Żeby nie było niczego

Imieniny Kai i Gai.

Robię zdjęcie rozkwitłemu drzewku na parkingu Lidla. Podchodzi pan, który właśnie dopił piwo i puszkę cisnął ze wzgardą w trawę. „- Czy pan robi tak zdjęcia wsztsystmi drzewom?” Tłumaczę, że nie mogę się cieszyc wiosną, bo cały dzień muszę siedzieć w domu. Więc tylko na parkingu Lidla… „- Rozumiem. Pewnie wolałby pan robić zdjęcia na lepszym parkingu. Może przed Carrefourem?”:

s1

A skoro wiosna, to od razu obraz Teodora Axentowicza pod takim tytułem. Ale tej pani pod Lidlem nie było. Albo nieuważnie się rozglądałem, albo była na parkingu przed Carrefourem…:

s2

Przy Głogowskiej otwarli nowe bistro. Nazwa: „Mocium panie”. Dorota się dziwi. A tu się nie ma co nazwie dziwić, bo jest uniwersalna. Łatwo mogę sobie wyobrazić sklep z galanterią pod szyldem „Mocium panie”, sklep żelazny „Mocium panie… A najłatwiej mi sobie wyobrazić sex shop o nazwie „Mocium panie”.

Czas się pakować: „Nie żyje Prince. Legendarny muzyk miał 57 lat”. Znaczy: biorą już z mojej półki.

Na witrynie Gościa Niedzielnego widzę tytuł artykułu: „Nie ma palców, a gra na fortepianie!” Boję się otwierać, by się nie dowiedzieć, czym on gra.

Portal wPolityce: „>Smoleńsk< Krauzego to film, który nie tylko nie zawiedzie wolnych Polaków, ale też tych widzów z innych środowisk…” No, to zapewne nie będę zawiedziony, mimo, że wywodzę się z „innych środowisk”.

Czytam: „Krzysztof Kononowicz w zamieszczonym na YouTube filmie zagroził, że >który tylko wejdzie na posesję moją bez żadnego zapowiedzenia, zgody i tak dalej od razu dostanie kulkę w łeb< /…/ w Białymstoku sąd wysłuchał opinii biegłych, którzy stwierdzili, że Kononowicz jest poczytalny, chociaż kilka lat temu w związku z innym postępowaniem uznano go za niepoczytalnego”.
O co w tym wszystkim chodzi? „Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”.

Jan Pospieszalski o ks. Jacku Międlarze: „Ten ksiądz bardzo dobrze służy Kościołowi. On niesie Ewangelię młodym ludziom, nawołuje do ciężkiej pracy nad sobą, nad swoimi cnotami”. Rozumiem. To tak jak ja. Co dzień ciężko pracuję nad swoją cnotą. Bo Dorota to już nie ma nad czym…

2 przemyślenia nt. „Żeby nie było niczego

  1. Tak, jestem.
    Wiele utworów w moim wykonaniu przeszło do legendy. Wąskiej, środowiskowej, ale jednak. Oczywiście, moje koncerty były poprzedzone starannymi przygotowaniami. Po 25 złotych od butelki.
    Pewnego razu, kiedy byłem już bardzo dobrze przygotowany, miałem przyjemność dać recital utworów Urszuli Sipińskiej. Osobliwością występu było to, że ja prowadziłem wiodący wokal, mąż Urszuli grał podkład na fortepianie elektrycznym, a sama Urszula śpiewała to, co w tym towarzystwie powinna była śpiewać: chórki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *