Miesięczne archiwum: Październik 2013

Blokada główki

Patrzę w maila – wiadomość. Moja córka Alicja poprzez Facebooka zaprasza, żebym dołączył do grona jej znajomych. Klikam, że tak. Ma tam już 157 znajomych, a to znaczy, że ja jestem teraz jej 158. znajomym. A pomyśleć, że kiedyś byłem pierwszym, najwyżej drugim…

Gdy ktoś na FB podał wiadomość o śmierci Tadeusza Mazowieckiego, błyskawicznie mnóstwo forumowiczów klikęło: „Lubię to!”

Słuchowisko. „Gdy Pan Bóg śpi”  Andrzeja Mularczyka. Literat, któremu pisanie nie idzie, kupuje za psie grosze mieszkanie w doskonałej okolicy. Tyle, że z mieszkanką. Na szczęście ta staruszka ma ciągle mnóstwo do opowiedzenia. On tylko spisuje i rusza z miejsca.
W słuchowiska otwierane drzwi zawsze skrzypią, choćby nie wiem jak elegancka była to rezydencja. Podłoga też – choćby stąpali po kamiennej posadzce.
W sumie fabułka przeciętna. A przecież to Mularczyk wymyślił „Samych swoich”. O reportażach nie wspominając. Ale radio ma swoje prawa – łopatologia jest konieczna. Tego słuchają miliony.

W telewizji nowa wróżbitka. Może na miejsce wróżbity Dawida, którego puknęli, gdy się okazało, że grywał w filmach pornograficznych. Ocenia stan zainfekowania osoby przez „podczepienia”. Nikt zdrowy na umyśle nie ma pojęcia, co to takiego „podczepienie”, ale pojęcie zostało puszczone w obieg i żyje własnym życiem. Więc panie dzwoniące regularnie domagają się odsunięcia „podczepienia”, zwłaszcza, że bywa ono już w trzecim pokoleniu („odcinam, odcinam, odcinam”).
Poza tym złe moce, klątwy, czyli standard. Do dzwoniących nowa wróżbitka mówi jak do dzieci (też standard). Jej ulubiona diagnoza brzmi: „Blokada główki”.

Muzyka misyjna

 

Podtrzymujemy nastrój. „Misja” Rolanda Joffe’a” była filmem niewygodnym. Bo wprawdzie pokazywała trud misjonarzy jezuickich w interiorze Ameryki Południowej, ale też postawę Watykanu. Stojącego na stanowisku, że misję należy rozwiązać i pozwolić nadal Portugalczykom odławiać niewolników z grona nawróconych przecież Indian. I Robert DeNiro ginie od kul niosąc monstrancję w uroczystej procesji.
A fenomen muzyki Ennio Morricone polegał na połączeniu liturgicznych śpiewów kościelnych z rytmami indiańskimi.
Internauta: „The music comes from haeven”.

Kto podaje ręcznik?

Kiedy dziewczyna ma piętnaście lat, nienawidzi mężczyzn i wszystkich chętnie by wymordowała. Ale w dwa lata później rozgląda się, czy któryś przypadkiem nie ocalał.
Tadeusz Gicgier

Łatwo zbierać kokosy, gdy ktoś inny trzęsie palmą.
Władysław Grzeszczyk

Polakom zagraża nie tyle wódka, ile woda sodowa.
Paweł Jasienica

Gdy władza umywa ręce, ciekawe, kto wtedy podaje ręcznik?
Zbigniew Jerzyna

Życie jest jak zjeżdżanie na sankach. Najwięcej śmiechów wzbudzają upadki.
Edward Jokel

Dobre aktorstwo w filmie jest wtedy, gdy go nie widać.
Zygmunt Kałużyński

„Współczesna aforystyka polska” oprac. Joachim Glensk

Ostre psy / Hot Fuzz

 

Komedia. Londyński glina z rekordami w kwestii zatrzymań wypchnięty na prowincję, bo przy nim wszyscy inni okazują się rozpaczliwie mało efektywni.
Tylko, że na prowincji panuje inna miara tego, co jest przestępstwem. Tu się żyje spokojnie nie dzięki prawu, lecz dzięki tolerancji.

I wszystko fajnie do momentu aż w miasteczku zjawi się autentyczny „ponury żniwiarz”.

Timothy Dalton (kiedyś Bond) zaplątał się w obsadzie. Jako czarny charakter.

Policjanci zamiast działać, ględzą przy piwie, a w tle słychać zespół Sweet i słynny kawałek „Action”.

No i jak na początku pojawia się strzelba, to już jest pewne, że pod koniec…

Ostre psy / Hot Fuzz, reż. Edgar Wright, 2007

Szelest soboli

Portal prawicowy wPolityce.pl nie gra fair. Po lewej biegną arcyinteresujące informacje, jak np. wystąpienie prezesa Kaczyńskiego w Błoniu, a po prawej wyzywająca reklama bielizny damskiej (przezroczystej!). I oszalałe oko lata – raz tu, raz tam, zamiast się koncentrować na pryncypiach. Panowie, zdejmijcie z Prezesa te biustonosze, do diaska!

Znowu dziesięć kilometrów w Parku. Tym razem wokół jeziora Góreckiego i to półbiegiem, bo byłem poumawiany na mieście. Jezioro jak z oleodruku. Na jeziorze wysepka. Na wysepce ruiny gotyckiego zamku – zbudowanego w I połowie XIX wieku. Przez Tytusa Działyńskiego dla małżonków Potockich. Podczas Wiosny Ludów Prusacy sądzili, że tam gnieździ się dowództwo polskiej partyzantki i zameczek ostrzelali z dział. Zostały ruiny, ale za to wielce romantyczne.

W Radiu M. relacja z inauguracji roku akademickiego w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jeden z przemawiających zauważa, że po absolwentów, z racji ich wysokiej fachowości, „wyciągają się ręce z różnych stron”. Pewnie chodzi o TVN24 i Polsat News. Inny prelegent dostrzega władze Uczelni w uroczystych strojach i zaznacza, że na sali „słychać szelest soboli”. Czy ktoś wie, jak szeleszczą sobole?

Zagadka mapy samochodowej

Są aforyzmy, czyli zdanka błyskotliwe, nastawione na grę słów, paradoks, oryginalne sformułowanie. I sentencje – myśli mądrościowe, rady życiowe, wskazania. Jakoś nie mam zaufania do sentencji, czyli wskazań w ważnej sprawie, które zamykają się w jednym zdaniu. Wolę zabawę. Więc – aforyzmy.

Każdy dziennikarz ma w swej twórczości tylko te dwa okresy: pierwszy, kiedy się dobrze zapowiada i drugi, kiedy się na dobre skończył. Ten drugi okres trwa zwykle trochę dłużej.
Karol Badziak

Z mapy samochodowej można się wszystkiego dowiedzieć z wyjątkiem tego, jak potem tę mapę złożyć.
Janusz Białecki

Chcesz „zrozumieć” obraz? Poświęć mu tyle czasu i skupienia, ile potrzebujesz na przeczytanie „Wojny i pokoju”, „Popiołów”, „Czarodziejskiej góry” lub „Trylogii”.
Bogumił Baczyński

Zapewne wielkość naszych czasów można mierzyć zarówno osiągnięciami techniki, jak ilością spożytego alkoholu. Wydaje mi się jednak, iż  żadna z tych miar nie oddaje istoty rzeczy.
Bogdan Butryńczuk

„Współczesna aforystyka polska” oprac. Joachim Glensk

Tax free

 

Ciągle w należnym nastroju. Nina Simone w pełnym paletażu, ale tu zacytujmy „Here Comes the Sun”. Ładnie to obrobiła na fortepianie, głos jakby nieco nadwyrężony. Ale ona wszystko tak mruczała – jazz, bluesa, pop, rock, nawet poważną. No i nie płaciła podatków, co – poza muzyką – chwali jej się najbardziej.

Jack Reacher. Jednym strzałem / Jack Reacher

 

Oszalały były snajper wojskowy strzela do kogo popadnie. Aresztowany, prosi o pomoc dawnego dowódcę. Dowódca wnika w strzelaninę i odkrywa, że nic w niej nie jest takie, jak się początkowo wydawało. To wielka afera, w którą snajper wplatał się przypadkowo.

Tom Cruise nie starzeje się wcale.

Przygodna dziewczyna przechwala się przed Cruisem: „- Widuję krew na co dzień”. „- Przynajmniej nie jesteś w ciąży”.

Rosamud Pike w „Bondzie” wydawała mi się olśniewająco piękna. Teraz jakby mniej. Może pogoda nie teges…

W smacznej, ozdobnej rólce Robert Duvall. Czy on był kiedykolwiek młody?

Po tym poznaje się jakość – nawet drobne rólki to osobne charaktery. Nie ma „kobiety na werandzie”, „mężczyzny w autobusie”. Każdy ciągnie za sobą jakąś historię.

I stara śpiewka odnośnie tropione afery: należy pilnować szczegółów. Jak się nie zgadzają, znaczy, całość śmierdzi.

Cztery przypadkowe ofiary, aby ukryć jedną – piątą. Już Chesterton pytał: „Gdzie mądry człowiek ukryje liść? W lesie”.

Jack Reacher. Jednym strzałem / Jack Reacher, reż. Christopher McQuarrie, 2012

Cmętarz dla zwieżąt

Cmentarz dla zwierzaków miał zostać utworzony na obrzeżach Poznania, ale podniosły się głosy. Że niby padlina zanieczyści studnie, że będzie tłoczno na ulicach dojazdowych. Mnie się jednak wydaje, że ludzie z jednej strony żywią jakieś zabobonne lęki – stąd tytuł powieści S. Kinga powyżej – a z drugiej boją się, że nagle znajda się w śmiesznym sąsiedztwie, obok nagrobków ukochanych pudelków i pekińczyków.

Osiem kilometrów po lesie (oczywiście w deszczu). Fajnie, tylko przeraźliwie płasko, jak na Mazowszu. Najwyższa w Wielkopolskim  Parku, Osowa Góra, liczy sobie 132 metry. I to już cały nasz Everest. Dlatego te płaskości fotografowałem dziś z wieży.

Słuchowisko. Andrzej Mularczyk „Jaka piękna katastrofa”. Aktor, który miał grać Makbeta przychodzi na premierę pijany. Został spity przez gangstera, który zachwycił się jego tekstami z Szekspira, bo pasowały do jego szemranych interesów.
„Spadaj grabarzowi na łopatę!”
„Wsunę cię pod trawnik”.

Z drugiej strony Poznania stary, zapomniany (?) Młyn Kowalewko. Na końcu na wpół zarośniętej, leśnej drogi. Kiedyś skręciliśmy tam z głównej na nagłe siusiu. Wydawało się, że diabeł mówi „Dobranoc”. A tymczasem ten młyn ma stronę na FB (link Facebook, dop. webmaster). Ludzie urządzają tam weseliska, muzycy rockowi maja próby. Fruwają bieliki, ryja dziki, pływają jenoty. Prowincja jest w nas, a nie na końcu zarośniętej drogi.

W Mosinie napis pod znakiem drogowym: „Kierowco! Chroń jeże!”