Zygmunt Zeydler-Zborowski „Śmierć grabarza”

Zygmunt Zeydler-Zborowski „Śmierć grabarza”:

Na sen.
Cytaty:

Urzędnik miał melancholijny wyraz twarzy, jak przysłało na człowieka opiekującego się miejscem wiecznego spoczynku. Przed chwilą skończył jeść śniadanie i zaostrzoną zapałką dyskretnie dłubał w zębach.

— Chcielibyśmy się czegoś o nim od pana dowiedzieć. — No cóż… Grabarz jak grabarz — padła niezbyt wyczerpująca odpowiedź.

— Pił? Urzędnik wzruszył ramionami. — Jak każdy. — To znaczy… ? — Normalnie.

Chodzi o Kosińskiego, o Walentego Kosińskiego. — A co mnie do tego skurwysyna? — Wyrażajcie się przyzwoicie. Znajdujecie się w komendzie milicji, a nie w żadnej melinie. — Tak się wyrażam, jak umiem. Uniwersytetu niekończyłem.

Odwiedzają was jakieś dziewczyny? — Przychodzą. — Możecie podać nazwiska tych dziewczyn? Małecki znowu wzruszył ramionami. — Ja się tam kurew o nazwiska nie pytam. — To wyłącznie prostytutki was odwiedzają? — A kto mnie ma odwiedzać? Czasem jakiś kumpel przyjdzie, przyniesie pół litra, a tak przeważnie to kurwy. Ja już taki jestem.

Wadzewski już w przedpokoju poczuł charakterystyczny zapach. Pomyślał, że gruntowne zbadanie terenu pozwoliłoby niewątpliwie odkryć poważniejsze zapasy bimbru.

Czy pani wie, co to znaczy alibi? — Ma się rozumieć, że wiem. Za kogo mnie pan uważa? — oburzyła się dziewczyna. — Alibi to jest takie coś, że facet nie mógł być w danym miejscu, bo był akurat w tym czasie zupełnie gdzie indziej. — No, właśnie — przytaknął Wadzewski. — Bardzo trafnie to pani ujęła.

Czajnik zaczął gwizdać. Woda się zagotowała. Emilia odetchnęła głęboko i zaparzyła herbatę. Z wolna się uspokajała. — A mo że wolałabyś kawę? — spytała cicho, jakby się wstydząc niedawnego wybuchu. — Mam tu „Amino”. Wystarczy zalać wrzątkiem. — Wolę herbatę.

— Napije się pan? Wadzewski potrząsnął głową. — Bardzo dziękuję, ale nie używam alkoholu. Czebanowicz wzruszył potężnymi ramionami. — Nie, to nie. Nie mam zwyczaju namawiać do picia. Ale ja sobie łyknę kropelkę. — Napełnił kieliszek. Solidna porcja pięciogwiazdkowego koniaku zniknęła błyskawicznie w potężnej gardzieli.

Wiadomo przecież, że najłatwiejszą taktyką obrony jest udawanie wariata albo chociaż takiego ciut szurniętego. W takich wypadkach nawet fachowa ekspertyza psychiatrów przeważnie nie daje żadnych rezultatów.

Ale swoją drogą niezwykłe, jak to się dzieje, że w dzisiejszych czasach młoda, i jak twierdzisz, bardzo ładna kobieta przesiaduje w kościele? Coś się musi za tym kryć. To nie jest naturalne.

— Pan się nie gniewa, że tyle czasu trzymałam pana za drzwiami, ale jestem sama w mieszkaniu. Córka i zięć w pracy, a dzieci w szkole. Muszę być ostrożna. Różne się tu łobuzy kręcą. Powie, że z milicji albo z gazowni, walnie czymś ciężkim w głowę i koniec.

U niektórych ludzi bida aż piszczy i dziesięcioro dzieci, a drudzy znowu bogaci, a bezdzietni. Jakoś to wszystko nie jest urządzone, jak trzeba.

Rozmawiać to ja nie mam z kim. Pójść do sąsiadów nie mogę, bo ta noga. Bywają takie dni, panie, że gęby nie ma do kogo otworzyć. Córka z zięciem w pracy, dzieci w szkole, a potem lecą na jakieś zebranie albo do kina. Tyle co w ten telewizor trochę się popatrzę, ale także nie za wiele, bo mnie oczy bolą.

— Czy zauważyła pani coś nienormalnego w zachowaniu się pani Axley? — Bo ja wiem… Nic specjalnego. Chyba tylko to, że sporo piła, ale ci Amerykanie to w ogóle pijanice.

Przynosiła wódkę z miasta? — Dokładnie panu nie powiem, ale chyba nie. Zwykle dzwoniła i kelner jej zanosił. To była za wielka dama, żeby sama sobie flachę kupowała na mieście.

— Może rozmawiała z panem na bardziej osobiste tematy? Urzędnik uśmiechnął się melancholijnie. — Nic, proszę pana, ze mną kobiety nie rozmawiają i nigdy nie rozmawiały na żadne osobiste tematy, nawet wtedy, kiedy byłem młodym chłopakiem, a cóż dopiero teraz.

Miałbyś ochotę przejechać się ze mną do „Forum”? — Nie mam żadnych specjalnych uprzedzeń do tego hotelu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.