Dzień z życia tajnego szambelana

Czas powrócić do świata żywych. Spać we własnym łóżku, siedzieć we własnym fotelu, a nie…
Ale sprawozdawczość wsteczna ma swoje wymagania.
Pretekstem, aby się ruszyć z Poznania, było zaproszenie Biblioteki Miejskiej w Sieradzu. Proszono o prelekcję na temat „Pana Tadeusza”, ale niezbyt przytłaczającą. Starałem się wywiązać z zamówienia i usilnie zachęcałem, by „Pana Tadeusza” jako dzieła grafomańskiego, niechlujnego i demoralizującego pod żadnym pozorem nie czytać.  Uzasadniałem to obszernie. Zakończyłem tak:
„ To jest – uważam – absolutnie skandaliczne, żeby dzieło napisane tak niedbale, zawierające w dodatku tak deprawacyjne opisy, wprowadzać do szkół i to na prawach lektury obowiązkowej. Dlatego też w miarę moich skromnych możliwości będę się starał, aby „Pana Tadeusza” ze szkół wycofano. Jeżeli będzie trzeba, sam przysiądę fałdów i napiszę poemat dydaktyczny dla młodzieży. Będzie on zawierał pouczenia moralne dla dziatwy, sporo zaleceń pobożnościowych, a przede wszystkim świetlane sylwetki współczesnych Polaków, które młodzieży należy stawiać za wzór. Jego tytuł –  >>Ojciec Tadeusz<<.”
I z tego miejsca pragnę oświadczyć, że wszelkie pomówienia,  jakoby moja prelekcja była skrajnie nieudana, są oszczercze. Wyszły tylko dwie osoby, w dodatku obie przed końcem. A nie jak zwykle…:

Zresztą oto pełny tekst:  LINK

Dzień był długi. Notuję więc tylko to, co najważniejsze. W Jarocinie Pomnik Glana. Tuż obok McDonald’sa. Tak to w tym mieście kultura mieszczańska i kultura buntu przenikają się i uzupełniają. Chyba tylko w tym mieście. Z dawnych festiwali pamiętam duży napis na murze: „Jezus przyjdzie w glanach”:

Kiedy w Kaliszu, w Kolegiacie św. Józefa zobaczyłem wyłożoną na ołtarzu „Księgę trzeźwości” nie wahałem się ani sekundy. Skoczyłem i wpisałem, że „już nigdy”, że „ani kropli”. Może na ten poryw serca miał wpływ fakt, że następnego dnia w tym miejscu miał być zjazd rodziny Radia M.? W każdym razie, kiedy wychodziłem z Kolegiaty, natknąłem się na pana potrzebującego. A że ja sam nie mogłem, bo przed chwilą podpisałem, a przecież za zdrowie Doroty i moje powinno jednak być wypijane, bo przed nami droga daleka, więc…:

Z wielu zabytków Kolegiaty moją uwagę zwróciły w bocznej nawie dwa wiszące kutasy. Nie były specjalnie eksponowane i słusznie. Tak jakoś smętnie zwisały:

W kolejnym kaliskim kościele natknąłem się na przykład kazirodztwa. I to takiego, które upamiętniono marmurową tablicą. Bo stoi tam, że Maria Konopnicka w tej świątyni poślubiła Jarosława Konopnickiego. Coś nie teges. A przecież było tak, że Konopnickiemu ślubowała Maria Wasiłowska, która dopiero w następstwie tego faktu stała się Konopnicką. No tak, ale jak by napisać na marmurze, że jakaś Wasiłowska wzięła tu ślub, to co to za sensacja?:

Ta sama świątynia upamiętnia także pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego. Jak najsłuszniej, choć też niezręcznie (może to lokalna specjalność?). Stoi tu bowiem na marmurze, że to „pisarz największej w świecie całym twórczości”. Największej? To znaczy „większej” niż – ja wiem? – Horacego? Dantego? Goethego? Nie lepiej było napisać „najobszerniejszej”? No tak, ale wtedy ktoś mógłby sobie pomyśleć, że Kraszewski miał coś z literackiego maniaka i grafomana. A to przecież nieprawda:

I wreszcie w Kaliszu trzeci „złoty strzał” tych wakacji. Po domu pana Chełmowskiego w Brusach na Kaszubach i wystawie Żechowskiego w Kielcach. Muzeum Sztuk Użytkowych schowane przy bocznej uliczce. Lokalny Internet o nim milczy. W środku kawiarenka. Pusta. W niej twórca i właściciel. Obsługuje je sam jeden. Pobliskie Muzeum Ziemi Kaliskiej ma 30 etatów i milionowe dotacje od miasta. A tu tylko amfilada piwnic, a w nich piętrzą się tysiące i tysiące przedmiotów:

Wybrałem dziesięć, a powinienem ze sto:

Na ulicy tuż obok zobaczyłem jeszcze jeden zabytek, ale nikt go tu jako zabytek nie traktował. Po prostu nikomu nie chciało się tego uprzątnąć:

No i nic dziwnego, skoro kaliszanie mają na głowie zupełnie inne i to fundamentalne pytania:

W Muzeum Tadeusza Kulisiewicza rysunki ładne, ale strasznie niedokładne:

Z kolei w Galerii Jana Tarasina dokładne, ale niezbyt ładne:

Obok tego pomnika w miejscowości Szczytniki przejeżdżałem już setki razy i nigdy się nie zatrzymałem. Ale kilka dni temu była cudowna jesień („babie lato”). Więc zatrzymałem wóz, aby złożyć hołd księdzu Kordeckiemu:

A po czym poznać w Szczytnikach jesień? Ano, choćby po lokalnej ofercie handlowej:

Po ofercie kulturalnej:

I towarzyskiej:

W Sieradzu na Rynku atmosfera Woodstocku. W dodatku reklamuje ją Audrey Hepburn:

Poza tym – luzik. Jest ogłoszenie adresowane do tych, którzy nie zdali matury, ale zainteresowanie tym tematem jest – jak widać – umiarkowane:

Poza tym mieszkańcy interesują się całkiem innymi kampaniami:

Pojechaliśmy na grób Antoniego Cierplikowskiego, tego słynnego fryzjera, który modelował włosy dziesiątkom gwiazd filmowych (Sarah Bernardt, Edith Piaf, Brigitte Bardot). Artysta grzebienia (pochodził i umarł w Sieradzu) został upamiętniony rzeźbą swego przyjaciela, Xawerego Dunikowskiego. Jest to bodaj jedyny nagrobek w Polsce, na którym zamiast zwyczajowego krzyża figuruje dość realistycznie przedstawiony stosunek płciowy:

Kawałek dalej napotkaliśmy grób miejscowego proboszcza, który był „tajnym szambelanem Jego Świątobliwości”. Dorota podrzuciła pomysł, bym też zaczął po cichu rozpowiadać, że jestem „tajnym szambelanem” Franciszka. Kto to sprawdzi? Tajne i koniec:

Więc jako „tajny szambelan” udałem się na prelekcję:

2 przemyślenia nt. „Dzień z życia tajnego szambelana

  1. Najlepsze te „zaprzyjaźnione gminy” na zaproszeniu koła rencistów. Goście z mniej zaprzyjaźnionych zobaczą zamiast balu brzydki gest.

  2. Ni wyżyna, ni nizina,
    Ni krzywizna, ni równina –
    Taka gmina.
    Ani piasek, ani glina,
    Tylko lasek i olszyna –
    Taka gmina.
    Ani POM-u, ani młyna,
    Krzyż, chałupy i krowina –
    Taka gmina.
    Od komina do komina
    Wiater hula, deszcz zacina –
    Taka gmina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *