Bridget Jones 3 / Bridget Jones’s Baby

Pogadanka z Romkiem Rogowieckim na antenie (taka mniej więcej, z nagrania). Nagraliśmy z hotelu, choć mogłem pojechać do Radia, ale ten telefon to taka konwencja, że dzwoni się do krytyka trochę jak na pogotowie. Wysłuchałem – pierwszy raz! – w taksówce.:

– Wiesiek, w ten weekend nie ma w kinie nic ważniejszego niż Bridget Jones! Wszystkie plakaty, wszystkie Internety krzyczą: Bridget Jones powraca! A ja mam wrażenie, że ona nie musi wracać, bo nigdy nie odchodziła.

– Też mam takie poczucie, bo Bridget to nie jest jakaś tam bohaterka kolejnego filmu. I jak film idzie w kinach, to ona jest, a jak film wypada z repertuaru, to bohaterka znika. Bo Bridget Jones to jest już postać kulturowa, a filmy tylko ją ujawniły, dały jej imię i nazwisko (proste do przesadny, zresztą) i twarz aktorki Renee Zellweger – Boże, jak można się tak nazywać?!

– Ona niedawno zresztą zrobiła coś ryzykownego ze swoją twarzą, ale ją odratowali.

– No właśnie z akurat z twarzą to nie powinna próbować niczego z dziedziny chirurgii upiększającej, bo to już nie jest twarz aktorki, to już jest plakat, emblemat, ikona.

– No tak, ale ikona czego? Doprecyzujmy.

– Tak na moje oko, a bardzo bałbym się tu uchodzić za eksperta, to ikona młodej kobiety, która uparła się, żeby nie dorosnąć i nie dorasta, bo może sobie na to pozwolić. Społeczeństwo mówi jej: w wieku dwudziestu trzech lat powinnaś już być żoną solidnego, odpowiedzialnego faceta, w wieku dwudziestu pięciu lat, powinnaś urodzić pierwsze dziecko. W wieku trzydziestu lat powinniście mieć z mężem domek w dobrej dzielnicy, jaguara, na razie może być pięcioletni i wakacje na Bali.

– A ona cały czas jest pod kreską. W jej życiu nic nie chce się zacząć. Przynajmniej tak jak zaczynało się w życiu jej mamy i babki.

– I tu następuje najważniejsze: nic nie chce się zacząć i nic nie szkodzi. Bo nic nie musi się zaczynać, bo kto powiedział, że panna Jones musi realizować w swoim życiu  scenariusz numer trzy, napisany pół wieku temu i dla kogo innego. Takie recepty na życie były dobre jeszcze u bohaterek Agaty Christie, a miejsce tej całej wiktoriańskiej Anglii jest już w muzeum. Teraz liczy się gest, liczy się improwizacja, teraz liczy się otwartość na jakieś Wielkie Nieoczekiwane, które może nas spotkać.

– Ale jakieś warunki brzegowe w takim życiu być powinny. W tej Bridget Jones, która właśnie wchodzi do kin, ona pozostaje rozdarta między dwoma panami o skrajnym usposobieniu. Jeden to ciągle jest Colin Firth, a drugi to już nie jest Hugh Grant.

– Ale nadal pozostaje układ: jeden rozważny, drugi romantyczny. Ale zauważ, że w jej życiu żaden nie zyskuje przewagi, że ulubionym stanem Bridget jest wahanie, niezdecydowanie, rozważanie możliwości. To wprawdzie dość kosmiczne zestawienie, ale ona staje się dość podobna do bohaterów Gombrowicza. Tam też wszyscy nalegają, by młody człowiek przybrał wreszcie jakąś formę, a on nie ma najmniejszej ochoty.

– No nie, z tym Gombrowiczem to jednak pojechałeś…

– Pojechałem, ale zauważ, że poważne i fundamentalne idee są przechwytywane przez popkulturę, upraszczane  i w takiej postaci konsumowane przez miliony. Jeżeli Gombrowicz dotrze pod strzechy, to całkiem prawdopodobne, że będzie on miał śliczną buzie Bridget Jones.

– A co powiesz na to, że w najnowszej części Bridget przesiadła się z dziennika pisanego ręcznie na Facebooka i Instagrama.

– Nic nie powiem, bo nie spodziewam się, by z samego faktu, ze teraz stuka w klawiaturę wynikały jakieś ciekawsze rzeczy. W tym dzienniczku notowała kalorie, których zawsze było trochę za dużo i łyki tego czy innego łyskacza na sen. Czy w sieci będzie miała do powiedzenia wiele więcej – tylko dlatego, że to elektronika, a nie papier? Wątpię. Jak powiadał klasyk: herbata od mieszania nie staje się słodsza.

Bridget Jones 3 / Bridget Jones’s Baby, reż. Sharon Maguire 2016 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *