Wszystko spłowiałe

Znowu dziesięć kilometrów, głównie brzegiem Jeziora Dymaczewskiego. Po ścieżkach wydeptanych prze pokolenia wędkarzy. Mnóstwo wypłowiałej trzciny tym razem. „Gdy trzcina zaczyna płowieć,/ a żołądź większy w dąbrowie/ znak, że lata złote nogi/ już się szykują do drogi” – pisał Gałczyński w „Kronice olsztyńskiej”. Ale tu inne trzciny, choć równie wypłowiałe jak te pod leśniczówką „Pranie”. I dzięcioł na sośninie – tym razem go pstryknąłem.


Słuchowisko. Andrzej Bart „Bezdech”. O wybitnym polskim reżyserze, który przebił się na Zachodzie, a teraz wraca do kraju. Teatr Telewizji miał właśnie dać to przedstawienie z Lindą (i Konwickim w tle), ale zmarł Mazowiecki i antena była tylko dla niego. Do tego reżysera przykleja się teraz w Polsce każdy. A im większy nieudacznik, tym chętniej psy na nim wiesza. Talent? Jaki tam talent? Po prostu miał więcej sprytu. A nam go brakło, dlatego nie mogliśmy rozwinąć skrzydeł. Więc  pijemy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *