywienia) w miastach i na wsi?

Wieś przodem.
Wieś żyła z lasu. Od czasu do czasu z gminnego punktu handlowego też, choć rzadko. Bo zanim się poszło nabyć drogą kupna czerstwy bochenek czy konserwę rybną, trza się było rozpytać, czy Józek, sklepowy, wczoraj aby znowu nie przedozował. Bo jak przedozował, nie było po co nawet dzieciaków posyłać. Odsypiał, sklep miał centralnie w dupie i ady tam z otwieraniem. A jak Józek miał trzydniówkę albo i dłuższy cug (co rzadkie nie było), to wiocha mogłaby sobie spokojnie z głodu zdechnąć. Józek mawiał: „– To są moje święte godziny”. I obracał się na drugi bok. Więc las. Las dawał mięso, podsuwał zakąskę w postaci grzybowej, oraz deser, czyli poziomki, maliny, czarne jagody.

Czytaj dalej…

Trzy antypolskie telewizje

Dorota zażyczyła sobie, by na urodziny zawieźć ją na pizzę do miasteczka Buk. Pojechaliśmy. A przecież po drodze minęliśmy knajpę „U Pisia”. Przypomniało nam to, że Dorota kupowała piwo w Białce Tatrzańskiej w sklepie „U Pipisia”.

W moich stronach rodzinnych kolejna tragedia drogowa. Samochód nie wyrobił na zakręcie, łup w drzewo, kierowca (23 lata) nie żyje, czterej jego koledzy w szpitalu. Jedyną osobliwością tego smutnego wydarzenia był fakt, że dzieciaki rozbiły się jaguarem.

Nie milkną echa skandalicznego incydentu, jakim było przerwanie upolitycznionego kazania ks. Małkowskiego w poznańskim kościele. Głos z Internetu: „Polski Związek Prawdziwych Polaków-Katolików też popiera patriotyczno-narodowo-prawicowe kazania w kościołach (w ramach tolerancji dopuszcza tez raz w miesiącu ewentualną możliwość głoszenia kazań nie związanych z polityką).” Na sugestie, że to była robota rozbijacka, dzieło „grupki prowokatorów”, inny internauta zareagował cytatem ze znanej piosenki: „Skąd ja to znam – grupka prowokatorów? Już wiem:

Widziałeś wczoraj znów w dzienniku
Zmęczonych ludzi wzburzony tłum
I jeden szczegół wzrok Twój przykuł
Ogromne morze ludzkich głów
A spiker cedził ostre słowa
Od których nagła wzbierała złość
I począł w Tobie gniew kiełkować
Aż pomyślałeś: milczenia dość.”

W prasie wyznaniowej dyskusja na fundamentalny temat: czy Rosja została w końcu poświęcona Matce Bożej, jak ta życzyła sobie w Fatimie, czy nie. Bo niby nasz papież podchodził do tego tematu kilka razy, ale zawsze czegoś w tym akcie poświecenia brakowało: a to tego, a to tamtego… No i w końcu – nie wiadomo.

Bez Jana Pietrzaka i jego przenikliwych diagnoz bylibyśmy jak te pijane dzieci we mgle.
„Polska nie jest Rzeczpospolitą, ale drugim PRLem. Mamy PRL-bis, przedłużenie tamtego ustroju. (…)W tej sprawie główną rolę odgrywają media, trzy wielkie telewizje głównego nurtu, które ogłupiają Polaków i nie pozwalają na demokratyczne wybory. Jak w głowach jest zamęt i fałsz to ludzie nie potrafią wybrać. Polską rządzą trzy telewizje antypolskie”.
Inna sprawa, że dla Pietrzaka byłoby najlepiej, gdyby wrócił PRL, a z nim jego dawna pozycja, pieniądze i sława. Bo jak nastało to, co mamy teraz – obojętnie: wolne czy kontynuacja – to Pietrzak nie ma ani tego, ani tego, ani tego…

Kocham moją. Inni niech kochają swoją!

Na zajęcia przychodzi studentka, która ma na sobie pojemny, czarny T-shirt. Na nim widnieje wybity wielkimi, białymi literami napis: „Lubię moją dupę”. Ogarnia mnie tęsknota, aby na następne zajęcia przyjść w T-shircie z napisem: „Lubię mojego…”

Jarosławska ruletka. Nudził się pewien młodzianek. W Jarosławiu nie nowina – spędziłem tam pierwszych 18 lat życia! Wiem, rozumiem. Więc wszedł na wiadukt, na obwodnicy z kieszeniami pełnymi kamieni. Większych i mniejszych. I spuszczał w dół, po jednym. Raz trafił, raz nie. Kierowcy z reguły nie zatrzymywali się – ostatecznie, to tylko Jarosław. Ale zawsze znajdzie się jakiś prosiak. Zawsze znajdzie się kapucha! Zwłaszcza w Jarosławiu.  Taki wyskoczył z fury  i – szpula za chłopakiem. Dorwał, doprowadził, sąd rodzinny. Chłopak wszystko to będzie to miał w papierach. Przez następne lata, kiedy też będzie próbował różnych sztuk. Aż dostanie dożywotkę. W jarosławskim  powiecie – to norma. A wszystko przez głupi odprysk lakieru. W warsztacie parę marnych złotych. Splunąć nie warto.

Oglądam do obłędu, bo mi to potrzebne do książki –  „Eroikę” Munka z 1957. Gdyby dzisiaj ktoś pokazał taki film o powstaniu warszawskim, zarąbaliby go żywymi siekierami na placu przed Zamkiem Królewskim. A tak – Andrzej Munk zginął sobie w banalnym wypadku samochodowym.

Niewyraźny

Sam –  niewyraźny, jak co dzień. Na zdjęciu, na którym zdjęła mnie Dorota – próbuję się dźwignąć. Ale przestrzeń stawia zaciekły opór. Z tym, że! Spokojnie, to tylko wachta! Dzień,  jak co dzień! Czternaście stronic gotowych do druku – dzień  w dzień. Do us…. śmierci. Ale tak to sobie wybrałeś. Jak to – jak mówiła Matka – tak „sobie ofiarowałeś”:. Więc: morda w troki i – jechane!