Pięciolatka

Pięć lat temu z początkiem września 2013 roku pojechaliśmy z Dorotą – ot, tak, żeby nie siedzieć w domu – na Dożynki do Miłosławia (miasteczko niedaleko Wrześni). Po powrocie zastałem na poczcie korespondencję w pewnej dawno zapomnianej sprawie i w trakcie dyskusji wyraziłem zamiar poprowadzenia bloga (technicznego, sprawozdawczego, nic „tematycznego”), bo do FB zraziłem się już po kilku dniach. Tyle, że nie miałem pojęcia, jak się do tego zabrać od strony technicznej. Wówczas zgłosił się Pan Webmaster, że on się mianowicie zajmie informatyczną stroną projektu. Mnie w to graj, bo zanim sam bym się nauczył… I tak upłynęło pięć lat. Ja nie nauczyłem się niczgo, a Pan Webmaster (za darmo!) od pięciu lat dzień po dniu pozycjonuje te moje bazgroły na tych stronach. A nigdy się nie spotkaliśmy w realu, nie wiem nawet jak On wygląda. W tej sytuacji powiedzieć, że jestem fundamentalnie wdzięczny, to tyle, co nic nie powiedzieć. Po prostu: dziękuję.
Dziś, w rocznicę, specjanie pojechaliśmy na Dożynki do Miłosławia. Śpiewała Maryla.:

Wcześniej pięć kilometrów lasem.:

Internet (prawy):
A tak mi przyszło do głowy odnośnie przecinki drzew w Puszczy Białowieskiej – a może w tym zamkniętym dla ludzi obszarze żydokomuna coś ma w tych lasach, że mogło by coś wyjść na jaw. Wiele parków narodowych może być kamuflażem dla niecnych przedsięwzięć.

2 przemyślenia nt. „Pięciolatka

  1. Dziękuję w imieniu milionów zwykłych, szarych Polaków, których życia Twój blog uczynił nieco lżejszymi i weselszymi.

  2. Macieju,
    nie popadaj w megalomanię typu:
    „Nazywam się Milijon, bo za miliony kocham i cierpię katusze” (Dziady, Cz. III).
    Co do „rozweselania” – pełna zgoda. Jest się z kogo pośmiać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *