Miesięczne archiwum: Luty 2017

Radio Merkury, wtorek 28 lutego 2017

Mili Państwo,
Dziś ostatki albo mięsopust, albo kozelek, w Wielkopolsce jednak raczej Podkoziołek, a to znaczy, że mamy wtorek przed Środą Popielcową , która oznacza początek wielkiego postu i początek oczekiwania na Wielkanoc. I teraz: co to się oznacza? W podkoziołek urządza się wyjątkowo huczne zabawy, bale, imprezy, domówki, bo od jutra już czas powściągliwości i umiaru. W nocy z podkoziołka na Środę Popielcową kończą się wszelkie hulanki, nawet karnawał w Rio de Janeiro. W dawnej Wielkopolsce we wtorek o północny w gospodach zjawiali się fornale z batogami. Na końcu rzemienia mieli poprzywiązywane śledzie i jak zastali jakiego pijaka nad kwartą piwa albo i wódki, chłostali tym śledziem tak długo, aż pijak odpuścił i szedł do domu pokutować.

Jutro, kto chętny, może mieć w kościele głowę posypaną popiołem. Z dzieciństwa pamiętam, jak pewna pobożna pani podeszła do ołtarza, uklękła. Celem pobrania popiołu na głowę. Podszedł ksiądz z tacą. Na tacy popiół. I obojgu pomyliło się naraz. Pobożna pani przez lata przywykła klękać przed ołtarzem i wysuwać język, bo przystępowała do komunii. Tak uczyniła i tym razem. Kapłan przez lata przyzwyczajony był w takiej sytuacji kłaść hostię na język. Zobaczył wysunięty język, zadziałał odruch i zamiast posypać popiołem głowę, posypał kobiecie popiołem język. Ona przełknęła go jednak gładko, bo to była bardzo pobożna niewiasta.

Pożółkła prasa, „Nowy Kurjer”, Poznań 1927, ogłoszenie: „Dyrekcja Okręgu Poczt i Telegrafów uprzejmie p.t. Publiczność zawiadamia, że najtańszym sposobem przesyłania żywności krewnym i znajomym jest paczka żywnościowa. (…) Paczki żywnościowe wysyła się najszybszemi połączeniami pocztowo-kolejowemi. (…) Dyrekcja nadmienia, że dziczyznę, tak pierzastą jak i osierścioną (niekrwawiącą), można nadać do przewozu pocztą bez żadnego opakowania, wystarczy na chorągiewce wypisać adres odbiorcy i chorągiewkę przymocować do wysyłanej dziczyzny. Taki sposób przesyłania ma szczególne znaczenie przy przesyłaniu na święta zajęcy”.

Słowo poetyckie na ósmą czterdzieści 28 lutego. Stanisława Nowak i wydany w zeszłym roku tomik „Żyj z poezją”, a w nim choćby wiersz o Polsce, jakże trafny, jakże wnikliwy:

„Polska to piękny i ukochany kraj
Raz była gnębiona, raz rozkwitała jako gaj.
Bardzo ciekawą miała więc historię:
Przeżywała upadek, innym razem glorię”.

Poetka się – jak widać – nie patyczkuje, nie owija w bawełnę, twardo mówi jak jest. Docenili to sponsorzy tego tomiku, który liczy sobie 44 stroniczki. Gdzie kończą się wiersze, zaczynają się foldery reklamowe hojnych darczyńców, jako to: gmina Krzęcin, powiat choszczeński, wulkanizacja opon Wolpon, piekarnia i cukiernia Nykiel, Zakład Przetwórstwa Mięsnego Ozimek, Marek Juraszek lekarz-psychiatra, Gospodarczy Bank Spółdzielczy w Choszcznie, Skup Złomu i Metali Kolorowych w Choszcznie oraz Fundacja Wspierania Kultury. Do czego doszedłby Mickiewicz, gdyby miał tylu sponsorów?!

A tak – użalał się biedak: „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie Co to będzie, co to będzie”.

Jak powiada klasyk: „Nic. Będzie tak samo. Albo lepiej”.
Wiesław Kot

Poznam panią do spotkań

Oscarowa jazda po mediach. W poniedziałek od 7-mej rano do 21.00. A tu pan operator wykonał zdjęcia artystyczne.:

W klubie Pies Andaluzyjski prelekcja ilustrowana o rasizmie w kinie.:

Czytam: „– Wielu z was nie dorównuje Misiewiczowi intelektem! – takimi słowami szef MON zwrócił się do członków sejmowej Komisji Obrony w czasie utajnionego posiedzenia dotyczącego zmian w dowództwie armii. – Nikt go o Misiewicza nie pytał, sam z tym wyskoczył – opowiada jeden z posłów”. No dobrze, a co jeżeli minister Macierewicz ma rację?

Prasa lubelska (zaległa): Kronika Tygodnia:

„Zamość. Podczas cofania uderzył chryslerem w hondę, a następnie wziął nogi za pas. Policja zatrzymała 39-latka w mieszkaniu kolegi. Dlaczego uciekł z miejsca kolizji? Bo był pijany.

Półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata próby. Taki wyrok usłyszał Edward P., wójt Radecznicy, za to, że blisko 10 lat temu, jako dyrektor szpitala psychiatrycznego w Radecznicy składał kobietom niedwuznaczne propozycje w zamian za pracę. Sąd Okręgowy w Zamościu prawomocnie potwierdził ustalenia prokuratury.

Poznam panią 45-60 lat, do spotkań, potem czas pokaże. Mam 57 lat.

Poznam panią do 50 lat. Warto.

Skrzydełka są pozornie najmniej atrakcyjną częścią kurczaka, a jednak mają w sobie to „coś”.

Czym różni się mężczyzna od telefonu? Niczym. Albo pomyłka, albo zajęty, albo poza zasięgiem.

Ojciec do syna:
– Jak tam postępy w szkole?
– W porządku. Kontrakt z piątą klasą przedłużony na następny rok”.

Radio Merkury, poniedziałek 27 lutego 2017

Mili Państwo,
Dziś Międzynarodowy Dzień Niedźwiedzia Polarnego obchodzony w ramach akcji ratowania niedźwiedzi polarnych zagrożonych wyginięciem. Jak to stało w naszym narodowym arcypoemacie?

„Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział,
Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział;
Ale czyli pasieki zwabiła cię wonność,
Czy uczułeś do owsa dojrzałego skłonność,
Wyszedłeś na brzeg puszczy, gdzie się las przerzedził,
I tam zaraz leśniczy bytność twą wyśledził,
I zaraz obsaczniki, chytre nasłał szpiegi,
By poznać, gdzie popasasz i gdzie masz noclegi;
Teraz Wojski z obławą, już od matecznika
Postawiwszy szeregi, odwrót ci zamyka”
Ach, będzie się działo!

Luty, wiec chciałem zapodać jakieś sensowne przysłowia meteorologiczne na bieżący miesiąc, ale z tym bieda, bo przysłowia albo się wykluczają, albo każde mówi o czymś zupełnie innym. Przykładowo: „Gdy bez wiatrów luty chodzi, w kwietniu wicher nie zawodzi” i zaraz za tym: „Luty, szykuj buty, bo nadejdą deszcze, pluty”. Ale z naszymi przysłowiami tak to już jest. Z jednej strony: „Miłość jest ślepa”, z drugiej: „Widziały gały, co brały”. Z jednej: „Co za dużo to niezdrowo”, z drugiej: „Od przybytku głowa nie boli”. Z jednej: „Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą”, z drugiej: „Pracuj, pracuj, garb ci sam wyrośnie”. Poza tym klasyk powiada, że jak by ciężką pracą można się było wzbogacić, to najbogatsi na świecie byliby niewolnicy harujący w kamieniołomach.

I już prasa wielkopolska . Pismo „5 groszy” , w podtytule „Dziennik Narodowy: przez pracę do potęgi narodu”, rok 1935. Z tym, że ów „dziennik narodowy” pracy poświęcał dziwnie mało uwagi, za to lubował się w nowinach typu: „Między Antonim Przedwojskim z Głowna, a jego ojcem dochodziło w ostatnim czasie do awantur, które kończyły się tem, że wyrodny syn obijał ojca. Podczas ostatniej bójki Przedwojski odgryzł ojcu ucho. Wyrodnym synem zajęła policja”.

I dalej: „W niedzielę Towarzystwo Krzewienia Kultury z Topoli Wielkiej urządziło tradycyjne dożynki. W toku zabawy jeden ze znanych awanturników, niejaki Konarek z Gorzyc Małych, i Dolata z Topoli Małej pobili się, pociągając innych za sobą. Zabawę przerwano. Jest kilku lżej i ciężej rannych nożami. Na drugi dzień awanturników aresztowano”.

No i kilka ogłoszeń drobnych z poznańskiego „Nowego Kurjera”:

Dla słabych i chorych wina naturalne, pokrzepiające w niezrównanym wyborze polecają Nyka & Posłuszny. Wrocławska 33.

Odciski usuwają szybko plasterki pod nazwą „Raz, dwa trzy”.

Masage-Roller „Salome”, cena 18 zł. Ręczny aparat do samomasażu całego ciała, przeciw otyłości, odmładza, uszczupla bez dyety.

Szofer z dobremi świadectwami poszukuje posady zaraz lub później.

Pragniesz spokoju, dobrej zakąski, doborowej wódki – jedynie w probierni Hartwig Kantorowicz, 27 Grudnia 5.

Mężczyzna w średnim wieku nawiąże dla wymiany myśli z braku znajomości z miłą i sympatyczną panienką. Dyskrecja zapewniona.

Cóż, pozostaje mieć nadzieję, iż ogłoszeniodawca wymienił dyskretnie myśli z jakąś panienką, bo, jak powiada klasyk, „Panienka uparta, trzech groszy niewarta”.

Co swoim niewątpliwym autorytetem potwierdza –
Wiesław Kot

Tu byłem. Kościuszko

Zaległości. Lublin się europeizuje, że trudno nadążyć.:


Obok ogrodu botanicznego jest miły hotel. Zawsze się w nim zatrzymujemy. :


Na korytarzu hotelowym klatka z papugami. Wieczorem zakrywają ją pokrowcem, papugi śpią, jest cisza. Ale rano pokrowiec zdejmują i papugi tak dają czadu, że i za grubymi drzwiami trudno się skupić.:



Puławy. Pałac.:


A na pałacu – :


Taka tablica powinna być pod Racławicami!

Romek Rogowiecki przysłał zdjęcie zrobione na korytarzu na Myśliwieckiej.:


Zaległa prasa – Kurier Lubelski.
„Lublin. Nowy most na Bystrzycy stoi już na własnych nogach.
Brat posłanki skazany. Nazwał Hitlerem kandydata na wójta.
Czy blokada nielegalnego parkingu przy ul. Rusałki jest legalna? Sprawdzi Straż Miejska.
Towarzyskie:
Karolinka, raniutko.
Amore, koło Puław.
Inne:
Pranie pierza, wyrób kołder i poduszek z puchu, pierza, anilany, renowacja i przeróbki pierzyn. Pierze każdego klienta czyścimy osobno”.
Tygodnik Nie:
„Wojciech Cejrowski nazwał ministra Błaszczaka głupkiem. Nie zgodzić się z tym stwierdzeniem trudno, zgodzić się z Cejrowskim też niełatwo.
Na rynku jest już dostępny globus Polski. Co to za głupoty? Przecież Polska jest płaska.
31-letni mieszkaniec powiatu parczewskiego postanowił popełnić samobójstwo. Użył młotka, którym walił się w głowę. Sposób okazał się nieskuteczny, zatem mężczyzna postanowił się powiesić. Przeszkodzili mu w tym policjanci z Radzynia Podlaskiego, powiadomieni przez przechodnia, który opowiedział im o facecie walącym się w łeb młotkiem.
46-letni mieszkaniec gminy Serniki próbował ukraść butelkę wódki ze sklepu w Lubartowie. Złapany na gorącym uczynku, na oczach zdumionych ochroniarzy i klientów opróżnił butelkę duszkiem. Zaraz potem zaczął tracić przytomność i został przewieziony do szpitala. 10 godzin po zdarzeniu miał blisko 5 promili. Rekordzista okazał się człowiekiem skromnym. Zdumionym policjantom oświadczył, że to wyjątkowe osiągnięcie nie jest w jego przypadku niczym nadzwyczajnym; miał już w życiu lepsze wyniki.”

Powrót do pędzla

Trochę nowych twarzy. Sławny pisarz i sławny pianista w wersji Karnego.:

Mniej sławni Żydzi z Tykocina.:

Napis na furcie klasztoru prawosławnego w Supraślu.:

Pożegnanie z Terespolem.:

Pytanie – w jakim (znanym!) polskim filmie pojawia się Terespol i jaki ma związek ze śledziami?

Zaległa prasa regionalna. „Nowiny Suwalskie”. „Choć trudno to sobie wyobrazić, ale na alkohol ludzie wydali w Suwałkach w 2016 r. jeszcze więcej pieniędzy niż w latach poprzednich. Gdyby wykonać proste obliczenie, okazałoby się, że jeden suwalczanin, wliczając w to noworodki, przeznaczył w ciągu roku na wódkę, wino i piwo ponad 1,2 tys. zł. Czyli miesięcznie – ponad 100 zł. W 2016 r. suwalska izba wytrzeźwień odnotowała 1904 pobyty. W tym przypadku przyjmuje się jednostkę (a nie osoby), gdyż niektórzy bywali w tym miejscu po wiele razy”.

„Nasza sonda. Czy i jak świętujesz walentynki? Henryk Zamojda, emeryt: Bardzo kocham swoją żonę i cały czas staram się być dla niej miły, ale w Walentynki nadskakuję jeszcze bardziej. A to herbatkę zrobię, a to w rączkę pocałuję. Prezentów nie kupuję, bo mnie nie stać”.

Nie wiem, czy tylko mnie śmieszą takie tytuły: „Poszły inną drogą, ale wróciły do pędzli”.

Oferty pracy: „Sprzedawca. Słobódka, powiat suwalski. Wynagrodzenie brutto od 2100 PLN. Wykształcenie: brak lub niepełne podstawowe.

Pracownik produkcji pędzli. Suwałki. Wynagrodzenie brutto od 2000 PLN. Wykształcenie: brak lub niepełne podstawowe. Umiejętności i uprawnienia: pracowitość, staranność, umiejętność pracy w zespole.

Magazynier. Suwałki. Zakres obowiązków: prace magazynowe. Wynagrodzenie od 2050 PLN. Wykształcenie: brak lub niepełne podstawowe. Inne wymagania: mile widziana książeczka do celów sanitarno-epidemiologicznych.”

Wymiana zdań między czytelnikami portalu Niezależna.pl.: „PiS chyba nie ma co liczyć na świerzy narybek, jedynie stare szczupaki wracają”

„a co ciebie Klawiszczomania obchodzi mój błąd ortograficzny, kim ty jesteś aby wytykać mi błędy I wyzywać. Czy jesteś moim nauczycielem ? Dałeś dowód swego niskiego wychowania kulturalnego I chamskiego traktowania innych ludzi tylko dlatego że popełnili błąd ortograficzny. Ty nie masz najmniejszego szacunku dla innych ludzi I najprawdopodobniej uważasz siebie za najmądrzejszego na ziemi. Idż I kultury osobistej się gdzieś naucz”.

Jak to w rodzinie…

Radio Merkury. The Beatles. Ciekawostki

Drodzy Państwo,
W naszych spacerkach po starszej muzyce nie możemy ominąć Beatlesów, ale też nie powinniśmy o tej supergrupie klepać banałów ani też powtarzać tego, co wiedzą wszyscy. Zebrałem więc nieco ciekawostek. Dla beatlesologów to oczywistości, ale tak zwanemu przeciętnemu słuchaczowi nieco mogło umknąć, więc pobawmy się. Ale to nie sama zabawa. Parę faktów każe przypomnieć, jak trudna, pełna prób, błędów, walki i uporu jest droga na szczyt. Więc: Beatlesi faza wczesna.

Taki zbieg okoliczności. Johna i Ringo mamy urodziły w trakcie nalotów Luftwaffe. Tata Ringo był z zawodu czyścicielem okien i pozostał nim także wtedy, gdy Ringo był już jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na planecie. Uważał sukcesy syna na doraźną fanaberię, a swój fach czyściciela za pracę dającą może dochód skromny, ale pewną i z przyszłością.

Większość z nas pamięta tę fab four – bajeczną czwórkę – jako The Beatles. Ale może nam umknąć to, że The Beatles to była początkowo tylko nazewnicza przymiarka. Bo z grubsza ten sam skład personalny i muzyczny nazywał się po kolei The Querrymen, The Rainbow, Johnnny And The Moondogs, Long John And The Silver Beatles, a potem Silver Beatles. A przecież jeszcze w w roku 1960 John i Paul grywali jako duet w o nazwie The Nurk Twins, po polsku Bliźniaki nazwiskiem Nurk.

Zanim przyjęli na posadę perkusisty Richarda Starkeya, który lekko przerobił sobie nazwisko na Ringo Starr, mieli co najmniej sześciu perkusistów. Ringa też ostro zrugał podczas nagrywania „Białego albumu” w 1968 roku za nieuctwo i nieróbstwo Paul, ten się obraził, odszedł z zespołu, ale Ringo rozważył wszystkie za i przeciw i po dwóch tygodniach wrócił.

Sukcesy nie biorą się znikąd. Piotr Czajkowski mawiał, że talent owszem, jak najbardziej, ale lepiej, żeby natchnienie nawiedzało cię, kiedy pracujesz. Więc: zespół z błędem ortograficznym w nazwie – The Beatles to tak jak by po polsku pisać Żuki przez „rz” – kiedy zespół był znany tylko skromnemu wianuszkowi fanów, między grudniem 1960 roku a sierpniem 1963 roku wystąpił w klubie Covern w Liverpoolu 294 razy. Nic więc dziwnego, że chłopcy nabrali wprawy w trzymaniu gitary. A i to nie bardzo pomagało w zdobyciu jakiej takiej popularności. Nie pomogło nawet, że John śpiewał założywszy sobie na szyję deskę klozetową. A Paul rozważał, czy może zespół z całym gitarowym wyposażeniem nie powinien się rzucić w odmęty rzeki Mersey, żeby wreszcie dostrzegła ich bodaj prasa lokalna. Cóż, wielu naszym pretendentom do gwiazdorstwa w rejonach muzyki rockowej bardzo by się przydało na początek 294 koncertów w nikomu nieznanym klubie muzycznym – powiedzmy – w Bydgoszczy.

Z tym, że kiedy zespół – w czasach, kiedy jeszcze prawie nikt o nim nie słyszał – koncertował w Hamburgu, przez kilka wieczorów dawał podkład muzyczny do występów striptizerki o pseudonimie scenicznym Janice. Tak dobrze im szło, że później w Liverpoolu też przygrywali rozbierającej się panience, ale już o pseudonimie Shirley. Z tym, że to też szło jak po grudzie, ponieważ właściciel klubu Cavern początkowo wcale nie zamierzał ich zatrudniać. Bardzo mu się nie podobało, że chłopaki noszą dżinsy, a to przecież szanujący się klub, w którym muzyk powinien występować w eleganckich spodniach od garnituru.

Jednocześnie John i Paul jeszcze w szkole zawiązali coś w rodzaju spółki kompozytorskiej. I jako nastolatki napisali wspólnie co najmniej 70 piosenek. Pierwsza, która zdobyła szerszą popularność, nazywała się „Love Me Do”. Paul wtedy akurat dorabiał w składzie drewna w Loverpoolu. Kiedy jego kawałek stał się bardziej znany, z miejsca przeniesiono go do kierownictwa firmy.

The Beatles próbowali też zaistnieć w popularnym programie telewizyjnym, który gromadził najrozmaitszych odchyleńców, szajbusów i dziwaków. Nie zdobyli żadnej nagrody, a pierwsze miejsce zyskała panienka, która pokazywała najrozmaitsze sztuczki, jakie można zrobić łyżką podczas przygotowywania obiadu.

Później, kiedy byli sławni, też nie zawsze z tą telewizją wychodziło. Kiedy wystąpili w amerykańskiej telewizji w bardzo popularnym programie „Ed Sullivan Show” – oglądało go 60% Amerykanów – recenzent mocno prestiżowego pisma „The New York Herald Tribune” oceniał: „75 procent to reklama, 20 procent to fryzury, a 5 procent sukcesu to wycie”.

Menedżer nagraniowy firmy Decca, nazwiskiem Dick Rowe, który przesłuchał zespół, odradzał firmie stanowczo podpisanie kontraktu z tymi amatorami. Wystosował opinię, która brzmiała: „Grupa The Beatles nie ma w przemyśle rozrywkowym żadnej przyszłości”. Kiedy zaś okazało się, jak bardzo się pomylił, aby się zrehabilitować w oczach szefów, polecił podpisać kontrakt z jakimkolwiek innym wyjcem, pierwszym z brzegu, bo wcale ich nie odróżniał. I firma podpisała kontrakt z taką pierwszą lepszą banda dzikusów. Banda nazywała się The Rolling Stones.

Pierwszy kontrakt, jaki firma nagraniowa – nazywała się Parlophone Records – podpisała z podmiotem wykonawczym The Beatles, przewidywał, że zespół dostanie od każdej sprzedanej płyty jednego pensa. Przypominam, że pens był wówczas monetą najniższego nominału (wcześniej były też półpensówki). 12 pensów tworzyło jednego szylinga, a 20 szylingów jednego funta.

Piosenka „Yesterday” zaśpiewana przez Paula do akompaniamentu samej gitary i kontrabasu, opowiada o dziewczynie, która odeszła, a przecież jeszcze wczoraj itd. Ale jak Paul ją pisał, to kojarzyła mu się z jajecznicą i próbny tekst brzmiał: „Scrambled eggs – oh, my girlfriend Has Got lovely legs”, czyli: „Jajecznica, moja dziewczyna miała śliczne nogi”. Gdyby Paul się tego trzymał, mógłby przejść do klasyki awangardy poetyckiej XX wieku. Dzieci uczyłyby się jego wierszy w szkołach, występowałby w antologiach arcydzieł poezji obok, ja wiem, Johna Keatsa, Williama Szekspira? Kto wie, może nawet wpadłby za to Nobel , jak koledze Bobowi Dylanowi?

Krasnale i egzorcyści

TVN każe oceniać pod względem filmowym teledysk, który wygrał Brit Awards. Oceniam na trzy z minusem:

Zaległości. Białystok, mury.:

Białowieża. Pradziadek przy saniach.:

Muzeum Alfonsa Karnego w Białymstoku. Wystawa awangardowego artysty Krzysztofa Jakubowskiego (+ 2015). Przepraszam, ale ja mam łóżko lepiej posłane.:

Ten krasnal broni dostępu do Muzeum M. Konopnickiej w Suwałkach (i tak zamkniętego):

Meczet w Kruszynianach. Bywalec.:

Sejny. Miejscowi katolicy mają ogromny szacunek dla prasy katolickiej. Nie chcą jej zbrukać nawet dotykiem.:

Żydzi z Tykocina.:

Polonia Christiana. Wywiad z egzorcystą z Jarosławia: „Medytacje, medycyna niekonwencjonalna, metody relaksacyjne – to wejście w świat kultu pogańskiego. Homeopatia, tatuaże, kolczykowanie ciała czy przekleństwa, złorzeczenia, rzucanie czarów, uroków. Kto może przyjąć takie zlecenia człowieka? Tylko zły duch, na pewno nie Anioł Stróż. A on tego nadawcę bierze już w swoją niewolę – mówi ks. Marian Rajchel, egzorcysta”.

Z życia suwerena. Fakt: „Seriale odgrywają w naszym życiu ogromną rolę. Mogą niszczyć lub budować związek. Gdy jedna osoba wciąż wpatruje się w ekran, a druga się nudzi – łatwo o awanturę. Jeśli jednak oglądamy seriale we dwoje, robiąc z tego rytuał, zbliżamy się do siebie. W takiej sytuacji nigdy nie wolno złamać jednej, podstawowej zasady: zawsze oglądamy kolejny odcinek wspólnie”.

Radio Merkury, piątek 24 lutego 2017

Mili Państwo,
Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Niespodziewanego Całusa. Proszę łaskawie wziąć pod uwagę, iż nie wszyscy go obchodzą i niespodziewany całus może się skończyć niespodziewanym policzkiem.

Wiadomości z rynku pracy. Ogłoszenie na portalu Konin24. Poszukują pracowników wyspecjalizowanych w zawodzie „animator czasu wolnego”, ale uwaga do Grecji, Dominikany, Zanzibaru i Hiszpanii. Oczywiście wymagane języki, ale to pół biedy, można się douczyć na miejscu. Gorzej, że pracodawcy bardzo zależy, by kandydat legitymował się także poczuciem humoru, uśmiechem, entuzjazmem, kreatywnością i zdolnościami organizacyjnymi, a wiadomo, jak u nas z tym jest. A jak już się taki egzemplarz znajdzie, to ma nawet szanse zostać w Zanzibarze animatorem o specjalności „allround”, cokolwiek to znaczy.

Wielkopolska kryminalna. Gmina Kościelec. 17 lutego świt różowił niebo zarannym blaskiem, kiedy na posterunek policji w Kole dotarła grobowa wieść, iż do jednego z – licznych zapewne – barów w tej gminie dokonano zuchwałego włamania. Na sumę 500złotych i 40 butelek piwa. To ostatnie policjanci z Koła potraktowali jako pewną wskazówkę w dynamicznie poprowadzonym śledztwie i już po kilku godzinach zatrzymali dwóch sprawców włamania. Jak podaje portal wielkopolskiej policji z właściwym sobie wyczuciem językowym: „Obaj byli już wcześniej bardzo dobrze znani funkcjonariuszom za inne przestępstwa”. Portal podaje także iż zatrzymani zaprezentowali odpowiednio 1,8 i 1, 6 promila. Ale po co to pisać, skoro kilka linijek wcześniej była mowa o 40 butelkach piwa?

Poranek bez lektury prasy byłby porankiem straconym. Czytamy „Nowy Kurjer”, Poznań rok 1927. „Poznań się europeizuje. Jak się dowiadujemy wpłynie w najbliższych dniach do Magistratu projekt firmy Goplana, mający na celu wybudowanie kiosku reklamowego przy wylocie ulic Gwarnej, Fredry, Mielżyńskiego i 27 Grudnia. Kiosk ten zawierać ma również aparat telefoniczny umożliwiający zamawianie aut z mieszkań prywatnych. Konstrukcja telefonu będzie następująca: w chwili gdy w kiosku zadzwoni telefon z zamówieniem auta, rzuci automatycznie snop czerwonego światła na rząd stojących samochodów. Wówczas szofer samochodu pobiegnie do kiosku, dowie się przy telefonie o adres i za krótką chwilę auto będzie czekało pod domem”. Cóż, takie rzeczy tylko w Poznaniu.

Dziś słowo poetyckie krótkie, ale jakże głębokie. Piotr Barański, tomik pod tytułem „Znowu”. Cytuję: „Kocham swoje dzieci/ Dlatego ich nie robię”, koniec cytatu, ale nie koniec poezji, bo jeszcze spontaniczna twórczość oddolna, spisana z murów: Napis propagandowy z epoki gierkowskiej, lekko uzdatniony: Cały nasz chuligański trud, tobie kochana ojczyzno. Mamy też manifest generacyjny: Nasze pokolenie już wybrało: Autovidol. I napis z pobocza autostrady: Jedź ostrożnie. Ja poczekam. Bóg.

Cóż, nie wszyscy zapewne tego apelu posłuchają. Jak powiada klasyk: Większość ludzi w swych modlitwach prosi Boga, aby dwa plus dwa nie równało się cztery.
Wiesław Kot

Z Romkiem Rogowieckim o filmach w radiu RDC

„T2: Trainspotting”

– Wiesiek, mamy dziś na rozkładówce kontynuację kultowego filmu brytyjskiego „Trainspotting”. Z tymi sequelami rozmaicie bywa. Jak poszło tym razem?

– Za sequele udanego filmu biorą się potem różni fachowcy, czasem z rezultatami opłakanymi. Tu jednak mamy nieco inną sytuację. Za kontynuację pierwszego „Trainspottingu”, tego z roku 1996, odpowiedzialni są ci sami fachowcy: scenarzysta John Hodge i reżyser Danny Boyle. Kariera tego ostatniego od tamtych czasów poszybowała szczególnie wysoko. Nakręcił oscarowego „Slumdoga. Milionera z ulicy”, obsypany nominacjami film „127 godzin”…

– No i dwa lata temu filmową historię Steve’a Jobsa.

– A teraz wiedziony nostalgią wraca do obrazu, który go stworzył dla kina. Film też jest o nostalgii. „To nostalgia jesteś turystą we własnej młodości” – słyszy Renton, w tej roli Ewan McGregor, który po 20 latach wraca na stare śmieci, do Edynburga. Bo film opowiada o spotkaniu dawnych kumpli po dwóch dekadach.

– Tylko, czy to ma sens. Czy wnosi coś nowego? Bo to może być tak, jak dzieje się czasem w światku rockowym, który ja z kolei znam lepiej. Jak się skończyły pomysły, a co gorsza, jak się skończyły pieniądze, to się skrzykuje starą ekipę i rusza w trasę. Może ktoś jeszcze zechce wydać na nas parę dolarów. Albo złotych.

– No tak, sytuacja jest delikatna. Bo pierwszy „Trainspotting” był manifestem odróżnienia się, autoidentyfikacji, nawet buntu pokoleniowego. Pamiętasz tę scenę otwierającą opowieści o narkotykowych przygodach kolesi, którzy zamiast kariery wybrali heroinę i wegetację w pustostanach? Ewan McGregor, filmowy Renton, wieje przed policją i powtarza sobie całą litanię bardzo pozytywnych działań, które powinien podjąć, aby – jak to powtarzają wszyscy przyzwoici obywatele dookoła – wybrać życie.

– On powtarza te wyliczankę po to, żeby się upewnić, czy pamięta wszystko, co go u tych przyzwoitych Szkotów tak wkurza. Sporo tego.

– Bo on wybiera heroinę. Pewna panienka tłumaczy tam dlaczego. Bo „Hera to orgazm pomnożony przez tysiąc”. Inne przyjemności, jakie funduje brytyjskie społeczeństwo, są bez szans. Ta czwórka kumpli ciągle obserwuje tych rodaków poukładanych, z przyszłości, z polisą ubezpieczeniową, w trakcie joggingu, spacerku z pieskiem, w przerwie na lunch.

– Ale wszystko po to, by się odgrodzić. Pod hasłem: wszystko, byle tylko nie skończyć jak oni.

– Trainspotting 2 również zaczyna się od biegu i też biegnie Ewan McGregor, tylko nie w panicznej ucieczce przed policją, lecz truchta sobie po elektrycznej bieżni eleganckiego klubu fitness w Amsterdamie. Widać, że dba o zdrowie i unormowany poziom cholesterolu. Kiedyś – nabijałby się z takich fagasów. Ale to było dawno, zmądrzał. Z tym, że niespodziewane okoliczności zmuszają go, by wrócił do tego nieszczęsnego Edynburga, i by się skonfrontował z dawnymi kumplami.

– Ostatecznie kumplami, których na koniec wtedy oszukał.

– I którym powiodło się marnie, choć właściwie trudno to tak nazwać. Oni przecież nigdy nie celowali w jakąś szczególną karierę, pozycję, w wielkie pieniądze. Liczyła się draka, bycie „cool” i kolejny strzał w kanał. I teraz jeden z nich, Spud, też żyje od jednej dawki do następnej, inny koleżka, zwany Sick Boy, utrzymuje się z drobnych kradzieży, a kolejny siedzi w wiezieniu w warunkach recydywy. Co było do przywidzenia.

– McGregor to przy nich gwiazdor.

– Nawet w podwójnym znaczeniu. Bo i filmowy Renton jakoś tam się z życiem uładził i McGregor, aktor, który go gra, też mocno odskoczył od swych kolegów aktorów z tamtego filmu. Co roku, stabilnie gra w co najmniej trzech znaczących obrazach. Koledzy z planu przepadli.

– Ale przecież nie chodzi w filmie tylko o spotkanie starych kumpli, o jakiś zjazd klasowy. Pierwszy „Trainspotting” był świetnie osadzony w środowisku tych zbuntowanych lumpów z wielkiego miasta. Był ogromnie wiarygodny. A ta kontynuacja?

– A kontynuacja, niestety, dzieje się nigdzie. To znaczy niby w tym samym Edynburgu, ale w miejscach jak dyskoteka, czy bocznica kolejowa gdzieś na przedmieściu, a podobne obiekty mamy wszędzie. No i byli kumple coraz mniej przebywają w realu, a więcej na Facebooki, na Twitterze, na Snapchacie, a więc w świecie alternatywnym. Wprawdzie mówi się raz po raz a to o napływie emigrantów z Europy Wschodniej i chłopaki kochają się nawet w jednej ślicznej Bułgarce, mówi się funduszach unijnych, gada się o gentryfikacji, czyli wykupywaniu w takim Edynburgu całych dzielnic tradycyjnie proletariackich przez deweloperów, którzy budują tu teraz luksusowe apartament owce dla Upper Middle Class.

– Ale to wszystko brzmi raczej jak referat.

– Albo jak pogwarka w przerwie na kawę czy papierosa. Tak pewnie rozmawiali Anglicy w po biurach w przededniu referendum na temat brexitu. Z tym, że pamiętajmy, iż Szkoci byli zasadniczo przeciw.

– No więc co? Oglądamy kolejny film o tym, że bunt się wypalił? Że hipisi wrócili grzecznie z Woodstock i usiedli za biurkami w korporacjach?

– Nawet nie to. W filmie Danny’ego Boyle’a nie ma jakichś tragicznych podsumowań, nie mamy poczucia, że ktos tu zdradził, jak Renton, którzy wskoczył w papcie klasy średniej, a Sick Boy pozostał tam, gdzie był i ciągle grzeje tę herę. Bo temu Rentonowi tak bardzo znowu się w życiu nie powiodło. A kolesiom, którzy się szprycują chemia dostarcza też coraz mniej przyjemności, bo organizm się uodpornił.

– Więc co? Wszystko rozlazło się w szwach?

– Żebyś wiedział. Cały ten ówczesny bunt, całe to późniejsze życie jest jakieś bez smaku, bez zapachu. I kolesie znowu mogą siedzieć i gapić się godzinami na przejeżdżające pociągi. Bo i tak do żadnego już nie wsiądą. Życie ich ominęło.