Droga na Hel

 

Znów pod wpływem nasłuchu radiowego. Przypomniało się. Chris Rea na koncercie w Sopocie. Jego przewodnikiem był Romek Rogowiecki. Znawca i smakosz muzyki, anglista, cięte pióro. Współpracowaliśmy. Nieraz potrzebowałem tekst o muzyce na już. Nawet jak byłem akurat zakopany gdzieś w Polsce. Dzwonię do Romka i mówię mu. Romek sfokusuj się. Temat taki i taki. Nie układaj pięknych zdań, tylko nadawaj na temat. Teraz, już. Romek ani mrugnął. Nadawał od razu. Ja mam słuchawkę z telefonem do niego przy jednym uchu, a słuchawkę z drugim telefonem – do redakcji – przy drugim uchu. Romek nadaje mnie, ja to automatycznie wygładzam i powtarzam do „redakcyjnej” słuchawki. Merytoryczny, dociążony tekst na aktualny temat, ale też z rysem historycznym, powstawał w kwadrans. Drugiego takiego nawijacza już nie spotkałem.
Ale ten Rea… Siedzimy przy barku – on Romek i ja. Chris sączy drinka, bo skąd by mu się wzięła ta fantastyczna chrypa. Na ścianie pubu mapa Polski. Podprowadzam go pod nią, pokazuje półwysep Hel i mówię, że setki tysięcy Polaków z całego kraju gnają tam po dziurawych drogach, kiepskimi samochodami i w spiekocie. A potem smażą się na piasku. „This is the >>Road To Hell<<”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *