Home, sweet home

Już (?) w domu. Na Bułgarię spuśćmy zasłonę zapomnienia. Nie żebym miał do naszych gospodarzy pretensję o cokolwiek. Wszyscy bardzo się starali. Sam pogwarzyłem z przyjemnością z paniami sprzątaczkami łamanym (z obu stron) rosyjskim. A jednak Tomek z Przeworska (to moje strony ojczyste), który był w Laguna Beach z przemiłą rodziną, określił nasz ośrodek mianem – moim zdaniem – więcej niż trafnym: „tuczarnia”. Trzy obfite, dość tłuste posiłki dziennie, sporo alkoholu (all inclusive) i nic do roboty. Myślę, że większość naszych rodaków tak właśnie wyobraża sobie niebo. I bułgarscy przyjaciele to niebo uchylili im – a choćby i na tydzień.:

Głos Wągrowiecki.:

2 przemyślenia nt. „Home, sweet home

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *