Jerzy Bralczyk, Jan Miodek i inni… „Wszystko zależy od przyimka”

Jerzy Bralczyk, Jan Miodek i inni… „Wszystko zależy od przyimka”:

Językoznawcy o polszczyźnie – daleko wychodzi to poza samą polszczyznę.
Cytaty:

Uderzyło mnie ciepło, bezpośredniość i autoironia profesora: zachwycił mnie uwagą, że ze względu na charakterystyczny gest dłonią wykonywany zawsze, gdy coś tłumaczy słuchaczom, nazywają go specjalistą od wkręcania żarówek.

Jeśli dziś chwytasz coś, to jest to rezultat zaślubin chwatania z chytaniem. Na Śląsku do dziś mówi się: „chytej to!”.

… czy w internecie rozmawiamy ze sobą, czy piszemy do siebie.

… na mejl należy odpowiadać w ciągu 24 godzin.

Ale jednak mówiłeś: „witam państwa”, nie samo „witam”. Ja również „witam” nigdy nie powiem, tylko „witam państwa”.

… w „witaj” już wyraźnie zauważamy adresata, „witam” przelatuje nad jego głową.

W emotikonach podoba mi się to, że są one w większości pozytywne. Zwykle wyrażają dobry humor, a nawet jeśli są trochę skrzywione, to apelują do pewnych empatycznych sfer.

… jeżeli chcę, żeby coś było do śmiechu, to powinienem to tak sformułować, żeby to było oczywiste i bez uśmiechniętej buźki na końcu. A jeżeli chcę coś powiedzieć ironicznie, to powinna to być ironia czytelna, żeby nie była konieczna buźka z wywalonym jęzorem.

Nie mamy już klasycznego pisma, tylko tzw. teksting, czyli pismo plus coś: plus cyfra, plus obrazek.

Więc pisze się thx jako dziękuję, btw jako nawiasem mówiąc, imo jako moim zdaniem, wtf jako – co to jest, do cholery (powiedzmy)… a jeśli chodzi o język polski, to na pewno jest mz – moim zdaniem.

… zauważyłeś pewnie, jak często „panie redaktorze” mówią politycy z niższej półki. Zapytani o coś wiedzą, że już muszą zacząć odpowiadać, a jeszcze nie bardzo wiedzą co. I mówią: „Panie redaktorze…

Na pierwszych zajęciach mówię do moich studentów: „państwo widzą”, „państwo słyszą”. Ale potem, na seminarium, już: „państwo wiecie”, „państwo słyszycie”.

„Familiada”, „Milionerzy”… Przecież to jest kretynizm: pierwszy i ostatni raz się w życiu widzą, a Urbański do osiemdziesięciolatka mówi: „Zbyszku!”.

Przypomnę tu aforyzm Milana Kundery, który napisał, że świat, w którym wszyscy są na ty, nie jest światem powszechnej przyjaźni, tylko powszechnego lekceważenia.

Słyszałem kiedyś, jak ktoś zadał pytanie: „Czy pani się rozwodzi?”. A ona odpowiedziała: „Dokładnie”.

Ja muszę powiedzieć, że… … jak musisz, to powiedz! To jest kolejna moda: „Ja muszę powiedzieć”.

Gdy ekspedientka w sklepie mówi: „w czym mogę pomóc?”, czuję się jak staruszek, który wymaga pomocy!

„Miłego ranka” byłoby zabawne, bo by separowało: znaczyłoby, że tylko ranek masz mieć miły, a potem już radź sobie sam.

W moim idiolekcie (języku osobniczym) w ogóle tego nie ma.

„Pierdolić” ma trzy warstwy historyczne. Najpierw znaczyło „puszczać bąki”, potem „ględzić, opowiadać głupoty”, a w końcu to, co znaczy dziś.

Jest taki ładny moment w Szwejku, kiedy dzielny wojak mówi, że jest wiele słów, za których użycie nie ponosi się kary. „Gdybym ja na przykład pana nazwał orchideą – mówi – to żadnej kary by za to nie było”. Oczywiście, że najważniejsza jest intencja!

Znany warszawski reżyser namawiany jest do tego, żeby się przeprowadził do Wrocławia. „Tu jeszcze gruzy, ruiny i zgliszcza, kiedy ta Warszawa stanie na nogi? Więc przyjedź do Wrocławia!”. Lecą argumenty socjologiczne. „Nie, nie, ja Warszawie będę wierny do końca życia”. Pada więc inny argument: „Słuchaj, Wrocław to miasto zieleni, parków…”. A on na to: „A co ja, k… , mszyca jestem?”.

W wulgaryzacji współczesnej polszczyzny najbardziej mnie irytuje nie ekspresyjne użycie wulgaryzmów, ale używanie ich jako przecinków, całkowicie bez emocji. Tak, znaczeniowo te słowa są całkowicie neutralne, choć wulgarne. „Wiesz, wstałem rano, zjadłem śniadanie” – nic się więcej nie wydarzyło, a piętnaście „kurw” padło!

… jeśli nazwisko brzmi tak samo jak rzeczownik pospolity, powinno się je odmieniać właśnie jak ten rzeczownik,

Albo Willy Brandt. Bardzo często było – Willy Brandta, chociaż mogłoby być Willy’ego Brandta. A więc traktujemy imię i nazwisko jako całość i odmieniamy jedynie zakończenie.

…jeżeli kobieta Polka wyszła za mąż za Polaka za granicą i tam wpisano jej w dokumenty nazwisko Wiśniewski, to ona jest Wiśniewski. Może nazwisko zmienić na Wiśniewska, jeśli chce, ale dopóki tego nie zrobi, nazywa się Wiśniewski…

One się w uprzejmości zagalopowały do tego stopnia, że powiedziały: „Panie profesorze, moczyk proszę na półeczkę, a wyniczki będą o wpół do drugiej”. I były!

Bardzo mądrze o tym pisała Agnieszka Osiecka w swojej książce „Szpetni czterdziestoletni”. Ona już wtedy zauważała, że z jednej strony są Kasie Czartoryskie, Basie Sapieżanki i Małgosie Potockie, a z drugiej Patrycje Pipki i Darie Kwiczoł.

Jeśli w domu po jakimś zamieszaniu nagle się wszystko uspokaja, mam ochotę powiedzieć: jest leżajsk, jest dobrze.

… pod wpływem propagandy, reklamy, wszelkiego rodzaju pi-aru i wizerunkowości myślimy o języku coraz bardziej jako o narzędziu nakłaniania, skutecznej perswazji, a nie komunikacji.

To nie znaczy, że reklama ludzi nie denerwuje. Zwłaszcza fizjologia. Wzdęcia, papiery toaletowe, siadanie na sedesie…

… odrzuciła kiedyś reklamę, w której o jakimś produkcie mówi się, że jest to „miękki członek rodziny”. Zmienili na „miękki przyjaciel rodziny”. To jak „przyjaciel dziecięcej pupy”. Od razu jest skojarzenie pedofilskie.

Widziałem, jak ulica zareagowała cudownie na hasło reklamowe Aleksandra Kwaśniewskiego, który reklamował się hasłem: „Dom wszystkich – Polska”. Otóż ktoś przerobił na plakacie „pe” na „ka” i wyszło: „Dom wszystkich – Kolska”. A jak wiadomo, na Kolskiej w Warszawie jest izba wytrzeźwień.

Dziś każda książka to bestseller, byle piosenka to jest hit, byle plakat to arcydzieło. To się nazywa hiperbolizacja, czyli używanie wyrazów o bardzo dodatnim znaczeniu. A jej natężenie świadczy o znacznie podniesionej temperaturze języka. Język ma gorączkę. Ze wszystkim przesadzamy. Nie można już się czymś interesować, nie można mieć zainteresowań, tylko pasję trzeba mieć. Nie możemy się czymś niepokoić, tylko od razu nas to bulwersuje.

I znów to dziecko dziennikarskie napisze: „Przy każdym zarządzie regionu powstawały think tanki”. Kto tak wtedy powiedział?! To były komitety doradców.

… w niektórych restauracjach w jadłospisie na początku znajdują się startery, a nie zakąski. To jest snobizm.

Przy nowych terminach niemal natychmiast pojawiały się czasowniki: blog – blogować, skan – skanować, Twitter – tweetować. Esemesować, mejlować, googlować, czatować…

Gdy ktoś w latach 80. powiedział: „Kupiłem sobie kompiuter”, ktoś inny odparł: „A co, miózg ci nie wystarcza?”.

Pamiętam, jak pewien młody człowiek powiedział mi, że ma za sobą sześć projektów. Pytam: „I co, żaden nie wyszedł?”. A on na to: „Przeciwnie, wszystkie zrealizowałem”!

Kiedy ktoś powie „właśnie”, to słyszę: sam o tym myślałem, ale tego nie powiedziałem. Kiedy ktoś powie „jasne”, to myślę sobie: powiedziałem banał. Kiedy słyszę „w istocie”, to jest to, owszem, przyznanie mi racji, ale troszkę trąci myszką. Za to „dokładnie” jest pełną akceptacją.

Zawsze podkreślamy: nieważne, czy jakieś słowo lub struktura to germanizm albo rusycyzm – ważne, czy jest to uzasadnione, czy nie.

Mój ojciec, nauczyciel, wiejski chłopak, zawsze mówił: „Synu, ja się całe życie starałem podciągać”. Natomiast pewien stary wrocławski profesor powiedział mi: „Dlaczego my wszyscy tak bardzo dziś równamy w dół?”. I tak to dzisiaj jest, że kiedyś ludzie się podciągali, a dzisiaj tak zwane elity równają w dół… .

Menele zagadują: „panie prezesie”.

Mój przyjaciel, bardzo ciemnoskóry, zapytał, czy można na niego mówić „Murzyn”. Odpowiedziałem: wiesz, jesteś Murzynem, więc słowo „Murzyn” pasuje do ciebie jak najbardziej. Obraził się na mnie.

Przecież nie powiesz „Baron romski” czy „Graj, piękny Romie”.

Chodzi mi o to, że toleruje się np. słowo „ocyganić” w znaczeniu „oszukać”, a nie toleruje się słowa „pożydzić”, czyli „poskąpić”.

… przeciwstawienie takich peerelowskich „ciot” nowoczesnym „gejom”. Ciota jest przegięta, przaśna, a geje są wymuskani, jak z kolorowych magazynów.

Powiedzcie więc, czy akceptujecie samą ideę, którą określa termin „poprawność polityczna”? Przypomnę, że idea jest taka: mów tak, żeby ten, do kogo mówisz, nie czuł się poniżony ani obrażony.

… imiesłowami przymiotnikowymi problem był taki: „nieznany” czy „nie znany”? Gdy nieznany w ogóle – to łącznie, gdy nie znany mnie – to oddzielnie. Ja zawsze żartowałem: nieżyjący stale – to łącznie, nie żyjący chwilowo – to oddzielnie…

Bo od tego, czy powiesz o TAktyce czy o takTYce, może poniekąd zależeć twój zawodowy los. Jeśli na takim czy innym castingu trafisz na kogoś, kto na stronę językową zwraca uwagę, przegrasz z tym, który mówi mateMAtyka, jeśli ty mówisz matemaTYka.

…pani profesor, która zniecierpliwiona popularnym błędem powiedziała: nie mówi się „w cudzysłowiu”, bo nie mówi się „w dupiu”.

Ale jak w takim razie zdefiniować funkcję magiczną? Wiara w to, że samo słowo pociąga za sobą rzecz. Powiem „wilk” i zaraz przyjdzie wilk. Dlatego mówi się: „nie wywołuj wilka z lasu”. I dlatego nikt nie zapyta lekarza: „Panie doktorze, czy to rak?”, tylko: „Panie doktorze: czy to TO?”. A lekarz nie powie: „Zaraz pan umrze”, tylko: „Trzeba się spodziewać najgorszego”. I tak sobie eufemizujemy, obawiając się, że akurat „to najgorsze” spowodujemy.

A ja chcę zwrócić uwagę na fascynującą wielofunkcyjność słowa „tylko”, którego użyłeś. „Tylko” w zdaniu „Kocham tylko ciebie” jest przysłówkiem… Miodek Bralczyk Tylko przysłówkiem. W zdaniu „Przyjdę do ciebie, tylko się najpierw ogolę” – „tylko” będzie spójnikiem. A w zdaniu „Przyjdę do ciebie, gdy tylko się ogolę” – będzie jakąś wzmacniającą partykułą.I to piękne jest. I to jest piękne!

Czesi, jak chcą parodiować język polski, to mówią: „szyszli myszli, kam sme przyszli”.

Pewna matka zwróciła mi przed laty uwagę, że kiedy zapytała syna: „Dlaczego nie odrobiłeś lekcji?”, to syn jej odpowiedział – i było to wyraźnie zdanie twierdzące, to znaczy bez znaku zapytania, ale brzmiało ono jak pytanie: „Bo nie miałem czasu?”.

w polszczyźnie mówionej mamy prawo budować niezwykle długie szeregi zdań dzielonych akustycznym odpowiednikiem średnika. Miodek Bralczyk Średnik jest znakiem średniej mocy.

A jeżeli za językiem nie idzie też jakaś atrakcyjność i moc języka – gospodarcza, polityczna czy kulturalna – to się go rozpowszechnić nie uda. Oczywiście strukturalnie język esperanto jest bardzo fajny i przemyślany…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *