Kino polskie w detalu – „Baza ludzi umarłych”

 

Myśl przewodnia jest taka: znamy, znamy, ale lubimy wracać. Więc nie całość, nie omówienie, nie zagadnienie, nie kwestia,  lecz detal.

„Baza ludzi umarłych”

„Dziewiątka” (Niemczyk). „Siedział kiedyś za niewinność” z paragrafu 225 (morderstwo). Suma liczb daje 9. Okazuje się, że to były lekarz. Odebrano mu uprawnienia po tym jak zamordował kochanka żony i dostał 15 lat.
Do Wandy: „A teraz uciekaj stąd, już! – Dlaczego? – Przypominasz mi coś. – Coś przykrego? – Coś, o czym nie chcę pamiętać. – Co? – Życie.”
Inspektor z dyrekcji do niego: „- Jak wam leci, kurwa jego mać? – A dyć jakoś to idzie, wielmożny panie.” Za chwilę: „Niech was Najświętsza Panienka wynagrodzi za ludzkie słowo”.
Umiera, bo wolał zginąć niż stratować pluton wojska.

„Apostoł” ciągle cytuje Biblię, choć bardzo niedokładnie. „Jak bym tak tydzień nie pił, to bym sobie przypomniał.” Orsaczkowi wypija nawet wodę po goleniu, aby „go uchronić od pokus piekielnych”. Ginie przywalony stertą bali. Przed śmiercią każe „Zabawie” (komuniście!”) czytać modlitwę z własnej książeczki do nabożeństwa. Podaje numer strony.

„Partyzant” („Łomnicki”) . Do bazy trafił niemal prosto z lasu („Kieleckie, Puszcza Kampinoska”). Straceniec. Aby pokazać, jaki z niego chojrak, odpala papierosa od płonącej beczki z benzyną, choć grozi mu „śmierć z frajerstwa”.  Na kierowcę zgłosił się, bo mu się w mieście nudziło. „W mieście tylko bracie dziwki i wóda. Dziwki kłamią, od wódy łeb boli”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *