Bullitt

 

Detale z epoki. Piesek kiwający główką w taksówce, Frank Bullitt w szarym prochowcu (później taki lansował Colombo), psychodeliczny, hipisowski zespół w restauracji.

Bullitt walczy z bezprawiem, ale kradnie gazetę z ulicznego automatu.

No i jest tu sporo „brudu” fabularnego: dużo scenek szpitalnych, rutynowych, nie popychających akcji. Po to, żeby przypomnieć, że policyjna robota to niekoniecznie krwawe pościgi. To przede wszystkim czekanie w nieciekawych miejscach.

Bullitt jako wieczny kawaler kupuje w sklepie stosy pizz do podgrzania. Nie czesze się grzebieniem, lecz przegarnia włosy palcami. Nie musi się podobać.

Bullitt kupuje informacje w półświatku za cenę obniżenia wyroku dla pasera. Stara zasada: poluzować mniejszemu, żeby dopaść większego.

I wreszcie ta kultowa sekwencja pościgu po ulicach San Francisco, kiedy myśliwy staje się zwierzyną. Ile razy to oglądałem? 20? 30?

Bullitt, reż. Peter Yates, 1968

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *