Człowiek w ogniu / Man on Fire

 

Amerykański przedsiębiorca w Meksyku zatrudnia ochroniarza-pijaka na postrach. I za niewielkie pieniądze. Biznesmenowi z jego pozycją po prostu nie wypada nie mieć ochroniarza.
„Jaka płaca taka praca”.

Tony Scott zazwyczaj kręcił filmy zwarte, gęste od akcji. A tu opera na dwie i pół godziny. Może ostatnio zabrakło mu takich ostrych filmów i dlatego próbował popełnić samobójstwo?

Film na jednego aktora – Denzela Washingtona.

„- Czyta pan Biblię”? „- Czasami”. „- Czy to pomaga?” „- Czasami”.

Mickey Rourke w garniturze. Patrzcie państwo!

Ochroniarz odcina meksykańskiemu porywaczowi po jednym palcu, aby wydobyć od niego informacje. Gdy ten się drze, podkręca radio. Carlos Santana śpiewa „O je como va” (Jak się miewasz”). Ot, żarcik.

Po drogach Meksyku ciągle jeszcze jeździ mnóstwo volkswagenów garbusów. Także jako taksówki i to dwudrzwiowe. Jak skończyli je produkować w Europie, to zaczęli w Ameryce Południowej.

Ochroniarz w akcie zemsty zamierza wystrzelić bazookę w kierunku lokalu porywaczy z mieszkania pary staruszków. Staruszek: „- Bóg kazał wybaczać”. „- To niech Bóg wybaczy.  Załatwię im spotkanie”.

Człowiek w ogniu / Man on Fire, reż. Tony Scott, 2004

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *