Ostatnia rodzina

Nasze pitu-pitu z Romkiem Rogowieckim dla Radia Dla Ciebie:

RR: – Wiesiek, tak się złożyło, że na ekranie będziemy mieli mniej więcej w tym samym czasie aż dwa filmy o artystach. Dwa filmy o artystach polskich. Dwa filmy o artystach polskich i współczesnych – „Powidoki” Andrzeja Wajdy z Bogusławem Lindą o Władysławie Strzemińskim i „ Ostatnią rodzinę” z Andrzejem Sewerynem o rodzinie Beksińskich w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego. Mnie to – muszę się przyznać – cieszy, że nareszcie nasze kino interesuje się losami artystów, a nie bohaterów, którzy ginęli w bardziej czy mniej sensowny sposób. Ale czy film o wybitnym artyście musi okazać się wybitny?

W.K. – Najczęściej nie okazuje się wybitny, bo twórcy filmu nie umieją doskoczyć do poziomu, do formatu postaci, którą pokazują. Jak przedmiotem filmu jest wybitny malarz, to nafilmie wypada to tak, że w tle leci jakaś patetyczna symfonia, za oknami szaleje burza, a malarz z rozwianym włosem zamaszyście chlasta pędzlem po płótnie i z tego rodzi się „Bitwa pod Grunwaldem” albo „Guernica”. Że to idiotyzm nie trzeba nikogo przekonywać.

RR: – A poza tym talent jest tajemnicą.

W.K – Otóż to! I oba te filmy pokazują, jak kiełkuje talent w bloku z wielkiej płyty i dwóch pokojach z kuchnią. A za oknem przez ulice przeciągają na przemian procesje i pochody. Z tymi samymi uczestnikami. Większe trudności, jakie napotyka talent wydają się rysować w filmie o rodzinie Beksińskich. Może dlatego, że to tak zwane kino zlewozmywakowe. Bardzo oszczędne w sceny patetyczne. Ot, rodzina, w której mąż przynosi robotę do domu ma problemy z synem. Chłopak wprawdzie bardzo zdolny, lecz emocjonalnie rozchwiany. Boją się o niego, zwłaszcza od jego pierwszej próby samobójczej. Ale to dorosły mężczyzna, cóż mogą zrobić. Wszystko w półmrokach, w półgestach, w półsłowach. A my ze sceny na scenę widzimy, jak biorą ich w posiadanie demony, które – ledwie zauważalnie czają się wewnątrz jak i dookoła. To narastanie grozy w filmie Matuszyńskiego jest właśnie najbardziej fascynujące. Niby jej nie widać, bo gdzie ta groza? Na ursynowskim blokowisku? Ale ona jest i wkrótce dopadnie i starszego i młodszego „Beksę”.

R.R – Młody Beksiński miał przynajmniej widoczne skłonności do makabry. Ta jego fascynacja wampiryzmem, czarną muzyką metalową. Ale jednocześnie umiał cieszyć się zyciem. Jak dzieciak bawił się, gdy przygotowywał dla telewizji tłumaczenia filmw Monthy Pytona czy serii z Bondem. Jego to wciągało, cieszyło. Opracowywał też dla telewizji dość wątpliwe wykopaliska, na przykład „Życzenie śmierci 2” z 1982 roku. Może dlatego, że na gitarach pogrywa całkiem rześko Jimie Page z Led Zeppelin? Trudno orzec.

W.K – Ale pamiętaj też, Romek, że kiedy młody Beksiński interesował się black metalem, obrazów starego Beksińskiego nie chciał kupić żaden zespół tego typu na okładkę swojej płyty. Bo były zbyt makabryczne.Rodzinę Beksińskich dwa lata temu zgrabnie przybliżyła dwa lata temu Magdalena Grzebałkowska. Wydał to Znak i była spora sensacja, jak wyrzuciła na wierzch te wszystkie – że tak powiem – biograficzne bebechy.

RR – Tak,  „Beksińscy. Portret podwójny”. Podniósł się niezły szum.

WK – Ale, wiesz, Romek, mnie nie ten szum zainteresował, lecz parę takich pobocznych drobiazgów.
Zawsze zastanawiałem się, jak facetowi, który mieszka i jest zatrudniony w tak zwanym zakładzie pracy ni mniej ni więcej tylko w Sanoku, mogą przyjść do głowy takie ponurackie wizje. Ale czytam, ze jako sztubak dla zgrywy narysował gołą babkę i puścił w obieg. Cytuję książkę: „Rysunek z gołą kobietą trafia raz w ręce katechety. Ksiądz woła z ambony: „Jest tu jeden między wami, który robi takie wstrętne rysunki! Ty, synu, umrzesz, a twoje ohydne dzieła gorszyć będą jeszcze pokolenia!” Wszyscy odwracają się i patrzą na Zdzisława Beksińskiego. Przyzna po latach, że czuł się wtedy jak idiota.”
Cytuję scenkę z zakładu pracy. „Z pracy w budownictwie Beksiński najbardziej zapamięta picie wódki. Kto nie pije, ten donosi. Chudy inżynier w okularach pije >>służbowo<< z brygadzistami. Ze szklanki, z kubka, a gdy brakuje naczyń, z nakrętki kaloryfera zatkanej palcem u dołu.”
Cytuję dalej: „Zdzisław wychodzi z aparatem do miasta, fotografuje Sanok. W szczelinie między dwiema budami z dykty widzi łeb konia. Zanim nastawi aparat, zwierzę znika. Ale artyście zależy tylko na takim ujęciu, jakie zobaczył wcześniej. Czeka wiele dni, zanim koński łeb znów pojawi się w tym samym miejscu.”

RR- O tym Sanoku bardzo niepięknie wypowiadała się też żona Zdzisława, Zofia.

WK –  Tak i ja mam na to stosowny cytat. Mówiła „Są też >>słoneczniki<<: >>Słonecznikami  << ochrzciliśmy tych wszystkich, co stoją na ulicy, odwracają się, gdy człowiek idzie, jak słonecznik do słońca i powoli, bydlęcym, tępym wzrokiem, w którym na dnie widać jakąś iskrę niesprecyzowanej myśli, ciągną za człowiekiem przez długi czas.” Ale, Romek, o tym Sanoku  – a rozumiemy tu Sanok umownie jako symbol małego miasta gdzieś w Polsce – nie najlepsze rzeczy miałbym do powiedzenia i ja.

RR – To znaczy – jak jedziesz do małego miasteczka, to też masz podobne wizje jak Beksiński?

– Prawie. Otóż nie tak dawno jestem w mieście rodzinnym Zdzisława Beksińskiego, w Sanoku. Ma tu swoje rondo, pomnik na rynku i ogromną galerię własnych obrazów na zamku. Ale poza galerią duch obrazów Beksińskiego unosi się w powietrzu jak najbardziej. Hotel, zwalniam pokój, oddaję klucz w recepcji. Pani recepcjonistka prosi, żebym zaczekał, bo – cytuję – „musi sprawdzić”. Sprawdziła, wróciła i mówi, że „w porządku”. Błyskawicznie uświadomiłem sobie, że do  wyniesienia z pokoju były dwie rzeczy: reprodukcja Chełmońskiego na ścianie, tania z kiosku ruchu i pojemniczek z mydłem w płynie. Wcześniej nawet mi to do głowy nie przyszło, ale teraz, gdy ona „poszła sprawdzić”, zaczynam żałować. Pal sześć reprodukcję. Ale to mydło! To mydło! Wyobrażasz to sobie, Romek? Recepcjonistka, że „idzie sprawdzić”, ja w panice w nogi. Gonię ulicą z rozwianym włosem, z mydłem dłoni, a Walkiria sanocka cwałuje za mną z krzykiem: „Złodzieju! Oddaj mydło!” I to się nadaje na obraz Beksińskiego!

Ostatnia rodzina, reż. Jan P. Matuszyński 2016 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *