W Jezioranach

Rzadko, bo rzadko, ale natykam się w Internecie na komentarze pod artykułami, których (komentarzy) zazdroszczę. Sam chciałbym tak napisać, ale nie okazuję się dostatecznie bystry. Na Fronda.pl był artykuł znanego prawicowego publicysty, który w lidzie (wytłuszczony początek tekstu) miał sformułowanie „z pośród”. Internauta skomentował: „>> Z pośród<<. I za to was kocham!”

Kilka przysłów różnych narodów – na dowód, iż są mądrości, które sprawdzają się pod każdą szerokością geograficzną:
Unikaj towarzystwa tygrysa.
Każda droga prowadzi do Pekinu.
Ten się drapie, kto ma paznokcie.
Za aloesem stoi drugi aloes.
No, i wreszcie przysłowie polskie, które dedykuję sobie:
Pan Jezus da zdrowie, to i grzechy będą.

Ostatnia partia cytatów z książki o Beksińskich, choć mogłoby ich być wiele więcej. Obrazki, żeby przywołać nastrój:

„Zdzisław Beksiński nie podoba się też miejscowemu księdzu, znajomemu rodziny Zosi z Dynowa. Duchowny krytykuje artystę, bo ten nosi sweter na gołe ciało zamiast koszuli i marynarki.”:

„Nienawidzi rozmów o trudnościach w zaopatrzeniu, szkodliwości margaryny, liczbie łyżeczek cukru w herbacie i jakie numery padły w totku. O polityce dyskutuje jedynie z kuzynem i osiemdziesięcioletnim fryzjerem, wielbicielem Mao Tse-tunga.”:

„Papier toaletowy kupuje z ogłoszenia. >>Ostatnio np. nabyłem 4 worki papieru toaletowego z ogłoszenia w »Życiu Warszawy«, bo już byłem po prostu w rozpaczy. Dałem ogłoszenie, a ponieważ papier toaletowy (gdzieś poczynając od Renu, a kończąc na Bugu) jest dla ludności tak samo nieomal komiczną rzeczą jak gówno, dupa, kalesony i sranie, to po ukazaniu się mego ogłoszenia myślano, iż cesarz humoru mieszka pod tym numerem. Telefon ryczał przez dzień cały nieustannie, humor typu »mam papier, ale używany« lub »ale pan masz sranie« lub »co pan jesz, że pan tak srasz« przerywany był wybuchami zdrowego śmiechu, niektórzy tak byli ubawieni, że nie potrafili nawet skończyć swej kwestii…<<”:

„Europę zalewają podróbki Beksińskiego. Piotr Dmochowski donosi w 2000 roku z Paryża, że na aukcji wystawiono nieznany obraz Zdzisława przedstawiający rycerza z fallusem. Praca poszła za sześćdziesiąt dolarów. „Nijak nie mogę sobie przypomnieć obrazu »rycerza« ze stojącym fiutem i niebieskim uchem” – informuje go artysta.”:

„Ostatni felieton Tomasza Beksińskiego, Fin de siècle, ukazuje się w styczniu 2000 roku.
>>Spójrzmy więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe. Zamek Karmazynowego Króla. 17 minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights in White Satin The Moody Blues. Adagio Albinoniego. Kobieta wąż (The Reptile) w kwietniu 1970 roku – seans w sanockim kinie San, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem się na horrorze. Atom Heart Mother. Andante z Tria Es-dur Schuberta. Tom and Jerry. Coca-cola i keczup. Rzygający grubas w Sensie życia wg Monthy Pythona. Czas apokalipsy. Drugi koncert Marillion w Gdańsku, gdy Fish śpiewał Lawendy tylko dla mnie i G., Clint Eastwood i scena z rondlem w westernie Joe Kidd. O fortuna – pierwsza pieśń z Carmina Burana Carla Orffa. Twin Peaks. Wizyta w Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy 14.10.1995. Miłość w czasach zarazy Márqueza. Lost Highway. Noc i poranek 31 maja 1998… Wszystkie te chwile przepadną w czasie jak łzy w deszczu. Pora umierać.<<”

s6

Dużo muzyki biegnie sobie obok. Człowiek nie nadąża spisywać.
Pianista Artur Dutkiewicz wziął (wraz z dwoma kolegami, jak to w klasycznym jazzowym trio) na warsztat piosenki skomponowane lub tylko zaśpiewane przez Niemena i dał na ich temat urocze wariacje (2009). Ot, zapomniana nieco „Nim przyjdzie wiosna”, na przykład. Miło się sączy w ucho to piano „wśród pagórków leśnych i łąk zielonych”. Wikipedia przypomina, że ów zasłużony pianista koncertował zarówno w USA jak i w Etiopii. Interesowałyby mnie zwłaszcza echa twórczości Niemena wśród etiopskich koneserów jazzu. Znanych przecież z niezwykle wyrafinowanego gustu:

Z kolei japoński gitarzysta jazzowy, Abe Ovadia, daje swoje trzy po trzy, czyli improwizacje zatytułowane „Three by Three”. Gitara delikatna, aranż wysmakowany. Zero Niemena:

Dla kontrastu rozbudowany aranż jest największym atutem trzech pięknych kobiet, które tworzą zespół Apassionante i dla ułatwienia nagrały płytę również pod tytułem „Apassionante” (2005). Zerknąłem, na okładkę: same covery tzw. wielkich przebojów. Myślę: na południową drzemkę w sam raz. Jakże się omyliłem! Panie śpiewają głosami operowymi lub zbliżonymi do opery. Więc: głośno, natarczywie. Piosenki typu „I Want to Know, What Love Is” czy „I Believe, I Can Fly” brzmią jak rozdzierający krzyk Halki zanim się utopiła. Orkiestra naszykowała aranż, jaki powinien towarzyszyć scenie Titanica pogrążającego się w odmętach. I poobiednia drzemka poszła się hulać:

Z kolei jak Ian Cooper, gitarzysta, klawiszowiec i aranżer ogólny, podprowadził skrzypka pod „Tico, tico”, to nogi same rwały się do tańca. Podobnie w „Sweet Georgia Brown” czy „Lady Is a Tramp”. Samo zdrowie!:

I pocztówka z codziennej wędrówki. Żeby życie miało jakiś refren. Tym razem: w Jezioranach:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *