Zygmunt Zeydler Zborowski „Czwarty klucz”

Zygmunt Zeydler Zborowski „Czwarty klucz”:

Na sen.
Cytaty:

Musisz wreszcie zrozumieć, że gdy w grę wchodzi mężczyzna, kończą się wszystkie, największe nawet przyjaźnie między kobietami. Tak było, jest i będzie. Walka o samca to odwieczne prawo przyrody.

Wstał z fotela, przeciągnął się, ziewnął i podszedł do półki z książkami. Lektura nie była jego ulubionym zajęciem, ale jakoś przecież musiał zabić czas. Telewizyjny program nie był zachęcający. Do kina na jakiś możliwy film nie można się było dostać. Więc co? Jakiś kryminał.

„Nie ma gorszej rzeczy jak podstarzała baba, udająca podlotka”, pomyślał i pocałował ją w rękę.

Lubi pani dżin z tonikiem? – spytał Zengier. – Mam na myśli oczywiście „Gordon Gin”. – Lubię wszystko, co się nadaje do picia – odpowiedziała wesoło Joanna. – A czy Gordon, czy nie Gordon, to wsio rawno.

Czy mam przyjechać do pani, czy też przyślę po panią wóz i przyjedzie pani do komendy? – Ani jedno, ani drugie. Przyjadę do pana moim nowym „Fiatem 126″.

Podrywa babę na cały regulator. – Z czego to wnioskujecie? Sierżant uśmiechnął się. – To chyba nie takie trudne, obywatelu kapitanie. Facet babkę po rękach obcałowuje, w oczy jej zagląda, na ucho coś szepcze. Ona się śmieje. To co można myśleć? Chyba nie rozmawiają o produkcji traktorów.

Musi pan jednak wziąć pod uwagę fakt, że Warszawa to niewielkie i bardzo plotkarskie miasto. Pewne wiadomości rozchodzą się tu błyskawicznie.

– Bał się? Możliwe. Chyba złodziei. Chociaż nic takiego specjalnego do ukradzenia to nie miał. Nie zauważyłam u niego ani złota, ani dolarów. – Widzę z tego, że pani bardzo dokładnie sprzątała mieszkanie pana Szczerbińskiego powiedział Grabicki.

– Nie moglibyśmy działać na własną rękę? Uśmiechnął się. – Chciałabyś ze mnie zrobić bohatera powieści Gardnera. Niestety, nie mogę wystąpić w roli Perry Masona. Tu nie Ameryka. Nie ma pola do popisu dla prywatnych detektywów. Sięgnęła po butelkę.

– Podobno Szczerbiński miał już nową narzeczoną. – Spojrzała zaskoczona. – Czyż to możliwe? Skąd wiesz? – Tak słyszałem. W Warszawie nic się nie ukryje. Tutaj ludzie wszystko wiedzą o swoich bliźnich.

Napije się pan herbaty? – Bardzo dziękuję, ale przed chwilą wyszedłem z kawiarni, gdzie wypiłem aż trzy herbaty. Tak mnie paliło po śledziu. – Gdzie pan dostał śledzie? – zainteresowała się pani Jadwiga.

Ten klucz. Absolutnie. – Próbowaliście otwierać nim drzwi? – Ale skądże! – oburzył się sierżant. – Przecież mogą być na nim odciski palców. Delikatniutko zawinąłem w czystą chusteczkę. Akurat tak mi się trafiło, że wziąłem z domu czystą. Tak się czasem człowiekowi coś uda.

Tak, tak, zgadza się. Zenek był u mnie trzy dni, dziewiątego, dziesiątego i jedenastego października. Ma chłop zdrowie. To mu trzeba przyznać.

Wyjechać? Z Warszawy? A po co? Teraz, na jesień? Właśnie w Warszawie najlepszy sezon. Nie, proszę pana, nigdzie nie wyjeżdżam. Grabicki miał ogromną ochotę dowiedzieć się o jakim to „najlepszym sezonie” mowa, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Nigdy nie zadawał drażliwych pytań, jeśli nie było to niezbędne dla śledztwa.

– Czyżby ten Arab fantazjował? – Nie wiem. Nie znam się na Arabach.

Czy może mi pan powiedzieć, gdzie się pan znajdował we wtorek dnia dziesiątego października? – Pan żartuje, panie naczelniku. A skąd ja bym takie rzeczy pamiętał? Ja nie bardzo wiem, gdzie się w tej chwili znajduję, a cóż dopiero dziesiątego października. – Obecnie znajduje się pan w komendzie milicji – wyjaśnił Grabicki. Gunter pokiwał głową. – Tak też sobie pomyślałem.

– Gdzie się pan podziewał przez ten cały czas? – Gdzie? Wszędzie. Byłem nawet i w Radomiu. W Górze Kalwarii, w Lublinie, w Lubartowie. W różnych miejscowościach. Już nawet nie mogę sobie przypomnieć. W Polskę poszedłem. Piękny kraj nasza kochana ojczyzna. Żyć nie umierać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.