Justyna Kopińska „Z nienawiści do kobiet”

Justyna Kopińska „Z nienawiści do kobiet”:

Reportaże. Bardzo ostre i bardzo poukładane.
Cytaty:

/syn Violetty Villas/ Każdy mężczyzna, po jakimś czasie, chciał mamę ograniczyć. Może dlatego najlepiej czuła się wśród przyjaciół gejów. Nawet jak był to zupełnie nowy znajomy, zachowywała się, jakby znali się ze dwadzieścia lat. Czuła się bezpieczna. Wiedziała, że nic jej nie grozi, więc mogła z nim żartować, śmiać się, nawet spoufalić. Rozmawiali o biżuterii, butach, koronkach.

W 1967 roku przyjechałem do mamy do Las Vegas. Koncertowała tam już od roku. Miałem wówczas dwanaście lat i najbardziej przeżywałem, że na lotnisku w Nowym Jorku celnicy zabrali mi kiełbasę wiejską. Chciałem zobaczyć, jak mama ucieszy się na jej widok. Gdy przyjechałem do Las Vegas, mama akurat występowała. Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Wyglądała zjawiskowo pięknie. Nie wiedziałem wtedy, że jej osobistym stylistą był projektant domu mody Dior, buty i biżuterię przygotowali specjalnie dla niej włoscy projektanci. Nawet dla dziecka różnica w stylu była widoczna. Nie mogłem oderwać od mamy oczu. Patrzyłem na nią i rozpierała mnie duma. Ale w głowie cały czas miałem: „Dlaczego zabrali mi tę kiełbasę!”. Jak tylko weszła, to zacząłem mówić: „Mamusiu, miałem dla Ciebie wiejską kiełbasę i celnicy zabrali. I wiesz co?! Czekałem później, aż sprawdzą, czy jestem szczepiony, i przez szybę zobaczyłem, jak oni ją jedzą! Udało mi się przywieźć tylko chleb”. Mama się śmiała.

Mówiono, że ludzie są tam wykorzystywani, a robotnicy bici i szantażowani. Według komunistów uczciwy człowiek w Stanach nie mógł do niczego dojść. I nagle do Polski wraca Villas. Z zachwytem opowiada o koncertach w Vegas. Ma pieniądze. Kupuje dom. Wszyscy widzą, jak jeździ białym mercedesem. Chodzi w futrach. To zupełnie nie pasowało do wizerunku Ameryki, który był przedstawiany propagandowo. Zaczęto z niej szydzić. W recenzjach pisano, że kreuje się na Amerykankę i że zapomniała, jak wysławiać się po polsku.

/Leopold Kozłowski/ Dlaczego pan został? – Jestem Polakiem. Lubię śliwowicę, golonkę, kiełbasę wiejską, polskie żarty i wspomnienia. Wielokrotnie miałem propozycje pracy w Izraelu lub Stanach Zjednoczonych, ale klezmer musi żyć w świecie, który na niego działa, który jest mu najbliższy.

Przemyślany zamieszkane były w pięćdziesięciu procentach przez Żydów, w trzydziestu pięciu przez Polaków i w piętnastu przez Ukraińców. W sobotę był szabas, Żydzi zamykali sklepy. Istniały jeszcze dwa sklepy nieżydowskie, ale właściciele też je zamykali. Za to w niedzielę Żydzi nie handlowali ze względu na chrześcijan. Czułem spokój, do którego zawsze wracałem przy komponowaniu muzyki.

/Justyna Kopińska/ Skupiam się zawsze na dwóch rzeczach: co pomyśli mój bohater i co pomyśli mój czytelnik. Zależy mi na tym, aby bohater miał poczucie, że wypowiedzi są przedstawione zgodnie z jego intencjami i żeby czytelnik był jak najbardziej zainteresowany historią.

Znam wiele osób, które mówią, że czegoś chcą. Snują plany w kawiarniach, by za rok w tych samych kawiarniach identycznie marzyć o tym samym.

Jak pracujesz? Bardzo lubię samą czynność pisania. Mnóstwo dziennikarzy opowiada, że jak mają się zabrać do pisania, to wolą umyć lodówkę, iść na zakupy, posprzątać mieszkanie, żeby tylko nie siąść do pracy.

Ciekawił mnie też wątek dziecka artysty. Byłam kiedyś w domu wybitnego polskiego pisarza. On już wtedy nie żył, a jego córka, wtedy czterdziestoletnia, pokazała na drzwi do pokoju i, przykładając palec do ust, powiedziała, że trzeba być cicho, bo tam tata pracował i zawsze mówił, że trzeba być cicho. Nagle zobaczyłam w tej kobiecie malutką dziewczynkę, która zaraz się rozsypie i zrozumiałam, jak on strasznie ją skrzywdził. Artysta bardzo często stawia na pierwszym miejscu sztukę. Wtedy cierpi rodzina, zwłaszcza dzieci. Ciekawiło mnie, czy takie osoby powinny w ogóle mieć dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *