Zaczyna się od “Rosebud” (Różyczka). Od pomysłów filmowych aż gęsto. Widać, że reżyser nie bawi się w linearne, grzeczne opowiadanie, lecz od razu buduje odrębny świat i to własnym językiem filmowym. Pokazuje zamiast gadać.
Zasada kłębka odwijanego wstecz. Życie opowiadane od końca. Wzorowane na biografii Williama Randolpha Hearsta, magnata prasowego.
Zamiast gadać narracja z rzekomej kroniki filmowej.
Charakterystyczne: Kane nigdy nie został wybrany na żaden urząd, ale jako potentat mediów miał więcej władzy niż całe grona polityków. To opowieść z 1941 roku! A dziś?!
Filmowane „nieczysto”, jakby z ukrycia, kamerą z ręki, twarze często niewidoczne. Wrażenie autentyku.
Jako szef dziennika „Enquirer” w odpowiedzi korespondentowi z Kuby donoszącemu, że nie ma tu wojny: „Ty tylko pisz, ja zadbam o wojnę”.
Kane wprowadza prasę opartą na skandalach, na „human interest” – w konflikcie z „poważnym” dziennikarstwem.
Asy dziennikarstwa, których podkupuje Kane – wszyscy łysi, po 60-tce; dzisiaj stawiałby na młodych. Staruszki najwyżej do komentowania.
Kane na stancji u przyszłej żony. Rozmawiają, a ta otwiera drzwi na korytarz: „ – Gospodyni życzy sobie, by drzwi były otwarte, kiedy odwiedzają mnie mężczyźni”.
Kane przyłapany na pozamałżeńskim flircie. Ugodzony bronią, którą sam wojował.
W redakcji wszyscy bez przerwy palą. I to cygara!
Druga żona – początkowo miła panienka – kiedy czuje się pewnie jako żona, okazuje się zwykłą jędzą. Potem pije. Nie wytrzymuje ciśnienia wielkiego człowieka.