Poezja supermarketu

Na zakupach w markecie jakaś kobieta mówi coś do Doroty. Dorota nie łapie, o co chodzi. Na to ona: „Ja nie do pani. Po prostu chodzę sobie i głośno rymuję. To mnie odstresowuje. Na przykład: Nawet zło, co konieczne, nie będzie trwało wiecznie. Albo: Sposób bycia jest nie do ukrycia”. Spotkać poetę w markecie. Bezcenne.
W tym samym czasie rymują związkowcy na ulicach: „Donek z Bronkiem to jest zgraja i z narodu robią jaja”.

Sklepy sieci „Lidl” reklamują „pościel dwustronną”. Nie bardzo chwytam, o co chodzi. Przecież jak pościel brudna, przepocona czy zwyczajnie nieświeża, to się ją pierze. A tu co? Przewraca się ją na drugą stronę?

Na witrynie „Gazety Polskiej Codziennie”, a więc pisma stawiającego raczej na wartości tradycyjne, żeby nie powiedzieć katolickie, na poczesnym miejscu reklamuje swoje usługi prawniczka. Listę spraw, w których się  poleca otwierają: „Rozwody…”

W Poznaniu na skrzyżowaniu Hetmańskiej i Głogowskiej para świadków Jehowy. On w garniturze, pod krawatem, który nieco zbyt ciasno opina mu szyję (widać, że rzadko noszony). Ona ubrana skromnie, jak urzędniczka na poczcie. Między nimi specjalny stelaż na pisma i ulotki. Grzecznie zachęcają przechodniów do pobrania. Odrobinę przypomina to scenę z marketu, gdzie panienka chodzi z próbkami kefiru i zachęca klientów do spróbowania. Ale – generalnie – pełen szacun za wychodzenie do klienta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *