Radio Merkury, Bigbit lokalny

Drodzy Państwo,
Słuchamy tak sobie i słuchamy tych odkurzanych nagrań w Radiu Satysfakcja i łapiemy się na przeświadczeniu, że cały ten rock to zabawka anglosaska. Prawda – ale nie cała, bo przecież rock and roll promieniował na cały glob i stał się własnością świata. Turcja, Tunezja, Madagaskar czy Islandia też mieli swoich Beatlesów. Miały ich i kraje bloku komunistycznego, a jakże. No bo rozejrzyjmy się po sąsiedzku.
Oczywiście nie zaskoczę nikogo, jeśli powiem, że rock and roll lekko nie miał w Związku Radzieckim. Przede wszystkim dlatego, że żadnego rock and rolla tam nie było. Były tylko wokalno-instumientalnye ansambły, w skrócie „wia”, co znaczyło tam tyle, co w Polsce wtedy big beat. Tak nawaisem pamiętam telemost między młodzieżą amerykańską i radziecka już za Gorbaczowa. Amerykański chłopak zapytał: A jak tam u was z seksem? Radziecka dziewczyna odpowiedziała: U nas seksa niet i nikagda nie było! W każdym razie Związek Radziecki już w roku 1965 mógł się śmiało pochwalić własnym zespołem z nurtu WIA o nazwie Pajuszczije Gitary, Śpiewające Gitary. Podmiot wykonawczy ten harmonijnie łączył w swych utworach wpływy takich twórców jak – wymieniam za opiniami krytyków: The Beatles, Marino Marini, The Shadows, Gianni Morandi, Skaldowie, Pink Floyd, No To Co oraz Blood Sweat And Tears. Oczywiście sukcesów pozazdrościli im młodsi koledzy i – tak jak w Polsce zespoły bigbitowe w tym czasie starały się mieć w nazwie jakiś kolor – tak zespoły radzieckie starały się umieścić tam rzeczownik  gitary lub imiesłów pajuszczije. Grały i śpiewały więc: Gołubyje Gitary, Sieriebriannyje Gitary czy Pajuszczije Serdca. W takiej Gruzińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej  bezkonkurencyjna była grupa Orera pod kierownictwem czołowego bigbitowca ówczesnego Tbilisi Robberta Bardzimaszwilego, który śpiewał czastuszki w stylu Demisa Roussosa, a gruzińskie pieśni ludowe w manierze Toma Jonesa. Zreszta z rosyjskim folklorem kłopot mieli nie tylko Rosjanie, a wręcz przeciwnie. Angielska  grupa The Seekers ni z gruchy ni z Pietruchy nagrała i wydała w roku 1965 piosenkę pod tytułem „The Carnival is Over”, podpisaną przez kompozytora, Toma Springfielda.  Wielki sukces, kilka milionów sprzedanych krążków. Szybko zaczęła się awantura, bo dla każdego jako tako obytego słuchacza, nie był to żaden Carnival, lecz Pieśń Burłaków znad Wołgi, która zaczyna się słynnym: Wołga, Wołga, mat radna ja, eto ruskaja rieka. Oczywiście bezczelny plagiat, ale pieśń jest anonimowa, więc na procesie sądowym nikt nie zarobił. Ale ten rosyjski folklor ciagle kusił. I tak skromna brytyjska piosenkareczka Mary Hopkins odniosła w roku 1968 ogromny sukces piosenką „Those Were The Days”, którą po polsku śpiewała Halina Kunicka, ze słowami swego męża Lucjana Kydryńskiego jako „To były piękne dni”. To takie, jak mawiali wówczas Ślązacy, „Toboły”. Ale szybko się okazało, że podpisany pod melodią i słowami Amerykanin Gene Raskin nic de facto z piosenką nie ma wspólnego, bo skomponował ją jeszcze w latach dwudziestych słynny rosyjski pieśniarz Aleksandr Wertyński . I w jego wykonaniu była to ballada pełna nostalgii, a nie materiał na dansingową potupajkę. Ale Wertyński nie żył już wówczas od dziesięciu lat, więc na procesie o plagiat nic nie zarobił. Ach, długo by jeszcze  a to o Wiesiołych Riebiatach, a to o Dobrych Mołodcach, a to o Samoctwietach, ale my już wracamy zza Buga i wykonujemy skok za Karpaty.
Czynniki partyjno-państwowe Czechosłowacji były jak najbardziej za rock and rollem: że tak, że owszem, że wszysko, pod warunkiem, że po czesku. I już w 1962 roku cały kraj nucił – przykładowo – hit Waldemara Matuski i Evy Pilarovej „Ach, ta niebiańska miłość”, w oryginale, „Ach, ta laska Nebeska”. Z kolei pionierem muzyki młodzieżowej na Słowacji był zespół mocnego uderzenia Srszni , czyli Szerszeni. I żeby to miało ręce i nogi zespół powstał w Klubie Stoczniowców, bo – jak wiadomo – Słowacja jest krajem z szerokim dostępem do morza. W każdym razie na małej Słowacji doliczono się już w 1974 roku aż 70 zespołów rockandrollowych. One śpiewały – jak chciała władza – po czesku i słowacku, ale nazywały się po angielsku. W jakim zespole startowała Helena Vondrackova? W tercecie Golden Kids! W jakich zespołach zaczynał Jizi Korn? Po kolei w formacjach Donald, Mickey, Rogers, Hurikan (Hurricane), Rebels i Shut Up. Jednym z większych przebojów Jizego Korna była piosenka Zpivat’ jako dest’ . Może państwo słyszeli ją również w wersji angielskiej, gdzie nazywa się „Singing in the Rain”. Ale ta angielszczyzna panoszyła się u Czechów do czasu. Ściśle mówiąc do roku 1968, a dokładniej do sierpnia  tego roku, kiedy nastąpiła inwazja wojsk bratnich krajów na Czechosłowacją . I już pod koniec tego roku taki zespół Flamingo nazywał się Plamenacze, zespół Greenhorns  – Zelence, zespoł Blue Effect – Modri Efekt. Czescy bigbitowcy byli równie niepewni siebie jak nasi, dlatego chętnie określali siebie jako – czeski i tu padało nazwisko zachodniej gwiazdy. I tak Marie Rottrova to była czeska Aretha Franklin, zespoł Rebels z Jizim Kornem to było czeskie BeeGees, a – przykładowo – Helena Vondrackowa to była czeska Natalie Cole, Gloria Gaynor i Barbra Streissand w jednym.
I już by się chciało – hop! – za Odrę, by przybliżyć karierę Franka Schoebla, enerdowskiego Elvisa Presleya, choć z Presleyem łaczyło go tylko to, że obaj zaczynali karirę jako śpiewający kierowcy ciężarówek.  Ale to już innym razem. Also – bis dann, meine Liebe Freunde, do swidania, ahoj!

radiomerkury

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *