Miesięczne archiwum: Grudzień 2019

Lux

Wielkie Księstwo Luksemburga. Clervaux. Słynne opactwo, z świętym Bernardem i zamczyskiem. Plus pradziadek przy saniach.:

Luksemburg. Diekirch. Tutaj, jak wszędzie w okolicy, kultywują pamięć bitwy o Ardeny.:

Luksemburg. Echtermach. Miasteczko wokół opactwa. Lasy, lasy, lasy, więc centrum turystyki i wypoczynku.:

I Luksemburg. W Luksemburgu na sam zmierzch (tu zapada godzinę wcześniej niż w Polsce). Wszędzie nic tylko przedsylwestrowa gorączka.:

 

Benelux

Dunkierka. Normandia. Francja. W niedzielny poranek port odpoczywa.:

Ostenda. Belgia. Taki ichni Sopot. Niekończące się bulwary. Za tym morzem jest Dover.:

Brugia. Belgia. Taki ichni Kraków. Nie pojmuję, jak tyle ludzi może się pomieścic w jednym miasteczku?:

Message in a bottle

Tu i tam po okolicach Poznania. Strasznie smutne widoki. Szaro, ponuro, bezludnie, jakby wszyscy wymarli. Choć wiadomo skądinąd, że jest przeciwnie: popijają w gronie rodzinnym i jednym okiem gapią się na serial. Czyż można sobie wyobrazić milsze Święta?:

Na prezent dostałem m.in. taką oto świetlistą butelkę, aby rozświetlała mi drogę życiową. Cóż, nie pierwszy to raz (delikatnie rzecz ujmując), kiedy daję się prowadzić zawartości butelki…:

W TV Poznań o Gwiazdce w polskim kinie. Bardzo smutny temat…:

Justyna Kopińska „Z nienawiści do kobiet”

Justyna Kopińska „Z nienawiści do kobiet”:

Reportaże. Bardzo ostre i bardzo poukładane.
Cytaty:

/syn Violetty Villas/ Każdy mężczyzna, po jakimś czasie, chciał mamę ograniczyć. Może dlatego najlepiej czuła się wśród przyjaciół gejów. Nawet jak był to zupełnie nowy znajomy, zachowywała się, jakby znali się ze dwadzieścia lat. Czuła się bezpieczna. Wiedziała, że nic jej nie grozi, więc mogła z nim żartować, śmiać się, nawet spoufalić. Rozmawiali o biżuterii, butach, koronkach.

W 1967 roku przyjechałem do mamy do Las Vegas. Koncertowała tam już od roku. Miałem wówczas dwanaście lat i najbardziej przeżywałem, że na lotnisku w Nowym Jorku celnicy zabrali mi kiełbasę wiejską. Chciałem zobaczyć, jak mama ucieszy się na jej widok. Gdy przyjechałem do Las Vegas, mama akurat występowała. Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Wyglądała zjawiskowo pięknie. Nie wiedziałem wtedy, że jej osobistym stylistą był projektant domu mody Dior, buty i biżuterię przygotowali specjalnie dla niej włoscy projektanci. Nawet dla dziecka różnica w stylu była widoczna. Nie mogłem oderwać od mamy oczu. Patrzyłem na nią i rozpierała mnie duma. Ale w głowie cały czas miałem: „Dlaczego zabrali mi tę kiełbasę!”. Jak tylko weszła, to zacząłem mówić: „Mamusiu, miałem dla Ciebie wiejską kiełbasę i celnicy zabrali. I wiesz co?! Czekałem później, aż sprawdzą, czy jestem szczepiony, i przez szybę zobaczyłem, jak oni ją jedzą! Udało mi się przywieźć tylko chleb”. Mama się śmiała.

Mówiono, że ludzie są tam wykorzystywani, a robotnicy bici i szantażowani. Według komunistów uczciwy człowiek w Stanach nie mógł do niczego dojść. I nagle do Polski wraca Villas. Z zachwytem opowiada o koncertach w Vegas. Ma pieniądze. Kupuje dom. Wszyscy widzą, jak jeździ białym mercedesem. Chodzi w futrach. To zupełnie nie pasowało do wizerunku Ameryki, który był przedstawiany propagandowo. Zaczęto z niej szydzić. W recenzjach pisano, że kreuje się na Amerykankę i że zapomniała, jak wysławiać się po polsku.

/Leopold Kozłowski/ Dlaczego pan został? – Jestem Polakiem. Lubię śliwowicę, golonkę, kiełbasę wiejską, polskie żarty i wspomnienia. Wielokrotnie miałem propozycje pracy w Izraelu lub Stanach Zjednoczonych, ale klezmer musi żyć w świecie, który na niego działa, który jest mu najbliższy.

Przemyślany zamieszkane były w pięćdziesięciu procentach przez Żydów, w trzydziestu pięciu przez Polaków i w piętnastu przez Ukraińców. W sobotę był szabas, Żydzi zamykali sklepy. Istniały jeszcze dwa sklepy nieżydowskie, ale właściciele też je zamykali. Za to w niedzielę Żydzi nie handlowali ze względu na chrześcijan. Czułem spokój, do którego zawsze wracałem przy komponowaniu muzyki.

/Justyna Kopińska/ Skupiam się zawsze na dwóch rzeczach: co pomyśli mój bohater i co pomyśli mój czytelnik. Zależy mi na tym, aby bohater miał poczucie, że wypowiedzi są przedstawione zgodnie z jego intencjami i żeby czytelnik był jak najbardziej zainteresowany historią.

Znam wiele osób, które mówią, że czegoś chcą. Snują plany w kawiarniach, by za rok w tych samych kawiarniach identycznie marzyć o tym samym.

Jak pracujesz? Bardzo lubię samą czynność pisania. Mnóstwo dziennikarzy opowiada, że jak mają się zabrać do pisania, to wolą umyć lodówkę, iść na zakupy, posprzątać mieszkanie, żeby tylko nie siąść do pracy.

Ciekawił mnie też wątek dziecka artysty. Byłam kiedyś w domu wybitnego polskiego pisarza. On już wtedy nie żył, a jego córka, wtedy czterdziestoletnia, pokazała na drzwi do pokoju i, przykładając palec do ust, powiedziała, że trzeba być cicho, bo tam tata pracował i zawsze mówił, że trzeba być cicho. Nagle zobaczyłam w tej kobiecie malutką dziewczynkę, która zaraz się rozsypie i zrozumiałam, jak on strasznie ją skrzywdził. Artysta bardzo często stawia na pierwszym miejscu sztukę. Wtedy cierpi rodzina, zwłaszcza dzieci. Ciekawiło mnie, czy takie osoby powinny w ogóle mieć dzieci.

Jarosław Kamiński „Tylko Lola”

Jarosław Kamiński „Tylko Lola”:

Powieść ze dwa lata temu bardzo wysoko oceniona przez „Politykę”. Chyba jednak zbyt wysoko…
Cytaty:

Od autora: Osoby i wydarzenia przedstawione w powieści Tylko Lola należą do sfery fikcji. Jednak w kluczowej dla powieści scenie – impreza w telewizji – „pobrzmiewa” echo przyjęcia, które naprawdę odbyło się w 1967 r. Tak opisał je historyk Jerzy Eisler w swojej książce Marzec 1968: Otóż w dniu zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie w redakcji popularnego tygodnika „Przyjaciółka” odbywało się przyjęcie urodzinowe. Był alkohol i wznoszono rozmaite toasty; towarzystwo było podobno w świetnych humorach. Następnego dnia po południu Moczar [ówczesny minister spraw wewnętrznych – przyp. JK] poinformował Gomułkę o „orgiach i libacjach urządzanych przez Żydów”. Była też mowa o wznoszeniu toastów za zwycięstwo Izraela. W jednym z raportów Moczar miał poinformować Gomułkę, że w świętowaniu sukcesu izraelskiego uczestniczyła żona gen. Mankiewicza. To wystarczyło, aby jeszcze tego samego dnia przenieść Mankiewicza w stan spoczynku.1 Rzecz z gatunku: „pisarz by tego nie wymyślił”. Dziś daje do myślenia.

Czas daje więcej, niż odbiera. Jak gąbka na szkolnej tablicy… wyciera z naszego życia ludzi, domy, ulice, całe miasta. A z pamięci tysiące zdarzeń, spotkań i rozmów. Czas niszczy wszystko, niszczy bezlitośnie. Bez wątpienia to przykre. Ale może się na coś przydać. Pomyśl o cebuli. Obierając ją z łupin, dociera się do rdzenia. Tak samo jest z czasem. Odziera pamięć z nieistotnych wspomnień. Pozostawia tylko najważniejsze. Kluczowe punkty historii. Dzięki nim łatwiej zrozumiesz własne życie, odczytasz jego sens. Musisz wiedzieć, co przeżywasz. Inaczej skażesz się na wieczne dryfowanie.

Telewizja tworzyła wspólnotę instant. Gazetę czytało się w pojedynkę. Radio, ze względu na większą dostępność odbiorników, stanowiło rozrywkę w najlepszym razie rodzinną. Jedynie telewizja, przynajmniej w tamtych czasach, oddziaływała inaczej. Miała w sobie coś ze spektaklu teatralnego albo meczu. Mało kto miał własny telewizor. Należało wybrać się do sąsiadów albo do świetlicy i razem z innymi oglądać program. Tak rodziła się wspólnota emocji… strachu, zachwytu, zgorszenia. Na ten jeden moment, niewiele dłuższy niż czas oglądania telewizji. Wystarczyło, żeby zakochać się w nowym medium.

W socjalizmie kobietom pozwalano na wiele, nawet kierować traktorem, gorzej, gdy chciały kierować swoim życiem. Warszawa, styczeń 1965.

Któregoś dnia zostałam dłużej w studiu, w którym wkrótce sama miałam poprowadzić program. Przez przypadek stałam się świadkiem rozmowy Ireny ze słynnym pianistą jazzowym. Zarzuciła mu, że zepsuł cały program, wypowiadając kwestie nieuzgodnione wcześniej. – W moim programie nie ma miejsca na improwizację. To nie klub jazzowy! – krzyczała Irena. Muzyk bronił się, że w scenariuszu znalazły się opinie, które stały w sprzeczności z jego poglądami. Na wszystko, życie, sztukę, miłość. – Nie potrzebowałam pana poglądów. Potrzebowałam pana twarzy! Muzyk i poglądy! Dobre. Tylko komu to potrzebne.

Obok sensorycznej, krótkotrwałej i długotrwałej proponowałabym czwarty rodzaj pamięci: telewizyjną, która sama wymazuje informacje już w czasie ich odbierania.

Zwyzywała wszystkich komunistów, od Lenina do Breżniewa, od Męża Stanu do szeregowego członka partii. Każdego porównała na dwanaście różnych sposobów do penisa.

W narożnym budynku przy ulicy Foksal znajdował się lokal okryty sławą mordowni i najbardziej elitarnego miejsca w mieście. Lidia ujęła mnie pod rękę. Wykidajło, widząc dwie obejmujące się kobiety, wziął nas za kurewki, w dodatku nieznajome, spoza jego prywatnego rejestru, i nie zamierzał wpuścić. Lidia nie wytrzymała. Wiązanka przekleństw w jej wykonaniu wypadła koncertowo. „A niech cię moje wszy łonowe z wdzięczności wyliżą tam, gdzie lubisz najbardziej”. Wykidajło się zaczerwienił i z ukłonem otworzył drzwi. – Nie bez powodu szczycimy się doborowym towarzystwem – skomentował zadowolony.

Żyłam w socjalistycznej ojczyźnie, której hasło brzmiało: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. Na każdej uroczystości państwowej śpiewano Międzynarodówkę. Wyklęty, powstań, ludu ziemi. Ludu ziemi, a nie ludu Polski, Czech, Moraw, Górnej Adygi. Teraz zdradzono te ideały. Przestało się liczyć, kim jesteś, a zaczęło, skąd pochodziłaś. Leo miał rację. W tym kraju nie dało się żyć. Należało uciekać. Zacząć od nowa, póki nie jest za późno. Rewind? Żaden rewind. Nie miałam do czego wracać. Forward. Pozostawał mi tylko forward.

Welcome, welcome, a naprawdę już widzą dolary spływające do wymęczonej wojnami Polski. Wojny. Zawsze straty wojenne dają im wymówkę, żeby naciągać gości na forsę. Każdego, kto ma trochę więcej, komu trochę lepiej albo miał szczęście i nie załapał się na bombardowania oraz wywózki na Syberię. I już w myślach piszą sprawozdania do centrali. Dzięki usilnym staraniom ambasady do kraju napłynęło o dwadzieścia osiem procent dewiz więcej niż w minionym roku. I kto wie, może w ten sposób uda się przedłużyć pobyt na zgniłym kapitalistycznym Zachodzie.

Komuniści, których znałam, nie sprawdzali się w roli jebaków. Bez przerwy tylko walka o pryncypia i obawa rozstrzelania przez NKWD. Stresujące życie. A konsekwencje? Nie uwierzyłabyś, plaga impotencji. Dopiero na emigracji nabierali wigoru. Trocki najlepszym dowodem.