W chrzcielnicy

Od rana lało, więc Gniezno mogło nam objawić swój niezatarty urok dopiero u schyłku dnia. Na jednej ze ścian bardzo pobożny mural. Ci, co go umieścili kładli zapewne nacisk na słowach „Bóg z nami”. Ja tymczasem położyłbym nacisk na słówku „jeżeli”.:

Podczas ostatniego pobytu w Resku odwiedziłem – jak zwykle – mego ulubionego marszanda. I – jak zwykle – nie zawiodłem się. Natrafiłem na malarstwo sztalugowe cudnej urody. Nie byłem w stanie dzieła zakupić od razu, bo zamykali. Zdążyłem mu tylko pstryknąć fotkę i dzisiaj już dobrzy ludzie z rodziny nabyli rzecz drogą kupna na podstawie namiarów fotograficznych. Dzięki! Jeszcze nie wisi u mnie na ścianie w galerii podobnych arcydzieł, a ja już się cieszę.:

6 przemyśleń nt. „W chrzcielnicy

    1. Jest takie ciśnienie, „żeby do naszego skromnego miasta wreszcie przyjechał ktoś znany”. A skoro nikt naprawdę „znany” się nie wybiera, to się ten przymiotnik doklei do pierwszego lepszego i odfajkowane.

      1. Od pewnego czasu zauważam u doktora Kota nadmierną skromność. Sugeruję prostą terapię: „Kot. Wiesław Kot”.

      2. Fedorowicz w Poradniku Estradowca ostrzegał swego czasu jaką gratką dla miejscowych dziennikarzy jest wizyta w mieście kogoś sławnego. Można go bezkarnie zjechać i żaden szef nie zadzwoni do redaktora naczelnego z interwencją, bo taki Wiesław Kot nie ma szefa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *