Noc w motelu

Film „Miś”: „Życie zawsze stawia przed nami coś nowego”.
Mieliśmy zamówiony i potwierdzony pokój w motelu o szalenie światowej nazwie „Vega” pod Czeskimi Budziejowicami. Zjawiamy się ok. 21.00,  więc dość wcześnie. A tu cały obiekt wyciemniony, drzwi pozamykane. Stukamy – nic. Telefonujemy. Zgłasza się pani, która zawile tłumaczy – rozmowa po angielsku – że klucz jest w doniczce pewnego kwiata. Tego z lewej, obok drugich drzwi, tego plastikowego, bo dookoła są żywe. Macam po ciemku, który jest z plastiku. Grzebię w doniczce. Jest. Teraz trzeba dopasować klucz do drzwi. Jeden do zewnętrznych drugi do drzwi pokoju. Ale nie narzekajmy – wszystko razem zajęło kwadrans.
Więc tylko szybko pocztówka z Grazu (Austria). Czyżby to oznaczenie strefy dla pedofila?:

w1

I wizytówka na drzwiach w Linzu, ulubionym mieście Hitlera. Gdyby fuhrer to zobaczył!:

w2

2 przemyślenia nt. „Noc w motelu

  1. Gdyby doniczka nie tylko”wydawała” klucze, ale i „pobierała” płatności za nocleg nalegałabym na podzielenie się z czytelnikami dokładnym adresem tego motelu.

  2. Tak, był bliski ideału. Tylko nas lekko zaskoczył. Najgorsza bywa odwrotność, czyli agroturystyka z „rodzinną atmosferą”. Tłumaczą, że tę dolną szufladę trzeba dosuwać, bo denko się poluzowało. A kran cieknie, bo pan Władeczek miał naprawić i może przyjdzie właśnie dziś. To może go poczęstować mentalowym, bo lubi…
    Nigdy w życiu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *