Kamienne pięści / Hands Of Stone

I rozmowa z Romkiem Rogowieckim z Radia Dla Ciebie (z taśmy).:

– Wiesiek, mamy dziś na rozkładówce film bokserski „Kamienne pięści”, „Hands Of Stone” w reżyserii Jonathana o nadwiślańskim nazwisku Jakubowicz czy raczej „Dżejkabołicz”.

– Romek, mister Jakubowicz urodził się w Wenezueli, tam ludzie mówią po hiszpańsku, więc ja nawet nie będę próbował wymawiać nazwiska pana reżysera z akcentem wenezuelskim i zostawmy to od razu. Przejdźmy do filmu, który jest o boksie i zastanówmy się, czy dla nas coś z tego wynika.

– Z samego faktu, że jest o boksie ma coś wynikać? A co wynika z faktu, że film jest o samochodzie? Tak po prostu. To może być równie dobrze „Znikający punkt”, pieśń o wolności, pożegnanie z całym ruchem hipisowskim w Ameryce, jak „Mistrz kierownicy ucieka”. Wesołkowaty filmik o wyczynach pewnego kierowcy, co to wygarnął panienkę i teraz się popisuje.

– Święte słowa pana dobrodzieja – z samego podjęcia tematu boksu jeszcze nic szczególnego nie wynika. Ale – dla porządku – ustalmy, o czym mówimy. Otóż film „Kamienne pięści” jest filmem biograficznym, który przybliża karierę autentycznego boksera nazwiskiem Roberto Duran, rodem z Panamy, mistrza świata w iluś tam kategoriach wagowych. Musi się więc od biedy trzymać faktów, bo fani boksu, jak fani czegokolwiek są – niestety – osobami dość ciasnymi i natychmiast wytkną przekłamania.

– No tak, ale Wiesiek – chyba nie zapraszasz nas na film, który jest ściągą z życiorysu znanego boksera na poziomie trzeciej gimnazjalnej. W tym filmie musi być coś więcej niż boks, jakaś wartość dodana.

– I jest. Tutaj tym smrodkiem dydaktycznym, który tradycyjnie przykleja się do filmów sportowych są tezy w liczbie dwóch. Obie dość oczywiste. Pierwsza głosi, że poprzez sport ciągle jeszcze mogą wybić się ci, dla których inne drogi są zamknięte. Bo albo urodzili się w Panamie albo na przykład na Podlasiu, a nie na Żoliborzu. Bo mają tatusia biednego albo pijaka, a nie wpływowego prawnika po Harvardzie. Bo nauka im nie wchodzi do głowy itepe itede. W filmie „Kamienne pięści” takich przykrych wspomnień z dzieciństwa rzeczonego Roberto Durana jest wiele. I staje kwestia, jak się przy pomocy boksu z tego panamskiego bagienka wyrwać.

– A drugie, bezcenne przesłanie?

– Drugie też jest podniosłe, że tylko je wykuć w marmurze, ale za to całkiem banalne. Że mianowicie sport to jest asceza. Że tu nie ma to tamto, że masz łatwość nakładania po mordzie, więc medale, pieniądze i zaszczyty posypią się z automatu. Z automatu to się może udać raz, najwyżej dwa. A jak zamierzasz stawać na ringu i wygrywać przez pięćdziesiąt lat, jak Roberto Duran, to trzeba wstawać o piątej rano, pięćset podskoków ze skakanką, trzy przebieżki dookoła czegoś dużego, potem łomotanie na sali treningowej, paru sparing partnerów i trzech chłopców do bicia. I tak dzień po dniu, tydzień za tygodniem, miesiąc za  miesiącem, rok po roku. Asceza i dyscyplina.

– I to ma być przesłanie? A taki uczestnik konkursu chopinowskiego to co? On nie stosuje ascezy? Przecież od codziennie przebiera paluchami na klawiaturze od kiedy skończył cztery lata. Codziennie po kilka godzin. I dopiero po latach do czegoś dochodzi, albo i nie! A wybitny chirurg? Ile on musi pokrajać trupów w prosektorium, żeby zostać mistrzem lancetu?

– Romek, ja się nie upieram, że film – ze swoim przesłaniem – otworzy przed nami jakieś szczególnie szerokie widnokręgi. Wskazuję tylko na to, co może umknąć widzowi, który się zapatrzył i z filmu wyniesie tylko podziw dla lewego sierpowego. Wskazuję na ascezę, bo umyka nam, że stosujemy ją wszyscy, nie tylko wyczynowi pięściarze. Ileż ty musiałeś wysłuchać beznadziejnych płyt, które nic nie wnoszą do pejzażu muzycznego, ale musisz je znać tylko dlatego, że zostały nagrane i to jest twój psi obowiązek. Ileż ja musiałem obejrzeć marnych filmów tylko dlatego, że zostały nakręcone?

– Dobra, daj spokój, bo ktoś pomyśli, że nic innego nie robimy tylko oglądamy i słuchamy za pokutę. Zróbmy inaczej. Kiedy zaproponowałeś film o boksie, powiedziałem ci, że takich filmów były setki, a ty, że owszem, ale każdy mówi trochę co innego. Więc teraz przelećmy się po aktorach, którzy grali bokserów. Co ważnego o boksie powiedział taki Robert De Niro, który tu, w „Kamiennych pięściach” gra trenera i mentora tego wyczynowego boksera z Panamy.

– De Niro zagrał Jake’a La Mottę w filmie „Wsciekły byk”, rok ’80. Przesłanie? Wielki talent, mały charakter. Mistrz na ringu, partacz w małżeństwie

– Sylwester Stallone?

– „Rocky”, 1976. Zanim Stallone włożył w ten film wszystkie oszczędności, grywał w filach porno, grabił liście w parku i sprzątał klatki w zoo. Morał? Jak masz naprawdę dobry pomysł na siebie, stawiaj na ten pomysł, wszystko co masz.

– Mickey Rourke?

– Film „Homeboy”, „Swój chłopak”, 1988. Mickey świetnie wypadał na ringu, ale w filmie. Potem mu się cos przywidziało i próbował boksu w realu i zobacz, jak teraz wygląda.

– Jerzy Kulej. Zagrał w „Przepraszam, czy tu biją” Marka Piwowskiego.

– I to było bardzo udane posunięcie w karierze. A z filmu Piwowskiego przypominam kultowy dialog, który Jerzy Kulej jako oficer milicji prowadzi z niejakim Belusem:
– Nazwisko?!
– Kudelski.
– Imię?!
– Jerzy.
– Zawód?
– Mechanik.
– Mechanik jaki?
– Mechanik Jerzy Kudelski.

Kamienne pięści / Hands Of Stone, reż. Jonathan Jakubowicz 2016 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *