S.O.S., Twarz mordercy (VI)

 

Wilhelmi w monologach. Klasa dla siebie.

„To bardzo przyzwoity obywatel. Bez nałogów. I nigdy nie zapłacił mandatu.”

Protokolantka na posterunku, która powinna wystukiwać na bieżąco, stopuje, kiedy przesłuchanie wydaje jej się szczególnie ciekawe. Wtedy nie stuka, wtedy słucha. Potem znowu, jak jej się podoba.

Milicjant pilnujący pacjentki w szpitalu, przegapia podmianę matki na córkę. Dlaczego? Bo jest zaczytany w „Głosie Wybrzeża”. Jak to pies: „>>Głos Wybrzeża<< w pysku niósł…”

Śledczy mówią do przesłuchiwanego w dyskursywnej polszczyźnie, ale ciągle się upewniają: „-Czy pani rozumie? Czy pan rozumie?”

I te ciągłe rusycyzmy: „- Poruczniku, poczęstujcie panią … „,  zamiast: „- Niech pan poczęstuje…”
To w „Czterech pancernych…” język polski i rosyjski zlewały się w takie transgraniczne esperanto.

S.O.S., Twarz mordercy (VI), reż. Janusz Morgenstern, 1974

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *