Miesięczne archiwum: Lipiec 2020

Czasy i miejsca

Wieczór nad jeziorem, tym samym. Ostatecznie trudno o jakieś całkiem nowe.:

Ciągnie się wątek akademicki. Dziś dwie obrony prowadzonych przeze mnie prac. Magistrant pisał o kinie gangsterskim. Rozgadaliśmy się o „Człowieku z blizną” („Scarface”), że trzeba było samego siebie przywoływać do porządku. Zazwyczaj w podobnych razach usadzają mnie inni członkowie komisji przypominając, że to procedura akademicka, a nie klub fanów.:

I jak co tydzień Radio Dla Ciebie (warszawskie, publiczne). Pogwarka filmowa z Romkiem Rogowieckim.:

Z wyjazdu. Kalwaria Pacławska, Bieszczady tuż przy granicy z Ukrainą. Życiowy węzeł. Nigdy się od niego nie uwolnię. I nie chcę.:

I krzyż pod lasem, pod opiekuńcza sosną, we wsi Maćkówka pod Przeworskiem, gdzie chciałbym być pochowany, co się nigdy nie zdarzy.:

Anna Arno „Ten kraj”

Anna Arno „Ten kraj”:

Migawki, wrażeniowe, wspomnieniowe, reporterskie z Polską i autorką w roli głównej.
Cytaty:

Gdybym chciała zrozumieć ten kraj, zaczęłabym od pasów musztardowej lamperii. Od zielonych ścian i zapachu linoleum.

Opowieść o moim kraju zaczęłabym od zapachu kolejowych toalet, od wiecznie zamazanych okien, od obrzydzenia i ulgi następującej zaraz potem. Od zielonych papierowych ręczników, które czasami, mimo wszystko, są tam zapewnione. Zaczęłabym od barowych krzeseł w Warsie, od składanych stolików, od brudnych firanek w nieokreślonym kolorze. Zaczęłabym od pociągu, gdzie zawsze jest zimno albo za gorąco. Nie ma na to rady, to źródło wiecznej frustracji, ale także międzyludzkiej solidarności. Przynajmniej jest o czym zagadać.

Czytaj dalej…

Konin na sucho

Na kawę pojechaliśmy na konińską starówkę. Pomników mnóstwo, ani jednej czynnej kawiarni, lodziarni, cukierni.:

Z wyjazdu. Cisna. Na pomniku ku czci „utrwalaczy” nowa tablica i zatarte przez czas płaskorzeźby naszych dzielnych chłopców od Waltera walczących z UPA. Reszta – jak zwykle.:

I Ustrzyki Dolne. Nasza ulubiona pizzeria, niestety, zamknieta, drzwi porosły pajęczyną… Ale orły w gotowości.:

Dominik W. Rettinger „Klasa”

Dominik W. Rettinger „Klasa”:

Polski thriller polityczny. Akcja jak w pospiesznym Warszawa-Suwałki. Ale gdyby bohaterowie – słuzby specjalne, aktorzy, dziennikarze, politycy – nie zachowywali się jak idioci, nie byłoby o czym pisać. Poza tym mnóstwo rzeczy z serii: Jak mały Kazio wyobraża sobie..? Dziennikarz, który ma codzienną stałą audycję w głównym polskim radiu prywatnym (Zet?) w wirze wypadków całkiem o niej zapomina. Cóż, każdy, kto przez pewien czas pracował w reżymie dziennikarskich deadline’ów, rozumie, jaki to idiotyzm.
Cytaty:

Z Karolem Anna poczuła się bezpieczna, ale wkrótce zrozumiała, że nie mają szans na prawdziwą bliskość. Jej uczucia nie przebijały się przez niewidzialną barierę, za którą Karol mierzył się z lękiem przed utratą prawa do odrębności.

Damian jest heroinistą, przeżył ostry kryzys. Jest na odwyku. – Adam coś mówił. Myśleliśmy, że to kokaina. – Jak artysta z sukcesem? – Klaudia uśmiechnęła się ze smutkiem. – Od tego się zaczęło, od świetnej zabawy.

Czytaj dalej…

Bieszczadyzm

Wieczorna kawka w Gnieźnie, żeby całkiem nie zwariować od tego siedzenia w fotelu. Bolesław Chrobry na pomniku ma taką minę, jaką rozpoznaję u siebie w tym delikatnym momencie, kiedy przyjąłem już dwa piwa i wiem, że to najwyżej połowa dystansu. Poza tym producent wódek, pan Bolesław Kasprowicz jak żywy na terenie dawnej wytwórni. I zając z lampką wina. Kloss: „Dlaczego pan, panie Zając udaje, że pije?!”:

Z wyjazdu. Lesko i jego zjawiskowa synagoga. Nie tak dawno rozmawiałem o niej w Skwierzynie z panem opiekującym się żydowskimi cmentarzami. Teraz w działającej tu galerii znów nie mogłem się oprzeć i nabyłem dwa wybitne dzieła malarskie reprezentujące kierunek zwany bieszczadyzmem. Poza tym są tu ławki, które trzeba przeczytać zanim się na nich usiądzie.:

Zapora w Solinie. Na niej ekspozycja martrologicznych zdjęć z okresu II wojny: od Auschwitz po Wołyń. Tak, trudno o lepsze pozycjonowanie martyrologii narodowej niż tama w Solinie w lipcu. A do samej tamy też trzeba się przedzierać przez uliczkę kramów. Gwar większy niż na Krupówkach. Tutaj nagle podszedł do mnie nieznany mi pan i oświadczył, że jestem krytykiem filmowym i występuję w telewizji. Najpierw dyskretnym ruchem (jak zawsze w takich wypadkach) sprawdziłem, czy mam zasunięty zamek przy spodniach, a dopiero potem udałem zdziwienie.: