Klenczon to jest poezja

 

Usłyszałem w radiu Klenczona, jak się żalił, że gdy próbował jednoosobowo poprowadzić Trzy Korony, to urobił się po łokcie i nie dał rady. Zostawił to, uciekł do Stanów, tam początkowo gitary nie brał do ręki, ale natura ciągnie wilka do lasu… Grał w klubach nowe piosenki, ale słuchacze dopominali się o stare. Seweryn Krajewski mówił mi, że już byli po rozmowach, że mieli się na powrót zejść. No, ale ten fatalny wypadek samochodowy… Pamiętam, jak wiadomość o jego śmierci podało radio wiosną 1981. Jako kolejną, mało ważną informację. Trwała przecież wiosna Solidarności. Żadnej mitologii po jego śmierci. Odwrotnie niż w przypadku Jantar.
Posłuchałem tej płyty z Trzema Koronami. Fajne, ale po latach wydaje się za bardzo histeryczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *