One of these days

Jeden z tych ponurych dni, kiedy to za całą atrakcję mam widok parkingu pod Biedronką, bo skoczyliśmy na zakupy. Klepanie w klawiaturę, trochę muzyki. Jak mawiał Gałczyński – Literatura to byłoby całkiem niezłe zajęcie gdyby nie to pisanie. Ale to był wielki poeta, który pisał rzeczy ważne. A jak ma się czuć zwykły wyrobnik pióra, który tłucze rzeczy całkiem nieważne, za to w dużych ilościach?

Radio Merkury (publiczne radio w Wielkopolsce) zmienia ramówkę i w ramach dobrej zmiany dostałem – prócz tego, co już głoszę – godzinny magazyn filmowy. Godzinny! Mam ambicje, żeby taka audycja pulsowała dźwiękami, muzyką, dżinglami, dialogami filmowymi. I żeby tego wszystkiego było dużo. A to oznacza mnóstwo dłubania – najpierw w domu, potem zgrywanie tego w studiu z panem realizatorem. No i czas… Ale inaczej nie ma sensu się w to bawić… A najbliższa audycja już we wtorek. „Kruca bomba – mało casu!”
Na tarasie radia pstryknęli mi fotki, bo nowa ramówka ma osobną kampanię reklamową.:

s1

Polonia Christiana: „Ponad 80 osobistości podpisało Deklarację wierności nauczaniu Kościoła na temat rodziny. Możesz być wśród nich!” Chyba podpiszę. To na razie jedyny dostępny dla mnie sposób, by zostać osobistością.
No i na osłodę ze trzy Hasiory:

s2

s3

s4

5 przemyśleń nt. „One of these days

  1. Gratulacje! W końcu nadszedł Pański dzień. I nas Pańską chatą zaświeciło słońce. All good things for those who wait, jak mawiał Hannibal Lector.

  2. Tak też im powiedziałem. Cytatami z klasyków.
    Najpierw po rosyjsku: I na naszoj ulicy budiet prazdnik!
    Potem po angielsku: Go ahead! Make my day!

  3. Miła Pani,
    audycja ma (!) być dziś kilka minut po 22.00.
    Z tym, że sam już żałuję, że o niej wspomniałem, ale człowiek odruchowo pisze o tym, co go akurat zaprząta. A tu panuje zazwyczaj zabawne qui pro quo. Dajemy komuś – powiedzmy – swoją książkę, czy polecamy własną audycję z odruchem dumy. „Patrzcie, to przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo”. Osoba obdarowana wylewnie dziękuje, ale kiedy przekartkuje otrzymaną książkę, mówi rozczarowana: „- Takie mecyje to to nie jest…” Ale my już tego nie widzimy i trwamy w przeświadczeniu, że otoczenie podziwia nasz wyczyn.
    Głupie to. Sam staram się więc tylko protokołować własną produkcję, bo to jednak jest część życia. Ale żeby polecać ten towar, to już nie. Ale czasem głupieję. Jak widać oto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *