“Is There Anybody Going to Listen to My Story…?”

 

Z końcem listopada mają reaktywować „Kobrę” w telewizji. Zgasła, biedna, jeszcze za prezesa Szczepańskiego. Bo jak weszły seriale typu „Cojak”, to już można sobie było Zachód obejrzeć w oryginale, a nie poprzez domową imitację. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, więc euforii nie wróżę. Chętnie obejrzałbym stare spektakle, ale ciągle brak czasu. Latem zgrałem kilka. I – przykładowo – nad jeziorem w Łagowie obejrzeliśmy taki teatrzyk z komputera z Dorotą przed snem. Nawet miłe.
Dla ludzi w moim wieku „Kobra” to legenda. Telewizor mieliśmy w domu jako jedni z pierwszych na ulicy. I w czwartkowe wieczory schodzili się sąsiedzi. Oglądali, popijali, komentowali. To było całe posiedzenie.
Pamiętam, że spodobała mi się zwłaszcza „Moja żona Melissa” Francisa Durbridge’a , bodaj w trzech częściach. Na końcu każdej, na literach, leciała taka niesłychanie piękna melodia. Nigdy wcześniej nie słyszałem. Pytam starszego syna sąsiadów, co to. „- Jak to? Nie wiesz? To >>Girl<< takiego zagranicznego zespołu. Bitelsi się nazywają”. Nie mówiło mi to kompletnie nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *