Miesięczne archiwum: styczeń 2015

Precz z Rooseveltem!

W Poznaniu kotłuje się wokół filmu „Hiszpanka”, bo kosztował masę forsy (część wyłożył Urząd Marszałkowski), miał traktować o powstaniu wielkopolskim, a czyni to półgębkiem i – generalnie – jest niezrozumiały. Zdaje się, że finansowa klapa jest nieuchronna. Mówię o tym dla lokalnej telewizji WTK. Scena, która przemówiła do mnie najmocniej to ta, gdy Paderewski pozdrawia ludność Poznania z okien hotelu Bazar (impuls do powstania). Z tym, że z filmu wynika, iż Paderewski zbudzony nagle ze snu zdołał tylko zrzucić nocną koszulę, wdziać frak i ukazać się w oknie. Gdyby go jednak sfilmować od tyłu, to – zgodnie z logiką poprzednich scen – musiałby świecić gołą dupą. Bezcenne.
Wieczorem w tymże WTK dyskusja panelowa. Dziennikarze narzekają, że w Poznaniu nikt jakoś nie ma odwagi filmu krytykować…

Jak by się nie obracać, najśmieszniej na portalu Fronda.pl. Dookoła święci, biskupi w szamerowanych szatach, fotki z ceremonii kościelnych, a pośrodku reklama. A może się czepiam? Przecież majtki noszą wszyscy, podobno nawet papież!:

s1

Zmarły w niedzielę Demis Roussos nie zaznaje spokoju. Przynajmniej ze strony portalu Polonia Christiana. Wytykają mu tam, że w czasach burzliwej młodości nagrał album „666”, w którym było o Apokalipsie św. Jana, ale nie bardzo po chrześcijańsku. Na szczęście piosenkarz się odciął i nawrócił. Na piersi zawiesił duży krzyż, a w teledyskach pokazywał się na cmentarzu wśród lasu innych krzyży.
I już byłoby w porzo, gdyby nie to iż Roussos zaczął deklarować, że jednocześnie czuje się wyznawcą judaizmu. Z czasem także – muzułmaninem. Wierzącym w reinkarnację. Wreszcie śpiewak zaczął w sobie widzieć wcielenie XIX-wiecznego rabina. Później nawet deklarował, iż on to nie on, lecz przeniesiony w nasze czasy kaznodzieja staroegipski. No, i masz nawrócenie!

Dorota wyśmiewa moje literówki. Wczoraj napisałem z błędem cytując czytankę:
„Minęła nocna, minął cień”. Ona twierdzi, że to podświadomość. Chciałem napisać: „Minąłem nocny, minął dzień”. Znaczy – mnie wystarczy tylko przejść obok sklepu nocnego, bym przez cały następny dzień był nieczynny.

Stowarzyszenie Koliber zamierza wytępić w poznańskim nazewnictwie miejskim wszelkie relikty PRL-u. I w porzo. Ale co zrobić z ulicą Roosevelta w samym centrum? Z jednej strony to amerykański prezydent. A z drugiej ulica dostała takie miano za komuny, bo owemu prezydentowi były reżym zawdzięczał Jałtę i to, że Polska znalazła się w składzie Krajów Demokracji Ludowej. No, i masz!

The Violin Sonata

Johannes Brahms „The Violin Sonata” (2 CD). Skrzypce, niekiedy wiolonczela, fortepian. Cały wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek. Sporo tu pasji, a skrzypce przejmują jakimś głębinowym smutkiem. Można się w tej muzyce zanurzyć, pogrążyć i nie wychodzić na zewnątrz.:

Polish splash

Drewniany kościółek w miejscowości Granowo (30 km od Poznania). Zaszedłem, bo pewna studentka opisywała go w ramach ćwiczeń stylistycznych na zajęciach reportażu. Zastanawialiśmy się wówczas, czym pachnie taki kościółek. Kadzidłem? Liliami sprzed ołtarza? Kwiatem lipy w lecie? Nie, najmocniej pachnie terpentyną do konserwacji drewna.:

Pismo wyznaniowe, pobrane z kościelnej kruchty reklamuje książkę Jacka Pulikowskiego „Mężczyzna od A do Z”: „Wśród tematów poruszonych w książce: agresja, alkoholizm, honor, lenistwo, prezerwatywa, przywództwo, rozwód, teściowa, zdrada, żona i wiele innych”.
Z kolei w książce „Kogo kochają kobiety” poruszone zostały „sprawy ważne dla młodych kobiet poszukujących mężczyzny swojego życia”. Autorem jest o. Leon Knabit, benedyktyn, który od półwiecza nie opuszcza swego klasztoru.
No, i tetralogia „Świat demonów”. Z tych tytułów i Nergal by się sporo dowiedział. A poza tym mógłby wykorzystać tytuły w swoich piosenkach:

Pismo Flesz (o życiu gwiazd) pyta co sądzić o jurorowanie Danuty Stenki w polsatowskim programie Celebrity Splash. Odpowiadam w ten deseń:
W realnym życiu ekspert ocenia to, na czym się zna. W telewizji – odwrotnie. Tu specjalista od kiszenia kapusty zazwyczaj ocenia wydmuchiwanie baniek mydlanych. Bo nie chodzi o to, by było sensownie, chodzi o to by było śmiesznie.
Jeżeli już ktoś ocenia w swojej dziedzinie, to nie na swoim poziomie. Wybitna znawczyni kuchni Magda Gessler nie robi rewolucji w Hiltonie, lecz w zaplutym barze na prowincji. Co mógłbym przeprowadzić nawet ja. W PRL-u wybitny aktor Aleksander Bardini poprawiał recytatorów z Sochaczewa. Żeby ich czegoś nauczyć? Nie. Dla jaj.
A Stenka? Cóż, aktor żyje z przypominania o tym, że żyje. Poza tym rachunki za prąd i gaz też trzeba opłacić.

W Internecie czytam: „Stabilny stan arcybiskupa”. I myślę, że to chyba jednak nie może być prawda. Ale dalej się wyjaśnia: „Ks. abp Zygmunt Zimowski opuścił oddział intensywnej opieki medycznej”. A mnie się ciągle tłucze po głowie nasz arcybiskup, Gądecki, który w Poznaniu organizuje szeroką akcję wymierzoną w „seksualizację dzieci”. Jej finałem ma być mityng na wielkim stadionie Lecha przy Bułgarskiej.

Songs Of Freedom

Nguyên Lê “Songs Of Freedom” (2011). Gitarzysta francuski o wietnamskich korzeniach. Omijałem go dotychczas, bo nikt się do niego jednoznacznie nie przyznaje – ani jazz, ani jazz-rock. Ale wziąłem na tapetę, bo ma wystąpić w ojczyźnie Chopina (Polska, nie Francja). Te „songs” to kwiat zarówno rocka jak i rapu, i popu. Gitary samego Mr. Le niewiele, pojedyncze solówki, łba nie urywa. Reszta to znane tematy opracowane raz na smyczki, raz na band z trąbkami. I oni w tym stylu grają „Mercedec Benz” Janis Joplin czy „Whole Lotta Love” Zeppelinów. Co z tego przechwytują? Znaną melodyjkę. Bez kontekstu. Ja wiem, czy jest sens..?:

Celebrating The Dark Side Of The Moon

Nguyên Lê “Celebrating The Dark Side Of The Moon” (2013). Celebracja świętości mojego dzieciństwa. Jak kilka lat temu zobaczyłem na poznańskich Targach wystawiał swoją, pożal się Boże operę, myślałem, że widzę ducha. Tak daleki był ode mnie ówczesnego wobec tego jak go pamiętałem z początku lat 70. I teraz te niezapomniane frazy z tamtego longplay, który znałem na pamięć dźwięk po dźwięku, przywołuje jakiś band z trąbkami. Atmosfera jarmarku. A dla nas za wczesnego Gierka to było sacrum. Śmiać się? Płakać?:

p4

Podejrzenie / Suspicion

 

Historia jak z naszych programów typu „Trudna prawda”: bezczelny naciągacz omotuje pannę z dobrego domu licząc, że się przy niej obłowi. Ona wychodzi za niego, bo nie chce zostać starą panną. I musi zmagać się z podejrzeniem, iż małżonek kłamie, kradnie i morduje, byle zdobyć kolejne partie pieniędzy. Poza tym – hazardzista. Przed ślubem nic o nim nie wiedziała. A teraz widz podziwia, jak on potrafi przekonująco kłamać.
Cary Grant jak zwykle jak z żurnala.
Anglia – prowincja, arystokracja, rytuał. Jak pokazują domek na prowincji, narzuca się przekonanie, że to makieta. Taki jest szablonowy. Dla rozrywki grają w coś w rodzaju skrabla.
Smyczki grają bez przerwy, zwłaszcza w momentach przełomowych. Nie do zniesienia.
Ona nawet jak budzi się rano w łóżku, to ma pełny makijaż.
Detal: prowincjonalny policjant gapi się na obraz abstrakcyjny w domu bogaczy. Nie może się nadziwić, że ludzie mogą wieszać coś takiego na ścianie.

Podejrzenie / Suspicion, reż. Alfred Hitchcock 1941 filmweb