Podejście do płota

Bo zaś w Lubomierzu jest rozległe byłe opactwo z pięknym,  barokowym wystrojem. W nim rzeźby jak ta:

Ale nikt się tam takimi rzeźbami nie interesuje, za to wzięcie mają takie postumenty jak ten:

Wszystko dlatego, że pół wieku temu na głównej uliczce miasteczka nakręcono parę scenek. Ściśle mówiąc nie była to nawet cała uliczka, tylko jej lewa strona, ta z podcieniami. Z kościołem, który stojąc na wyniosłości zamyka perspektywę:

Dziś placyk nieopodal nosi imię aktora:

Ten aktor, jeden z najbardziej zdolnych i pamiętanych naszych komików, zmarł w ciężkiej depresji. W domu miał telewizor odwrócony ekranem do ściany. Wyrzucał sobie, że za mało interesował się własnym synem, który zginął w wypadku. Jeździł tylko z jednego planu filmowego na drugi, pilnował kariery i nie było go, gdy potrzebowało go własne dziecko. Kiedy zmarł, na pogrzeb w podwarszawskiej miejscowości przyszły tłumy. Ale z filmu tylko dwie czy trzy osoby. Przecież ministrowie i inni ważni ludzie nie będą chodzić za trumną jakiegoś komedianta. Co innego, kiedy umiera tragik w typie Holoubka. To taki skromny przyczynek do kreślenia naszego profilu narodowego. Zamiast pomników takiemu najwyżej ludowy artysta może wyrzeźbić figurę z drzewa lipowego:

Miasteczko usilnie lansuje się tym filmem, gdzie może. I założyło sobie nawet muzeum. W którym jednakowoż rzeczy związanych z filmem nie ma prawie wcale. Poza – rzekomo – koszulami które sąsiedzi w trakcie kłótni mieli podrzeć. I garnkami, które mieli tłuc:

No, i w muzeum mieszka sobie kotek. Może nawet potomek tego, na którym Witia miał „wierzchem jechać”. Warto przypomnieć, że na targu sprzedawał go Ryszard Kotys. Który teraz po kilka razy dziennie odstawia swoje stałe numery jako Paździoch w znanym serialu:

Blackmore’s Night: „Autumn Sky” (2010)
Ritchie Blackmore (Deep Purple) i jego żona Candice Night wypuszczają takie albumy średnio raz do roku.
Jak zwykle – mieszanka gatunkowa. Trochę pozoracji na średniowiecze, ale takie bardziej z Tolkiena. Trochę z folkloru z folkloru irlandzkiego czy szkockiego, co taki słuchacz jak ja może rozpoznać tylko intuicyjnie. Ale wykonane jest to tak, jak by interpretował to Mike Oldfield. I rytmizuje to mocna perkusja i ostra rockowa gitara. Ale nastrój – powiedzmy – truwerski podkreślają gitary akustyczne, harfy, nawet kobzy (zapewne imitowane elektronicznie). Są i flety. I miłe melodie, takie na dyskotekę dla czterdziestolatków:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *