Ultimatum Bourne’a / The Bourne Ultimatum

Oglądane po raz kolejny przed premierą nowego Bourne’a. A pamiętam jeszcze jak się z taśm VHS oglądało tego z Chamberlainem.
Denerwująca maniera – kamera z ręki, trzęsie się non stop. Jak ujęcie trwa trzy sekundy, to już jest nudno. Filmowane jakby niedbale, pod światło.
Stary schemat: agencja w agencji jak w „Trzech dniach Kondora”. Plus kret w centrali. Spisek zawsze sięga wyżej i wyżej. Każdy pozorny szef tłumaczy się jeszcze ważniejszemu szefowi.
CIA ma dostęp do dogłębnej wiedzy o każdym – kiedy tylko zechce. Oby to nie była prawda!
Matt Damon to taki ludowy Bond – twarz z grusza ciosana, ruchy kanciaste. Ogólnie niepiękny.
Zamiast ludzi – typy (ludzka szefowa, pan techniczny, współczująca kobieta). Jak w grze komputerowej.
Dwa pola bitwy: ulice miast i biuro. Nie wiadomo, które bardziej krwawe. A i tak najważniejsza bitwa rozgrywa się w archiwum, bo w aktach tkwi istota rzeczy. Kto ma właściwą teczkę, ten jest górą.
Widz zastępczo porusza się po całym świecie za agentem. A sam raz na rok jedzie na wczasy na Kretę na dwa tygodnie. Kompensacja. To samo było z Bondem. Nie ma znaczenia strefa czasowa, pora roku, klimat.
Niby komputery najwyższej generacji, a w CIA najważniejsze materiały przechowują w teczkach i burych skoroszytach jak księgowi w PGRze.
I ci wszyscy szefowie CIA, kiedy mówią o agencji i amerykańskiej racji stanu, przemawiają jak Lenin na zjeździe partii.

Ultimatum Bourne’a / The Bourne Ultimatum, reż. Paul Greengrass 2007 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *