My funny Valentine

W Św. Walentego Dorota kupiła mi truskawki (w lutym!). Ponieważ ten święty jest zarówno patronem zakochanych jak i epileptyków, prezent przyjąłem.:

p1

Zwykły poranek, a tyle możliwości.:

p2

Ten jelonek w głębi fotografii to zapewne Władek. Ale nie mam pewności, bo jednak stoi daleko.:

p3

Września. Szukamy tych słynnych „dzieci wrzesińskich”. Pierwsze podejrzenie pada na tych pod ścianą miejscowego muzeum.:

p4

Ale nie! Dzieci protestują w ławkach szkolnych. Dołączyłem.:

p5

A ponieważ to Walentynki, co druga wystawa wygląda tak. No nie wiem, czy o to walczyły „dzieci wrzesińskie”…:

p6

A przecież w tym czasie dwór-muzeum w pobliskich Koszutach reklamuje majtki staropolskie.:

p7

Miłosław (pojechaliśmy, bo to nazwa w sam raz na Walentynki). W zborze protestanckim jak raz koncertowała Grupa Trzeciego Dnia. Śpiewali o miłości, ale raczej nie pod kątem Walentynek.:

p8

Miłosław, park, regulamin. Jak widzę regulamin, zaraz nabieram ochoty, by go złamać. Najchętniej punkt czwarty.:

p9

W Środzie Wlkp. trafiliśmy na absolutny unikat. Tablicę pamiątkową „synagogi wyznania mojżeszowego”. Bo przecież jak świat długi i szeroki jest mnóstwo synagog – a to katolickich, a to muzułmańskich. Ten budynek to obecnie biblioteka.
Oni tam naprawdę cokolwiek czytają?:

p10

Polityka.
Nareszcie! Minister Macierewicz chce wysłać nasze F-16 do Syrii. Co za ulga!
Kiedy sobie chodzę lasem i słucham przedstawień teatru radiowego, te france z lotniska w Krzesinach z hałasem przetaczają się po niebie. Tu wielka sztuka, a górą łomot! To bardzo rozprasza. Więc jak odlecą, może będzie chwila spokoju…
Z tym, że prezydent Duda twierdzi, że żaden żołnierz polski nie będzie wysłany do Syrii. Twierdzi to jednocześnie z Macierewiczem. Aj, chyba się jednak nie nasłucham.
Anna Maria Anders startuje w wyborach uzupełniających do Senatu z Suwalskiego. Cały życie spędziła poza krajem. Ale do rozwiązywania problemów akurat Suwalskiego – jak znalazł.
Czy ja pisałem tu już coś o chaosie?

Przeczytane w trakcie kwadransów, kiedy nie bardzo wiadomo, co robić.:

p11

Powieść milicyjna z połowy lat 60. Pod pseudonimem napisał Adam Bahdaj. Gigantyczna afera. Przemyt kilku paczek zegarków. Sporo z atmosfery z epoki.
Relacja milicjanta: „Jeden ze świadków zajścia twierdzi, że poszkodowany przychodził do wyżej wzmiankowanego domu do mieszkającej w tymże, mieszkania nr 6, niejakiej Mirosławy Paczewskiej, w charakterze nieokreślonym, i często tam przebywał przez całą noc”.
Dziennikarz pisze reportaż o warszawskim półświatku: „Warszawa budzi się ze snu. Przez tunele pustych ulic przetaczają się pierwsze tramwaje. Wozy badylarzy turkoczą na bruku preludium nowego dnia. Z mrocznych bram wymykają się ludzie. Są zaspani, przeważnie źle ubrani. Spieszą do pracy. Warszawa zaczyna żmudny dzień. W zatłoczonych mieszkaniach rodzą się pierwsze kłótnie: ≪Czy starczy pieniędzy do pierwszego? Za co kupi się buty dla dzieci? Znowu coś podrożało.≫ A w Palladium idzie nowy film z Brigitte Bardot i nie ma już forsy na bilety… Ktoś zalega za komorne, komuś podarły się zelówki, komuś znowu nie wypłacono premii, na którą tak liczył… O świcie rozgrywają się małe i duże tragedie milionowego miasta…
A tymczasem z ≪Kaskady≫, z ≪Stolicy≫, ≪Oazy≫, ≪Kameralnej≫, ≪Bristolu≫ jak szczury z piwnic wyłażą cuchnący wodą ≪wdechowcy≫. Wpychają w taksówki pijane
dziewczyny. Z szyderczym śmiechem przechodzą obok umykających jak cienie, szarych, zmęczonych ≪mrówek≫. Ich hasłem jest: ≪Śmierć frajerom!≫, ich dewizą: ≪kantuj i
kradnij, gdzie się da!≫. Skąd te podejrzane typy, bez stałego zajęcia, biorą pieniądze na ≪ochlaj≫, ≪ubaw≫, ≪rozrobkę≫?
Jakim prawem śmieją się prosto w twarz cichym, spokojnym, skromnym obywatelom? Skąd wziął się ten czarny margines naszego życia?”
I miły drobiazg z sopockiego Grandu: „Na podwyższeniu dla orkiestry stał kontrabas. W płóciennym pokrowcu wyglądał jak kulący się pod ścianą pijany człowiek w płaszczu”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *