Miesięczne archiwum: czerwiec 2016

Flamenco i blues

Tadeusz Nalepa „Flamenco i blues”. Zdecydowanie więcej bluesa niż flamenco. I to bluesa białego, ostrego, przechodzącego w rocka. W tekstach dużo o tym, dlaczego jest nieszczęśliwy. Mnóstwo powodów. Na koniec eksperymentuje z „Aranjuezem”. Po co?:

w6

Portret poety we wnętrzu

Życie, niestety, znowu w trybie stacjonarnym, więc zamiast lasu studium paproci na murze miejskim.:

p1

Kasztan nieopodal klasztoru dominikanów. Tak, to już jesień…:

p2

Od znajomego dostałem tomik wierszy Wiesława Kota, wydany w Rzeszowie w 1984 roku. :

p3

Wiesław Kot (żadna rodzina) jest, jak ja, nieodrodnym synem świętej Ziemi Rzeszowskiej, członkiem grupy poetyckiej Gwoźnica. Może dlatego, że w Gwoźnicy Dolnej urodził się wielki poeta Julian Przyboś? Wiersze Wiesława Kota, jak podaje okładka tomiku, tłumaczono na słoweński. Ciekawe, jak tam przebiega recepcja jego poezji. Co Słoweńcy myślą na przykład o wierszu „Cicho – to tylko sen”:
„śniło mi się że
kupiłem dwa kilogramy
ryżu – moja twarz
promieniała
we śnie –

rano – gdy wstałem
za oknem był wiatr
i zima i mróz
i nie było ryżu
w szafce –„
Choć może wiersz należałoby przetłumaczyć raczej na chiński, wietnamski, kambodżański..?
I teraz – skandal. Kolega kupił tomik w antykwariacie za 11 zł. Dlatego tak drogo, bo tomik zawiera dedykację autora. Ale – dla kogo! Dla wybitnej literaturoznawczymi, prof. Ireny Sławińskiej! Jeżeli pani profesor oddaje do antykwariatu tomik Wiesława Kota (z dedykacją) za parę złotych, to nie jest wybitną literaturoznawczynią! Powiem więcej – kompletnie nie zna się na poezji!

Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu uruchamia od lat klub z muzyką na żywo. Klub nazywa się „Tyndyryndy”. A konkurencja? „Łodyrydy”? I podklubik dla koneserów dorobku Zygmunta Glogera? „U cha cha”?
Dwa lata przemieszkałem przy ulicy Glogera na warszawskiej Ochocie. Pomijając fakt, że w bramie mojej kamienicy w sierpniu 1944 hitlerowcy urządzili stos, na który wrzucali kolejne zwłoki pomordowanych, a na pobliskiej ulicy Wawelskiej nastoletni Andrzej Łapicki zakopywał trupy pod niemieckim nadzorem, to było w porzo.
Ale to nie historia jest winna. W bramie tej samej kamienicy mieszkał Hubert Urbański. Czasem gawędziliśmy w przejściu. Jemu ten adres też się nie przysłużył. Klątwa. Po prostu – klątwa.

W sierpniu zapraszają do Świnoujścia z prelekcjami z okazji „Roku Kieślowskiego”. Pojedziemy jak najchętniej. Ale oni mają gazetkę festiwalową i proszą o życiorys z pieczątkami i podpisem. Taki, żeby raczej zachęcał niż zniechęcał. Więc zapodaję:

Krytyk filmowy, publicysta, wykładowca, autor książek, bloger.

Czytaj dalej…