Miesięczne archiwum: październik 2013

Z odzysku

 

W ramach pokuty. Rozwleczone pieśni SBB z płyty „Pamięć”. Jękliwy głos Skrzeka, niespieszne gitary. Gdzie te czasy, gdy oni „Z których krwi krew moja” śpiewali w Opolu i wszyscy z uznaniem kiwali głowami, jaka to postępowa muzyka. I jak to dobrze, że obok Anny Jantar mamy i takie cudo. Dziś grają w klubach, na prowincjonalnych festynach. Skrzek czasami solo na organach w jakimś kościele…

Moje prywatne roraty

Adwent tuż tuż, więc czerpiemy z otchłani wieków, żeby choć symbolicznie zażyć tej atmosfery. Ciemny świt, fioletowe szaty liturgiczne, przy ołtarzu płonie świeca roratnia. Zawodzący śpiew starych kobiet.

Ze „Śpiewnika kościelnego” X. Jana Siedleckiego (Lwów 1928)

Pieśń XVII-wieczna:

Archanioł Boży Gabryel posłan do Panny Maryjej
Z majestatu Trójcy Świętej tak sprawował poselstwo k’Niej
Zdrowaś Panno, łaskiś pełna, Pan jest z Tobą, to rzecz pewna.

Panna się wielce zdumiała, z poselstwa, które słyszała
Pokorniuchno się skłoniła jako panna sromięźliwa.
Zasmuciła się z tej mowy, nic nie rzekła aniołowi.

Pieśń XVIII-wieczna:

Spuśćcie nam na ziemskie niwy, Zbawcę niebios obłoki
Świat przez grzechy nieszczęśliwy, woła z nocy głębokiej.
Gdy wśród przekleństwa od Boga, czart panował, śmierć i trwoga
A ciężkie przewinienia zamkły bramy zbawienia.

Ale Ojciec się zlitował nad nędzną ludzi dolą.
Syn się chętnie ofiarował, by spełnić wieczną wolą.
Zaraz Gabryel zstępuje i Maryi to zwiastuje
Iże z Ducha świętego pocznie Syna Bożego.

Tak nawiasem. Dzisiaj organiści początek pierwszej pieśni lekko zmienili, bo zawsze wychodziło niezręcznie: „Archanioł –bożyga –bryel”.

Niezniszczalni 2 / Expendables II

 

Obszerny teaser – akcja przedwstępna – żeby wylegitymować bohaterów, jacy to oni sprawni. Zasada jest taka, że jak oni strzelają, to zabijają, ale jak strzelają ich przeciwnicy, to kule lecą gdzieś tam.

Panel zadań prosty: namierzyć, znaleźć, zabić.

Ale wszystko z humorem. Jak wyrzucają uwolnionego, w ramach zlecenia, chińskiego milionera z samolotu (ze spadochronem), to z okrzykiem: „- Chińszczyzna na wynos!”

Stallone do Norrisa:- Słyszałem, że ugryzła cię kobra”. „- To prawda. Po pięciu dniach męczarni… kobra zdechła”.

Zamiast:  „- Rest in peace”, „Rest in pieces”

Schwarzenegger przewierca się przez ścianę: “I’m back!”

Niezniszczalni 2 / Expendables II, reż. Simon West, 2012

Sterta literatury

Diabeł podkusił. Na wykładzie z prasy staropolskiej mówię o ostatniej żonie Władysława Jagiełły (niepiśmienny), królowej Zofii, która usilnie promowała język polski. Wtrącam. „- Jagiełło, kiedy przedstawiał swoją żonę możnym panom, mawiał: >> Panowie pozwolą, moja żona… Zofia!<<” Na sali cisza. Nagle jedna pani „- Ja to już gdzieś słyszałam…” Ja: „- Tak? Niemożliwe…”

 

Z hukiem otwarto w Poznaniu ogromne City Center przy głównym dworcu kolejowym. Pytam studentów o wrażenia: „- Pierwszego dnia ubikacje były za darmo…” Ot, poznańskie podejście.

Pisarz Jonathan Carroll gościł w Poznaniu promując nową książkę. Przed laty, również w Poznaniu, robiłem z nim wywiad. W jego powieściach pojawiają się postacie ze snu, zmarli, zwierzęta mówią ludzkim głosem. Zagadnąłem go – jak pewnie każdy rozmówca – o ten „realizm magiczny”. Odpowiedział, że standardowe powieści po prostu go nudzą. „- Kiedy przeczytam 20 pierwszych stronic i rzecz mnie nie wciąga, po prostu wyrzucam książkę przez okno. I panu też to radzę”. Gdybym posłuchał, pod balkonem miałbym już całkiem niezłą stertę.

Krótka historia samobójcy

 

Brnijmy w muzykę funeralną. Przed 1. listopada. Kiedyś planowałem, że każę sobie tę piosenkę zagrać na własnym pogrzebie. Bo jest o facecie, który bardzo się spieszy przez całe życie. A w końcu strzela sobie w łeb, kiedy czeka na skrzyżowaniu na zmianę świateł. I już nie zdąży zauważyć, że właśnie ma zielone. Teraz, kiedy mi już bliżej niż dalej, przestałem się tak bardzo utożsamiać z piosenką o samobójcy.
Jakiś komentator na Youtube napisał, że kto nie podziwia tej piosenki, nie zasługuje na miano człowieka. Bez przesady, bez przesady…
The Beatles „Day in the Life”

Idiota jako taki

Z zasobu red. Andrzeja Niczyperowicza („Głos Wielkopolski”)

Ludzie cenią idiotów, nawet im stawiają pomniki (patrz – okazały monument Szwejka w Pardubicach). Chico, najmądrzejszy z braci Marx tak prawił: „- Niech was nie zwiedzie, że on wygląda jak idiota i zachowuje się jak idiota. On naprawdę jest idiotą…”

Zmiana pasa / Changing Lanes

 

Nowy Jork, wieże jeszcze stoją.

Banalna stłuczka na ulicy. Skutkiem jej dwaj nowojorczycy spóźnią się do sądu o 20 minut. To zmieni życie każdego z nich. Że przypadek rządzi światem? U Kieślowskiego już było.

Młody prymus w kancelarii adwokackiej. Spieprzył sprawę, ale boi się o tym powiedzieć szefom. Żadnej skazy na wizerunku.

Żona, żeby obudzić w małżonku ducha wspólnoty: „- Trzymajmy się razem. Jesteśmy partnerami”. Jak duet policjantów.

Całość podpada pod Zanussiego. Z tym, że protagoniści jeszcze dokądś chodzą i jeżdżą. U Zanussiego gadają na miejscu.

Zmiana pasa / Changing Lanes, reż. Roger Michell, 2002

Bank robbery

Media przez cały dzień trąbią o tym, że nieznany facet wpadł do filii banku na ulicy Krauthofera – 200 metrów ode mnie – zażądał pieniędzy, dostał i zmył się bez śladu. I pozamiatane. A tu człowiek ślęczy, oczy nad tym laptopem psuje, a ledwo starcza na benzynę. Czas wyciągnąć naukę.

Pora odnotować, w ramach dziennego menu, jeszcze jedną praktykę: słuchowiska. A tu tak na moje oko mistrzostwo świata, czyli „Prorok Ilja” Tadeusza Słobodzianka. Po raz pierwszy słuchałem tego na kempingu w Augustowie minionego lata. Ledwie o szóstej skończyła się cisza nocna, a już młodzież zaczęła się bawić słuchając: „Ja kocham ją, ona tu jest…” Spać nie sposób, włączyłem mp3. Potem słuchałem tego dobrych kilka razy. I oceny nie zmieniam, a nawet wręcz przeciwnie.

Pięć kilometrów po lasach (w deszczu). Pięć godzin wykładów z historii prasy. I to miłe i tamto przyjemne. Gdyby tak jeszcze wykłady na leśnej polanie…

Kawałek mięsa…

 

Powołałem się w notatkach z dzisiejszego filmu na piosenkę Paula Younga, no to puśćmy ją sobie. Fryzura, strój estradowy, aranże, instrumentacja – wszystko czyste lata 80-te. Mnie się to kojarzy następująco.  Środek zimy, minus 20. Jadę na urlop z poligonu (spaliśmy w namiotach). W pociągu ciepło, zdrzemnąłem się i nie zdążyłem wysiąść w Pile. Stoję więc w otwartych drzwiach wagonu i wyczekuję, aż pociąg zwolni. Zwolnił dopiero w Jastarni, ale dobre i to. Skaczę, turlam się z nasypu. Miasteczko wymarłe. Posiedziałem trochę na pustym dworcu, ale czuję, że kostnieję. Więc na szosę. Któryś kolejny tir zabrał mnie do Wałcza. Tam mnie kompletnie rozłożyło. Wreszcie budzę się z maligny, włączam telewizor (tranzystorowy, radziecki), a tam Paul Young. „Every Time You Go Away”…
Internauta dopisał pod teledyskiem. I always heard: „Every time you go away, you take a piece of MEAT with you.” Po prostu praktyczne podejście do życia.

Polska właśnie

Redaktor Tomasz Sekielski odczuwa przemożna potrzebę zerwania kurtyny, za którą polski rząd i rozmaite agencje wywiadowcze robią brudne interesy kosztem społeczeństwa. Mógłby  się oburzyć w radiu lub w gazecie, ale on wybrał potoczystą powieść sensacyjną z kluczem. Słusznie. Fabułka dłużej trzyma się pamięci. A w fabułce sami swoi, choć pod innymi nazwiskami.
Rząd jest tylko klubem dyskusyjnym. Rozmaite agencje wywiadowcze kręcą nim, jak chcą. Premier podejmuje decyzje w zależności od tego, jaką teczkę mu akurat podsuną. Bo to jest kurek na wietrze – kalkuluje w kategoriach kadencji. Tej, najwyżej następnej. A wywiad działa w perspektywie wielu dziesięcioleci. Rozumie, że opłaca się zainwestować w młodego, wybijającego się działacza. Wesprzeć finansowo (pensyjka z rady nadzorczej), wysłać na stypendium, przyspieszyć karierę… A jednocześnie cyknąć parę kompromitujących fotek, zebrać podpisy, że wzięło się fundusze na kampanię. I tak zaopiekowany działacz wspina się, a papiery sobie grzecznie czekają. Na moment, kiedy agencja wywiadu wyrazi zapotrzebowanie, by – teraz już premier – podjął decyzję po jej myśli. Bo jak nie… Zresztą, po co te nerwy?  Media to pięknie uzasadnią, bo tam też pełno redaktorów, którzy siedzą na dwóch stołkach.
A po myśli wywiadu jest, by Polacy nie przelewali w Iraku krwi na darmo. Tylko żeby władze Iraku dopuściły polskie spółki do eksploatacji złóż naftowych. Nafta za krew. Tylko, że to wprawdzie są spółki polskie, ale bynajmniej nie kontrolowane przez skarb państwa, lecz przez inwestorów prywatnych. A w praktyce przez wysokich oficerów wywiadu. Forsę wykłada jednak nie pułkownik wywiadowni (po kursach w KGB), lecz dorobiony biznesmen. On też nie wziął się znikąd. Kiedy zaczynał, był drobnym, choć obrotnym kryminalistą. Więc pchnęło się go na zachód, by tu nie lazł sędziom przed oczy. By raczej inwestował pieniądze, które głupi rząd pakował w FOZZ. On coś tam skubnął dla siebie i teraz okupuje szczyty list najbogatszych. Stać go nawet na własną telewizję, która co wieczór pakuje rodakom do głów sieczkę. Oni zresztą w swej masie za tym przepadają.
Ale – jak w dobrym thrillerze – w tej układance namiesza pewien kliniczny wariat i agenciak, któremu już wszystko się poplątało i nie wie, komu służyć. No tak, jak polityka oszalała, to najlepiej napuścić na nią wariata.
Wreszcie uroczy drobiazg. W trakcie operacji pewien agent dostaje kryptonim „Malik” i za cholerę nie rozumie, dlaczego. My wiemy. To oczywiście z filmu Jacka Bromskiego „Zabij mnie glino” ze środkowym Lindą. Bo jak ktoś czyta kryminały Sekielskiego, to ogląda też kryminały Bromskiego. I odwrotnie.

Tomasz Sekielski, Obraz kontrolny, Rebis, Poznań, 2013 LINK

„Uważam rze”