Wicher wieje

Ta franca Ksawery (jak w Stanach huragany nazywają imionami kobiet, feministki dostają szału) spowodował, że nie ruszyłem, jak miałem, na Pomorze Zachodnie. Człowiek przewiduje dziesiątki okoliczności, ale nie że nagle zacznie wiać z prędkością 130/h. Zostaje siedzieć w domu. Internet chodzi wolno, przepuszcza najwyżej piosenki. Piosenek o wietrze są setki.
Niech będzie to, co się nasuwa, ot tak.:

Kiedy byłem…

Złota myśl bluesmana Tadeusza Nalepy: „Wyślij dzieciaka po flaszkę, to ci, głupi, jedną przyniesie”. Słuchaliśmy recitalu całą rodziną gdzieś w latach 90-tych leżąc na deskach z tyłu sceny na Węgorzewo Rock Festiwal. Nocleg w  Olecku, dojazd małym, białym fiatem.

 

 

Próbowali zmieścić Roussosa do garbusa.

„My Friend the Wind” oczywiście z Sopotu, gdzie występował Demis Roussos. Byłem tak głupi (niewiele mądrzejszy jestem i teraz), że jak w 1980 roku po raz pierwszy wpadłem do Sopotu, to zapłaciłam suto za bilet, aby posiedzieć na widowni w Operze Leśnej przez kwadrans. Gdzie przecież sam Roussos, Boney M. (z puszki) itd.

 

 

Powiało

Rok 1991, Sylwester. Robimy w poznańskim Radiu Merkury podsumowanie minionych miesięcy. Co Wybrać na muzyczne podsumowanie roku? Wiadomo. „Wind of Changes”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *