Edigey Jerzy „Szklanka czystej wody”

Edigey Jerzy „Szklanka czystej wody” 1974:

Czytam może trzeci, a może czwarty raz w życiu. Na szczęście szybko zapominam.:

Cytaty.:

Siostra dyżurna, siedząca przy biało lakierowanym biureczku, podniosła słuchawkę. Z wyraźną niechęcią rzuciła: — Chirurgia! Z drugiej strony drutu ktoś powiedział parę słów. Pielęgniarka odruchowo wyprostowała się na krześle i możliwie najgrzeczniejszym tonem odpowiedziała: — Tak jest panie dyrektorze.

W ostatnim numerze „Służby Zdrowia” jest ogłoszenie: szpital w Resku poszukuje ordynatora-chirurga. Na mieszkanie ofiarowują komfortową willę z garażem. W Warszawie pan ma jeden pokój z kuchnią. Z opinią mojego szpitala przyjmą tam pana z pocałowaniem ręki.

— Światło rozchodzi się z prędkością trzystu tysięcy kilometrów na sekundę. Szybkość rozchodzenia się plotki uchyla się wszelkim pomiarom. Jest po prostu nieograniczona czasem i przestrzenią.

— Nigdy nic nie wiadomo. Znam znakomitego sportowca. Narciarz i alpinista. Złamał trzy żebra przy wchodzeniu do własnej wanny.

Wspominał pan o wymówieniu pracy. Tę decyzję może pan zaskarżyć do sądu, że jest niezgodna z zasadami współżycia społecznego i socjalistycznego.

Starszy sierżant z niedowierzaniem popatrzył na Niekwasza. Westchnął w duchu, że trudno będzie spławić takiego niezwykłego petenta, który w niedzielę rano przychodzi złożyć jakieś zeznania i nie pozwoli nawet spokojnie przeczytać porannej gazety. Postanowił więc tę piłkę podać do następnego gracza. Z ociąganiem się sięgnął po słuchawkę i nakręcił numer wewnętrzny: — Obywatelu majorze — meldował — zgłosił się obywatel… Jak wasze nazwisko? Acha, Zygmunt Niekrasz, doktor… — Nie Niekrasz, tylko Niekwasz — poprawił chirurg. — Wszystko jedno — odpowiedział starszy sierżant …

Budowa nowych szpitali ciągnie się dosłownie dziesiątki lat. Trwa dłużej, niż budowa hoteli. — Największy w Polsce hotel, na rogu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich Szwedzi mają postawić w ciągu dwóch lat. Na tysiąc pięćset miejsc. — Więc daj Boże, żeby Skandynawowie wzięli się i za budowę naszych szpitali.

— Podobna bardzo przystojny. Ma duże powodzenie. Dziewczyna wydęłą pogardliwie wargi. — Jak u kogo. Mnie się nie podoba. Na mój gust za młody i za… — pielęgniarka urwała w pół zdania. — …i za mało poważny. To pani chciała powiedzieć? — Pan major zgaduje myśli ludzkie. — Dla milicji nie ma rzeczy niemożliwych.

Właśnie urzędnicy wychodzili po skończonej pracy. Tradycyjnym zwyczajem panującym w Polsce mężczyźni mieli w rękach teczki. Przeważnie puste. Ale urzędnik bez teczki to jak koń bez ogona.

— Mam „trabanta”. Sam pan dobrze wie, że gdybym tym wózkiem wpadł na kogoś, prędzej bym siebie zabił.

Wszystko co przeczytać można w tej powieści autor przepisał z sufitu w swoim pokoju. Jeśli się to komuś podoba, bardzo się cieszę, jeśli nie — przepraszam. JERZY EDIGEY

5 komentarzy do “Edigey Jerzy „Szklanka czystej wody”

  1. Zacząłem z niepokojem ale i nadzieją patrzeć na sufit. Znajdują się tam kasetony z prostym wzorkiem. Ale po dłuższym patrzeniu…

  2. Czy zgadzasz się z poglądem Barańczaka na temat prozy Edigeya („Strzał na dancingu”):
    „przypomina konsystencją mamałygę z dodatkiem kleju stolarskiego” ?

    1. I „powieść milicyjna”, i krytyka tej powieści są dziećmi swoich czasów. I wtedy, i teraz nikt z jako tako obytych z literaturą nie miał złudzeń, że to „mamałyga”. Tylko wówczas Edigey to była dodatkowo nachalna propaganda. Stąd ta agresywna krytyka. A Edigey czytany dzisiaj to tylko całkiem niegroźny, zabawny bibelot. Z tym, że całkiem przyzwoicie napisany – w przeciwieństwie do dziesiątków okazów naszej kryminalnej grafomanii, które odkładam po pierwszym rozdziale.

      1. Poza tym wtedy się czytało, bo nie było nic innego. Gdyby nie taki Edigey to zostalby do poczytania tylko Roman Bratny z Machejkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.