Zbigniew Safjan „Włamywacze”

Zbigniew Safjan „Włamywacze”:

Włamanie do willi na Żoliborzu.

Stłukliśmy szybę po pijanemu. Wyszedłem i nie miałem gdzie mieszkać. Pan kapitan wie: ani ojca, ani matki… — Dobrze, dobrze. — Kto mnie weźmie do roboty… — Nie kłamcie, Miciński. Nawet żeście się nie zgłosili. — Przytuliła mnie Złota Ania. I zaraz znaleźli się koledzy… „nie bądź frajer, coś się zrobi…” Najgorsza wódka… — Niewiniątko! — Wódka, panie kapitanie!

— I co robiła, gdy nie miała żadnego zajęcia? — Siedziała w domu — oświadczył Alfred. — Ona mogła tak całymi godzinami… Choćby patrzeć przez okno i nic nie mówić. Wiadomo, ze wsi. Na Żoliborz dojechał autobusem pospiesznym „A”. Był już solidnie głodny, bo czas obiadowy minął, wstąpił więc do baru mlecznego i zjadł mocno wysmażoną jajecznicę z trzech jaj. Zamarzył mu się potem kieliszek alkoholu, ale w najbliższej okolicy nie było żadnego lokalu, gdzie można by szybko, przy ladzie…

Zapytała, kiedy planuje w tym roku urlop, burknął, że jeszcze nie ma pojęcia. Oświadczyła, że ona ma do wyboru sierpień lub wrzesień. Marzy o Bułgarii.

U zbiegu ulic Czerniakowskiej i Śniegockiej pijani mężczyźni pojawiają się nader często. Nocą, gdy nie zdołają już trafić do domu, szukają schronienia w Parku Kultury, zasypiają na ławkach albo po prostu w krzakach.

Nikt nie podchodził. Na chodnikach po obu stronach Czerniakowskiej było pusto. Cisza. Daleko na Górnośląskiej jakiś pijak próbował śpiewać znowu piosenkę o portierze i o kluczu.

Opowiedziała o sobie i o nim. Ona, Walentyna Terczyk, pracuje na dworcu kolejowym w Kołobrzegu jako sprzątaczka. Już — starsza sprzątaczka, bo ma za sobą dwadzieścia lat pracy.

— Szukałem — szepnął. — Pan nie rozumie? Chodziłem po mieście i nie starczało nawet na kawę, bo ojciec cofnął mi tygodniówkę. Mam kolegów, którzy też nic nie robią i jeżdżą „mercedesami”. Prześladował mnie pech… — Myślicie, że pieniądze w życiu — to wszystko? — Kortela sam poczuł naiwność tego pytania. Czuł się trochę bezradny. — Pieniądze — nie. To, co można za nie dostać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *