Tadeusz Ostaszewski „Cygaro marki Prima”

Tadeusz Ostaszewski „Cygaro marki Prima” 1974:

Taki sobie PRL-owski kryminalik. Zabójstwo na statku, morderca jest wśrod nas. Nuda i trochę realiów.
Cytaty:

Giowa mi pęka — powiedział cieśla Antoni Robakiewicz. Poprawił się na koi, na której leżał w roboczym ubraniu i ścisnął oburącz skronie. — Zatankowało się ponad normę, co? — padło spod okna. — Nie gadaj wiele, skocz po mineralną. Jak podrośniesz, będziesz mógł oceniać starszych. No, jazda…

… zainteresowała go rozmowa pasażerów. Początkowo żywiołowa i głośna, teraz swym nastrojem i temperaturą mogła przypominać kończącą się dyskusję podczas nudnego wieczoru autorskiego.

— Niestety, nie wszystko pamiętam. Pan wie, film rwał mi się kilka razy. No, ale co wiem — opowiem. Więc tak: weszliśmy, nie było miejsc przy stolikach, co jest w ogóle bardzo dziwne, bo nigdy się to nie zdarzało. Usiedliśmy przy barze, na stołkach. Sawicki od razu zarządził po dużej szkockiej i bombie piwa. — Dzielnie! Chciałem powiedzieć: po polsku rozpoczęliście to urzędowanie—wtrącił Rajski.

Nie gustowali w tego typu śledztwach. Zamknięta przestrzeń, określona liczba osób, trup… Zupełnie jak w klasycznym kryminale. Dzielny detek­ tyw powinien teraz medytować i… czekać, aż morderca wy­ kona następny ruch, aż coś zacznie się dziać. Lecz w tych warunkach trudno było liczyć na coś podobnego. Morderca dokonał swego dzieła, umył ręce, zatarł ślady, szukaj wiatru w polu. Musiałby być idiotą, aby teraz właśnie, pod bokiem funkcjonariuszy milicji, ważyć się na jakikolwiek krok mogący wzbudzić podejrzenie.

Słuchajcie, Lutowski — głos kapitana Malinowskiego był twardy, nieprzyjemny. — Wy nie wiecie, która była godzina, nie wiecie, jak długo staliście, nie wiecie, od kogo dostaliście w czerep… Wy znów nic nie wiecie! Zastanówcie się dobrze, Lutowski, i nie próbujcie jak przedtem zagadywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *