Sandor Marai „Dziennik”

Sandor Marai „Dziennik”:

Kolejna zaległa lektura. Rzecz w Polsce ukazała się w trzech tomach. Sam czytam wybór z całości w jednym tomie, ale przecież i tak opasłym. Nie doszedłem jeszcze do połowy.
Marai urodził się i chodził do szkoły w Koszycach na Słowacji. Ma tam pomnik. Tyle razy spacerowałem po Koszycach i jakoś nigdy na niego nie trafiłem. Trzeba będzie nadrobić.
Cytaty:

Szczęście jest kwestią dyscypliny.

Dyscyplina… doznanie niemal tak samo silne jak morfina, jak wszelkie euforyczne odurzenie, większe przeżycie niż walka i dyskusja. Utrzymać samodyscyplinę i obserwować, jak odsłania się życie, jak ludzie odrzucają maski; milczeć i obserwować – co za przeżycie!

Gdy pisarz milczy z własnej woli – a więc nie z lenistwa czy bezradności, lecz z pełną świadomością, z zamiarem wychowawczym -wówczas jego milczenie bardziej niepokoi niż wszystko, co dotychczas powiedział.

Muszę pracować do ostatniej chwili, obserwować życie, ludzi, póki żyję, zrozumieć ewenement świata i człowieka, to, co złożone i niepojęte… a reszta to tylko mało ważny dodatek.

Kawiarnia literacka: coś jak osobna sala w domu wariatów, gdzie pacjenci spędzają czas nie na zajęciach rękodzieła i zabawach grupowych, lecz na pielęgnowaniu swoich manii wielkości.

Nie sposób rozmawiać z ludźmi. Podobnie jak nie sposób rozmawiać z szaleńcami czy pijanymi: węgierska klasa średnia upiła się problemem żydowskim. Rosjanie już przy Korosmezo, nad Budapesztem Anglicy i Amerykanie, a to społeczeństwo, oszalałe, z pianą na ustach, nie chce i nie umie mówić o niczym innym, jak tylko o kwestii żydowskiej. Człowiek, ta zaraza.

Mieszkaniec Europy przez długi czas mógł mówić z pełnym zaufania spokojem „mój Bóg”. Potem, z nieoczekiwaną groźbą, ponuro mówił: „moja religia”. Jeszcze później z niezdrowym podnieceniem zaczął trajkotać: „moja ojczyzna, mój naród”. A teraz, z przekrwionym okiem wydziera się obłędnie: „moja rasa”. I w tej właśnie chwili przestał być Europejczykiem.

Znajoma lekarka mówi, że w wieku ośmiu-dziesięciu lat dzieci wchodzą w tak zwany „okres myszkowania”, kiedy to z niespokojną ciekawością buszują po szafach i szufladach, wszystko przeszukują, wszędzie zaglądają… Rosjanie znajdują się obecnie w takim okresie. Na wsi wielokrotnie widziałem, Jak moi umundurowani rosyjscy goście bez żenady zaglądali do szuflad i szaf, obmacywali rozmaite przedmioty, oglądali maszynkę do golenia, szpulkę, naparstek i czasem nawet niczego nie zabierali. Tylko bawili się, myszkowali jak ośmio-, dziesięcioletnie dzieci.

W nocy, gdzieś pomiędzy Bolonią a Florencją, w wagonie sypialnym grzecznie, lecz stanowczo zwróciłem uwagę stewardowi, że woda mineralna, którą przyniósł, nie była zimna… Uniżenie mnie przeprosił. W tej chwili po raz pierwszy poczułem, że – dla mnie – zakończyła się druga wojna światowa.

Historia ogłupia. Nie wystarczy lubić tego, co lubią oni; żądają, bym nienawidził tego, czego oni nienawidzą. Tu się nasze drogi rozchodzą. Przedstawienie galowe na cześć Tity. Na ulicy co dziesięć kroków milicjant z karabinem maszynowym, w hełmie bojowym, w Operze na co trzecim stopniu tajniak.

Wolność jest sumą dobrowolnie podjętych, uznanych za słuszne obowiązków.

Istnieje pewien typ człowieka, którego fantazja nie sięga wyżej progu IV klasy tabeli płac. To urodzeni podsekretarze stanu.

Nie myślę, więc jestem. Gdybym myślał, pewnie przepadłbym z kretesem.
„… nie ma nic niemożliwego”. Zawsze trzeba o tym pamiętać. Pisać i czytać.

… w maszynie, która ma wprawdzie węgierskie litery, ale anglosaskie znaki interpunkcyjne. Na klawiaturze brak na przykład wykrzyknika – po angielsku nie wypada wykrzykiwać, ani podczas rozmowy, ani w maszynopisie. Po angielsku człowiek zawsze mruczy pod nosem, nawet wtedy, gdy pragnie krzyczeć.

Systemy oparte na ucisku – przeżyłem kilka z nich – zwalniają człowieka z myślenia i formułowania opinii, co zawsze wymaga wysiłku umysłu i charakteru. Społeczna euforia, którą zamiast tego oferują, nie jest w rzeczywistości niczym innym, jak tylko ucieczką od osobistej odpowiedzialności za własny sąd. I to jest ich wielka zaleta w oczach tłumów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *