Miesięczne archiwum: Maj 2015

Chór wojów

Gościnna Ziemia Lubuska. W miasteczku Sulęcin czujemy się jak w domu.:

n1

Akurat był Światowy Dzień Chodzenia Bez Biustonosza. Dorota nie obchodziła tego święta. Ale pewnie stąd taka ekspozycja w „chińskim sklepie”.:

n3

W tym samym sklepie pomoc dydaktyczna dla dzieci. Blejtram z kredkami do kolorowania obrazka. Na obrazku uzbrojeni żołnierze izraelscy przed Ścianą Płaczu w Jerozolimie. A jak ktoś napisze w sieci że wpływy żydowskie są u nas zbyt silne, to od razu podnosi się krzyk.:

n2

Nie trzeba lecieć aż do Kalifornii żeby poczuć się jak w Las Vegas. Wystarczy przystanąć w miasteczku Słońsk. Przed restauracją.:

n4

Albo i przed sklepikiem.:

n5

W Cedyni same cuda. Wojowie Mieszka I w fontannie na środku miasteczka. A przecież to żadna fontanna! To jakuzi!:

n7

Miejscowość (wraz z mieszkańcami) była własnością sióstr cystersek (ang. cisters sisters). Ale dziś rzeczonych sióstr zabrakło i klasztor przerobiono na hotel. Głównie dla gości zza Odry. Dlatego hotel nazywa się „Eingang”.:

n6

Pomnik legendarnego zwycięstwa na pobliskim Wzgórzu Czcibora. U góry Czcibór, ja tam gdzie zwykle.:

n9

Skąd wiadomo, że to  a nie Niemcy wygraliśmy tę bitwę? Bo szyldy w Cedyni są najpierw po polsku, a potem dopiero po niemiecku. A nie odwrotnie.:

n8

To samo mówią zresztą donice ustawione w miejscach patriotycznych.:

n10

I rzeźby wojów. Ale, ale… Czy to wój, czy to – co innego?:

n11

Zresztą podobnie dwuznacznych elementów pełno na tych terenach. Oto główny plac Szczecina, ścieżka dydaktyczna, a na niej rakieta V-2.:

n13

Czasem czas płynie tu wolniej. Na miejsce obrządków patriotycznych prowadzi ul. Marszałka Roli-Żymierskiego która przechodzi w Obrońców Stalingradu. A od strony Cedyni do Szczecina wprowadza ul. Przodowników Pracy.  Nic tylko tu wrócić.:

n12

 

A tam ciągle nie ma nas…

Niestety, robota przykuwa do fotela na cały dzień. I pomyśleć, że w tym czasie paprocie rosną, jak rosły. I to już mnie nie dotyczy…:

s1

Pięciometrowy Chrystus nie stanie na centralnym placu Poznania. Wywiązała się awantura. Głos Wielkopolski: „>>Naziści w 1939 r. wywlekli figurę Chrystusa za szyję za placu Mickiewicza. Jeśli władze miasta nie rozumieją, że figura ponownie powinna tam stanąć staje się tożsama z tamtą ekipą.<< – tak brzmi kontrowersyjna wypowiedź poznańskiego historyka sztuki, członka komitetu odbudowy Pomnika Wdzięczności”.
„Die Strassen frei den Braunen Bataillonen! SA marschiert…”

Jarosław Kaczyński wyznaje: „Jestem tak szczęśliwy, że od trzech dni kładę się rano spać bo nie mogę się powstrzymać od świętowania.”
Ależ to bajeczny temat na film „Trzy noce Jarosława”. Jak „Trzy kolory…” Kieślowskiego.

Ja tego nie przeżyję. Pani prof. Pawłowicz odgraża się, że odejdzie z polityki. Podpiszę każdą petycję, by tego nie robiła! „Kocham sztukę, malarstwo, książki…” – wyznaje w Internecie. Pierwsi do komentowania zjawiają się – jak zwykle – niegodziwcy: „Był już taki co kochał sztukę, zwłaszcza malarstwo, nawet sam podobno całkiem nieźle malował. Z książkami może nieco gorzej ale jedną napisał. I to jaką! Prawdziwy bestseller. Dla niektórych ważniejszy od biblii. Też był ceniony przez własne środowisko … i atakowany przez lewicę. Też był przykładnym katolikiem…”

Jak przejeżdżam przez Poronin, to mam ochotę pójść do Muzeum Lenina, choć ono od dawna zamknięte. A przecież dzieją się tam inne ciekawe rzeczy: parafianie chcą usunąć proboszcza. Ten się broni. Fakt: „Konfliktowy ksiądz twierdzi, że wszystkie zarzuty to zwykłe pomówienia, a stoi za nimi fryzjerka, która miała salon tuż przy kościele. Miała nie zgodzić się na podwyżkę czynszu i musiała zamknąć salon. Teraz się mści”.
Tak, to wszystko z pewnością robota fryzjerki!

Complete Violin and Piano Works, Vol. 2

Anton Rubinstein “Complete Violin and Piano Works, Vol. 2” (2014). Jeden z największych wirtuozów fortepiano XIX stulecia: jako bardzo młody człowiek popisywał się przed Chopinem i Lisztem. Podczas tournee po Stanach występuje z Wieniawskim. W kompozycjach wyraźnie wyczuwa się to romantyczne napięcie, choc tu do znaczących rezultatów nie doszedł (laikowi trudno ocenić). Podobno był bardzo zachowawczy i akademicki. Podobno dziś rzadko go grają na koncertach.:

s2

Guitars

Mike Oldfield „Guitars” (1999). Wszystko, co było dotąd, tylko na gitarach. I to elektrycznych. Najrozmaitsze nakładki, sample, gra solo, w duetach, tercetach. Melodycznie to dość jednakowe, nawet monotonne. Czasem ostry akord jak grom. Ale generalnie do towarzystwa przy pracach domowych.:

s3

Ommadawn

Mike Oldfield „Ommadawn” (1975). Interesujące na tym krążku może być połączenie folkloru afrykańskiego z elementami ludowej muzyki irlandzkiej. W zestawie instrumentalnym wiolonczela, trąbka, fortepian obok zwykłych (jak na lata 70.) syntezatorów. Poza tym wszystko nieco rozciągnięte, wałkowane wiele razy. Nie ma to już zwartości „Dzwonów rurowych”, a przecież nagrane zostało krótko po nich.:

s4

Haeven’s Open

Mike Oldfield „Haeven’s Open” (1991). Tym razem Oldfield w wersji bardziej „ambitnej”. Próbuje grać bardziej rockowo – rock raczej progresywne, bez tej swojej rozlewnej melodyjności. Ale nie bardzo. Traci nastrój, w którym bywał dobry, a jeżeli chodzi o inwencję rockową, to niczego szczególnego tu nie słychać. Łomoty, zgrzyty…:

s5

Waga-bunda

Do lasu nie było kiedy. Ale uliczna waga (jedyna wiarygodna) pokazuje, że to i tak strata czasu.:

p1

Igraszki językowe jak co dzień. Na wp.pl wspomnienie o śmierci Władysława Hańczy: „Nagle słabo się poczuł…”  Słabo to ja się czuję od świtu do zmierzchu, ale jakoś nie umieram – odpukać! Raczej: Źle się poczuł…” A to co innego.
Komorowski po wyborach: „Trzeba budować jak najszerszy front, żeby stoczyć zwycięską walkę w wyborach parlamentarnych. Pragnę być częścią tego frontu”. Retoryka wojskowa w polityce. Jak by nie stało napisane, że to nie Gomułka, to bym nie uwierzył.
I tak od rana do wieczora. Jak w tekstach moich studentów.
Regułą staje się, że rodacy w sytuacjach publicznych mówią, jak by byli obcokrajowcami, którzy dopiero od niedawna uczą się polskiego.

Na Fronda.pl wyborcza gorączka nieco opadła. Teksty jak zwykle, np.: „Jak dokuczyć demonom”.
Tygodnik Nie o Frondzie: „Portal Fronda.pl ogłosił szturm modlitewny za zmarłą w lokalu wyborczym kobietę. Widać zdążyła postawić krzyżyk”.

Koniec odsłuchiwania „Pierwszej sprawy Maigreta” George’a Simenona. Toczy się przed I wojną. Działa jeszcze oświetlenie gazowe, telefon jest rzadkością, w komisariatach kozy do opalania pomieszczeń. Atmosfera epoki, mnóstwo szczegółów dnia codziennego, których już dawno nie ma. Zbrodnia w rodzinie nowobogackich. Maigret wysunięty na prowadzącego sprawę, aby poległ, bo nie zna środowiska. Ale od czego komitywa ze służącymi. Oni zawsze widzą najwięcej.:

p2

W Pruchniku (15 km od mojego Jarosławia, pochodził stamtąd Marek Papała, kolega z liceum) sensacja.  Nie to jest istotne, że „59-letni kierujący fiatem cinquecento podczas wycofywania z posesji, potrącił prawidłowo jadącego rowerzystę. Pokrzywdzony 70-letni mieszkaniec Pruchnika trafił z obrażeniami do jarosławskiego szpitala”. Najważniejsze, że „obaj byli trzeźwi”. Oraz legendarna skrupulatność miejscowych organów – ostatecznie miasto niegdysiejszego komendanta głównego: „Funkcjonariusze wykonali oględziny i dokumentację fotograficzną. Trwa ustalanie dokładnych okoliczności tego wypadku”. Gdyby śledztwo w sprawie zastrzelenia Papały oddano w ręce policjantów z jego rodzinnych stron, już dawno byłoby wiadomo, kto zabił.

Voyager

Mike Oldfield „Voyager” (1996). Za daleko ta płyta nie wojażuje. Miłe gitary z pogłosem, dudniąca perkusja, dla nastroju. Elektroniczne dudy, bo klimaty tu celtyckie. Akurat wtedy był na nie boom. Muzyka towarzysząca.:

p3

Incantations

Mike Oldfield „Incantations” (1978). Zaśpiewy. Choć głównie słychać instrumenty. I te nakładki, nakładki, które robiły taką furorę w “Dzwonach rurowych”. Tutaj też – każdy dźwięk wybrzmiewa potrójnie, poczwórnie. Ogromna drobiazgowość, gigantyczna uparta praca. Ale na poziomie wykonawczym, technicznym. Bo muzycznie, to już jest tapeta dźwiękowa, pluskanie bez początku i końca.:

p4

Vivaldi. The Four Seasons

Jacques Loussier „Vivaldi. The Four Seasons”. Francuski pianista, który poświęcił się przekładaniu klasyków na jazz. Tu – po raz kolejny z talentem i wyczuciem. Gdyby nie informacja w tytule, to trudno byłoby tu zdemaskować tego Vivaldiego na słuch. Ale nie szkodzi. Biegnie to płynnie, harmonijnie. Vivaldi komponował dla rozrywki, on też prowadzi swój band rozrywkowo. Czegóż więcej?:

p5