Zygmunt Zeydler-Zborowski „Kukułka bez zegara”

Zygmunt Zeydler-Zborowski „Kukułka bez zegara”:

Środek nasenny.
Cytaty:

Właściwie nie wiadomo, dlaczego Downar od razu wyczuł, że coś tu nie jest w porządku. Może zadziałała wieloletnia rutyna milicyjna, a może tak zwany siódmy zmysł.

— Może napiłabyś się koniaku? — zaproponował, żeby przerwać to nieznośne milczenie. Skinęła głową. — Jak masz, to daj. Poszedł do szafy z ubraniami. Spomiędzy starych kapci wygrzebał pół butelki armeńskiego koniaku, który chował na czarną godzinę.

Skinął na kelnera i kazał podać dwa koniaki radzieckie. Jurek spojrzał na niego zdziwiony. — O, widzę, że usiłujesz mnie przekupić.

Przywitał się z Downarem. uważnie wysłuchał, o co chodzi, i usiadł. — O, widzę, że upiekłaś szarlotkę — powiedział z zadowoleniem, wskazując talerzyk Downara. Pani Lucyna uśmiechnęła się do męża. — Chcesz kawałek? — Co za pytanie? A dlaczego tylko jeden kawałek? Twoje szarlotki są zawsze wyśmienite. Nałożyła mu potężną porcję. — Żona dba o moją linię — powiedział pogodnie, spoglądając na gościa. Downar pomyślał, że troska o linię nie daje pożądanych rezultatów. Nie podzielił się jednak swoimi refleksjami. — Czy można wiedzieć, jaką specjalność pan reprezentuje, panie doktorze? — Specjalizuję się w zagadnieniach związanych z racjonalnym żywieniem — odparł Mielczak, przełknąwszy ogromny kawał szarlotki.

— Jeżeli pani coś wie na ten temat, to proszę, słucham — uśmiechnął się Downar. — No, był taki chłopak… Przychodził do niej. — W celach romantycznych? —Tego nie mogę twierdzić z całą pewnością.

Warto pogawędzić choćby z dozorcą. Dozorca okazał się człowiekiem zniechęconym do świata i ludzi. Spowodowane to było zapewne złym funkcjonowaniem wątroby. Twarz miał pożółkłą, potężne worki pod oczami. Przyjął przedstawicieli władzy bez entuzjazmu. — Chcielibyśmy z panem porozmawiać — zaczął Downar. — Niech panowie siadają. Usiedli i rozejrzeli się po skromnie umeblowanym pokoju, którego ściany zawieszone były oleodrukami o treści religijnej.

Czarnowski pił? — Każdy pije, dopóki może — westchnął dozorca. — Potem zaczyna nawalać serce, wątroba. Już nie ma życia.

… niebawem wrócił w towarzystwie pięknej pani Lucyny. Była w szampańskim humorze. Zapach francuskich perfum mieszał się z ledwie zauważalnym aromatem również francuskiego koniaku. Downar głęboko wciągnął w nozdrza powietrze, pomyślał: Courvoisier.

W tej Chrystusowej twarzy było coś pociągającego i niepokojącego zarazem. Uduchowienie, mistycyzm, jakieś magnetyczne fluidy czy po prostu wóda i narkotyki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.